|
|
|||||||
| Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj... |
![]() |
|
|
Narzędzia wątku | Wygląd |
|
|
|
|
#1 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,004
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 6 dni 8 godz 29 min 23 s
|
Akt drugi.
Dziadku, drogi dziadku... Bajka będzie o panu inżynierze. Enerdowska, jak tytułowa. Pewnego, dnia upadłą, enerdowską wieś odwiedził pan i pani inżynier. Inżynierska para szukała swojego miejsca na ziemi. Po niemałych perypetiach kupili we wsi jej kawałek (tej ziemi) i postanowili się budować. Wcale nie było łatwo na początku, bo wieś bała się bogatych miastowych. Doszło do tego, że jakiś sygnalista enerdowski doniósł władzy, że na tej działce dzieją się rożne, dziwne rzeczy. Pan inżynier się nieco zdziwił ale postanowił użyć fortelu. W słynnej Wytworni Podlaskich Likierów nabył kilka 5-tek eliksiru. Coś na wzór tego z Poprawki z geografii Polski. Owa "poprawka" to jedna z równie słynnych, zakazanych ksiąg prawiących o przygodach małpy mówiącej ludzkim głosem. Księgi spisane zostały w czasach, kiedy małpa była małpą, murzyn murzynem a z wanny dało się zbudować wannolot. Zatem oczytany porządnie pan inżynier, przeszedł się po wsi (zakolendował tak jakby) i częstował mieszkańców w zależności od ich płci - "kawą" lub mlekiem od wściekłej krowy. W ten sposób wpuścił do enerdowkich mózgów słowiańskiego wirusa. Wirus zaczął działać. Mieszkańcy wsi nie zaglądali już na plac budowy, by pana inżyniera podpierdolić ale z czystej ciekawości. Pan inżynier częstował kawą i mlekiem z jeszcze większą intensywnością. Wirus opanował całą wieś. Pan inżynier zastosował jeszcze jeden wybieg. Na działce postawił Wóz Drzymały 2, który przez to, że nie był trwale związany z gruntem... Pozwalał po prostu grać na nosie "nadzorowi budowlanemu". Ale nie do końca o tym. Pan inżynier okazał się przy tym niezwykle pomysłowym Dobromirem. Zaopatrzył się lub zbudował sobie wszystko, co było niezbędne do budowy domu. Kupił zepsutą koparkę/ładowarkę - naprawił. Zbudował sobie tartak itd. Stał się niemal samowystarczalny i nagle... Potrzebny we wsi. Do tej pory we wsi panował marazm. Jak za dotknięciem różdżki pani Leszczyny wszystko zaczęło się we wsi zmieniać. Pan inżynier umiał praktycznie wszystko to, co jest potrzebne do przetrwania w prerii samotnej parze ranczerów. No kurwa wszystko. Dysponował jeszcze jedną cechą. Potrafił pomagać i integrować wokoło siebie ludzi, aktywizować ich społecznie. Zaskakiwał pomysłowością. Pewnego dnia przywiózł na wieś dwa... byki. Po kolei... Cdn.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|
|
|
#2 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,004
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 6 dni 8 godz 29 min 23 s
|
W jeża mordę.
Wczoraj, w dniu moich faktycznych urodzin odszedł Erich von Däniken. Pewnie dlatego przyśnił mi się... Tusk. To wyraźny sygnał, by zerwać się ze smyczy, bo świat stanął na głowie. Oczywista świat demokratycznej i pełnej wartości Europy. Tego dnia i mca urodziła się prócz mnie Strażnik Domowy i nestorka naszej małej kamienicy. Z tej okazji dostaliśmy od Pani Wandy nalewkę. 10 stycznia urodził się George Foreman. Ten, którego stłukł Ali w Kinszasie. Ale to walka Forma z Ronem Lele ma większy ciężar gatunkowy dla mnie. Jutro z rana dokończę enerdowską bajkę/sen, został sam finał i zapadnę w obiecany sen zimowy. Z tego, co widzę odebrano możliwość usunięcia/edycji posta, co nie ma znaczenia dla ludzi, którzy mało piszą a trochę ogranicza tych, co piszą więcej. Coś jak ja ale to rzadkość. Nowa konwencja wpisuje się jednak znakomicie w to, co powinienem robić. Czyli - milczeć. Od poniedziałku wdrożenie terapii szokowej. Zamiana słów na złoto. Wchodzę w to. Denominacja mowy. 1000 słów na jedno. Na papierze ten rygoryzm w innej formie. Tymczasem jutro finał bajki.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|
|
|
#3 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,004
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 6 dni 8 godz 29 min 23 s
|
Finał enerdowskiego snu.
Kiedy było już pięknie, byki waliły kupę na kompost, dla potrzeb własnego ogródka, we wsi pojawił się agent. Przykleił się do naszego bohatera i jak to się pisze w bajkach dla dorosłych zaczął mu wchodzić w dupę. Esencja moralności, arbiter ortografii - Herr Dot alias Punkt. Zwiedził wszystkie dupy świata. Najlepiej jednak czuje się w czarnej. Zawsze zostawia po sobie charakterystyczny podpis. Jedni trzy krzyżyki, drudzy 8 gwiazdek. On trzy kropki, stąd łatwo poznać gdzie był. Ta bajka się nie kończy. Nie ma swojego, charakterystycznego dla normalnych bajek końca, bo to jest bajka enerdowska. To nie jest jednak problem Fazika. Problemem (brakuje mi właściwego słowa) Fazika jest wrzód na dupie. To nie jest normalny wrzód. To marker stanu zapalnego. Bezdomni mówią na niego El Primero Pioniero. Zawsze da piątaka, nawet jak nie ma. Wtedy piątaka przybija. Ale on jest "ciu ciu ciu" do czasu. Jeden morał z bajki wyciągnąć można już. Jeden człowiek dużo może. Może zrobić dużo dobrego i wszystko spierdolić. ![]() Powyżej łeb El Primero Pioniero z dnia 2018-01-10. Z dnia jego urodzin. Wstrząśnienie mózgu na samym początku przygotowań do Szlakiem Grąbczewskiego 1889-2018. Rok 2018 był jednym z najgorszych w moim życiu z jednej strony, z drugiej pięknym doświadczeniem. Ilu ludzi próbowało mi wtedy pomóc i... pomogło. Potem nastał kowit. Czas próby. Zdałem wewnętrzny egzamin. Zdała go Strażnik Domowy. Dzisiaj nie marzę o podróżach. Marzę, by być lepszym. Chcę być nikim. Kimś dla najbliższych. Bohater naszej bajki ma dwa byki, ja będę miał konia i łódkę z żaglem. Na urodziny dostałem dłuta i dwie piły japońskie. Znaczy pieniądze na nie. Tak się pierwszy raz umówiłem. Wrócę tu, jak zbuduję model stodoły w oparciu o tradycyjną (zabytkową ciesiołkę). Będzie do złożenia jak klocki lego. Skala mniej więcej jak 1:10. To może potrwać. Faziku, ajlowiu. Jeszcze nie jeden raz świat zadziwisz.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|
|
|
#4 |
|
Administrator
![]() |
Zauważyliście, że na końcu zawsze jest rodzina najważniejsza, nie mówię o końcu życia, ale w pewnym momencie dochodzimy do takich wniosków. Część dochodzi do nich na początku, część na końcu. Nie liczy się stan posiadania, w każdym aspekcie i materialnym i duchowym. Bez względu na to ile mamy to na koniec jesteśmy z rodziną.
Wydaje się nam w życiu, że za mało mamy i ciułamy wspomnienia, pieniądze, władzę i co tam jeszcze, a na koniec a może to początek, jesteśmy i chcemy być z Rodziną. Bo to zajebista przygoda ta RODZINA... i wcale ta RODZINA nie musi być z krwi....
__________________
www.motopodroze.pl |
|
|
|