|
|
|||||||
| Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj... |
|
|
Narzędzia wątku | Wygląd |
|
|
#8 |
|
dupa nie ajatollah
![]() Zarejestrowany: Jul 2023
Posty: 1,393
Motocykl: xd
Online: 1 miesiąc 1 tydzień 1 dzień 3 godz 25 min 5 s
|
Siergiej i Aleksander.
Czyli Sierioża i Saszka. Zarys sytuacyjny. Jadąc na wschód od bliższego wschodu (nie Bliskiego) co jest dalej na wschód od zachodu - ale namieszałem, hehe - musimy minąć jedno duże morze, które de facto jest jeziorem - Kaspij (Aral jest sporo mniejszy i ciut dalej). Niektórzy ze strachu przed Rosją robią to promem z Baku do Aktau (co nie jest proste, bo od czasów najsłynniejszej zamordystycznej grypy w historii nie da się wjechać do Azera drogą lądową i trza kombinować frachty, nie frachty, ujwico, nie znam się). Tu dygresja - co ciekawe, Rosjanie na granicach nie pobierają odcisków palców, co np. robią Turcy (i np. z tego co wiem, demokratyczni Jankesi). Ja zabawy papierkologiczne (wspomniane frachty) staram się ograniczać do minimum, poza tym Rosji niespecjalnie się boję, więc miałem do wyboru - via Białoruś albo via Turcja i Kaukaz. Via Ukraina odpada nie tylko ze względu na linię frontu, ale też ze względu na zwykły bandytyzm, którego teraz nie ma kto tam upilnować. O ile wojna praktycznie nie zmieniła Rosji z punktu widzenia tranzytowca (oczywiście prócz linii frontu i od czasu do czasu spadających gdzieś dronów), o tyle Ukraina to obecnie ziemia niczyja. Nie uśmiechało mi się spotkać po drodze kolesi w militarnych wdziankach z kałachami każących wypierdalać z auta, bo potrzebne na front. Aż tak się nie znam na umundurowaniu, żeby rozpoznać czy to żołnierz czy bandzior w przebraniu. A przez Białoruś? Przed wyjazdem środki masowej propagandy straszyły brakami paliwa w Rosji (szczególnie w okręgu moskiewskim), więc mając do wyboru 3000km do Kazachstanu, w tym prawie 2000km przez kraj, w którym ponoć nie ma wachy (albo jest bardzo droga), czyli drogą przez Białoruś i Rosję, albo 4000km, w tym tylko 800km przez tenże kraj, wybrałem trasę do Rosji i dalej do Kazacha via Turcja i Kaukaz - zasięg w zbiornikach mam na 1100-1200km. Wystarczyło zatankować pod korek w Gruzji i na luzie stykało na przejazd przez Władykaukaz, Grozny i Astrachań do Atyrau. Jak koniec końców wygląda sytuacja z paliwem w Rosji w rzeczywistości - patrz wyżej w pierwszym poście. Wg Siergieja w Moskwie i okolicach jest niewiele gorzej, sytuacja chwilę była kryzysowa, ale dosłownie chwilę - tydzień, dwa, a teraz stabilnie. W końcu oni też przecież przyjechali tu autem. No dobra, jak już minęliśmy wspomniany Kaspij - schody zaczynają się później. Kolejny na drodze na wschód jest Uzbekistan. Granica w Karakałpakstanie jest zamknięta od niemal trzech lat z powodu remontu (podobno nawet miasto chcą tam budować), przejeżdżają tylko TIR-y, no i pociągi. W tamtym roku próbowałem się przebić "na punka", ale chyba mój osobisty wdzięk nie zadziałał. Odbiłem się od rogatek. I teraz - najkrótszym wariantem, żeby w takiej sytuacji dostać się w Pamiry od tej, południowo-zachodniej strony Kazachstanu jest dymanie z okolic Bejneu do Aralska przez step/pustynię (można jechać normalną drogą przez Aktiobe, ale to ponad dwa razy dalej). Jak wyżej wspomniałem - trasa na skuśkę przez step to 600-700km (w zależności od wariantu) niczego, 4 osady w bliskich okolicach Aralska, gdzieś po drodze kawałek linii kolejowej (jakieś 30km) i droga, co czasem jest, czasem bywa, czasem jej nie ma. Oczywiście żadnego asfaltu, zwykła stepówka, miejscami z głębokimi koleinami, muldami, itepe - średnia przejazdu to półtora, dwa dni. Najprzyjemniejszy odcinek to ten przy północnym Aralu - bo jeszcze jakoś krajobrazowo i przyrodniczo urozmaicony. ![]() ![]() ![]() Tutaj też gdzieś nad jego brzegami z reguły robię sobie postój na nockę. W bliższej okolicy (w granicach tych 100km) jest jeszcze zapomniana osada rybacka, przepompownia gazu i przy niej dość spora obsługująca ją osada, a przez następne 500-600km (jadąc od północy czyli z powrotem) - już tylko pustka stepu i sołonczaki (wyschnięte słone jeziora). Ja to akurat też lubię. ![]() ![]() ![]() ![]() Wracając już w kierunku Polski (do domu jeszcze jakieś 3 tygodnie miałem) zakiblowałem se właśnie nad Aralem, poniepokoiłem flamingi i luzem biegające wielbłady, wypiłem poranną kawę, wrzuciłem coś na ząb i ruszyłem w dalszą drogę w stronę przepompowni. Na czymś, co nazywam obwodnicą wioski obok przepompowni, stanąłem na jakieś foto czy siku - patrzę, a z bocznej stepówki dojeżdża stare Mitsubishi z zapasem opon i paliwa na dachu. Wysiada dwóch gości, wyglądają trochę tak jak ja (no nie wyglądali na turystów w stylu zachodnim), więc myślę se - miejscowi. Jednak nie. Okazuje się, że dwóch Rosjan. Chwila rozmowy, pytają o ciąg dalszy drogi (w sensie jej przejezdności), a ponieważ mówię, że ja już tędy jechałem wcześniej dwa razy, więc pytają czy możemy razem dalej, zwłaszcza biorąc pod uwagę różnicę możliwości mojego a ich strucla. No to dawaj, riebiata, tylko będę trzymać dystans, żebyście nie jechali w pyle. Czytaj: "lubię zapierdalać po stepie". Przez pierwsze kilometry patrzyłem w lusterko wsteczne jak sobie radzą. Co prawda te półkilometrowe chmury pyłu, które wznosiły się za mną głównie zasłaniały, ale raz na jakiś czas widziałem w oddali ich Lansera dzielnie tnącego step. Trzymali się głównie samego stepu, mijając koleiny stepówek, bo dla nich były zbyt głębokie. Kilka krótkich postojów, a gdzieś koło wczesnego popołudnia zatrzymaliśmy się na dłużej - zrobiłem kawę. Sierioża z Moskwy, ale i z Kaliningradu (Polskę trochę znał z wycieczek przez granicę), wykształcony, ale z prozy życia zajmujący się drobnym handlem, Saszka elektryk z Woroneża. Wyskoczyli rozlatującym się Lanserem na krótkie wakacje w Pamiry i teraz wracają. Budżet, styl podróżowania i ogar podobny do mojego - czyli około żulikowsko-mechaniczny. Bratnie dusze jednym słowem. To ich Mitsubishi to odzwierciedlenie ich fantazji - kupiony za grosze, poklejony taśmą, arbuzowy bajzel w bagażniku, a jeszcze chceli mi obiad stawiać w Bejneu, bo ja jestem u nich gościem. Potem jeszcze postój na przetankowanie i wio do Bejneu. Juz na asfalcie w cywilizacji krótki serwis maglownicy - zarówno u nich, jak i u mnie. Spore dolewki ATF-a i zaglutowanie cieknącego u nich wężyka. Właściwie chłopy nie do odróżnienia od mazeniaka (z uwagi na prywatność twarze rozmyte; tutaj już po dotarciu do Bejneu). ![]() A to całe ich Mitsubishi na zdjęciu w pierwszym poście. Trzeba mieć jaja, żeby decydować się na 600-kilometrową wyrypę przez takie pustkowia takim złomem. Tam naprawdę po drodze, na odcinku jak z Krakowa do Gdańska, NIC NIE MA i nikt cię nie poratuje. Sierioża i Saszka - chłopaki, pełen szacun, nie tylko za ten odcinek, ale w ogóle za fantazję całej wycieczki.
__________________
Może zasugerować, że Hyde park tylko dla dorosłych? Bo z tym na własną odpowiedzialność nie wszyscy rozumieją jak widać. Wchodzą i narzekają że jest jak jest. To tak jakbym wszedł do monopolowego i prawil kazanie jaki alkohol szkodliwy. (copyright Fazik) |
|
|
|
|
|
Podobne wątki
|
||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| Z seri całkiem małe podróże | rambo | Polska | 6 | 29.12.2009 11:33 |