|
|
#23 |
![]() |
po krótkiej przerwie kontynuujemy
![]() Przed nami dość długi i nudny odcinek drogi, w dodatku drogami główniejszymi. Przemieszczamy się w stronę miasteczka Moab, które jest jednym z centrów turystycznych w Utah. Widać już ostre krawędzie kanionu: Plan był zacny: dojechać do krawędzi Kanionu Colorado a następnie pięknym offroadem dostać się do Moab. Niestety, jak już kilka razy pisałam, nasz kamper mógłby nie przeżyć odcinka o długości ponad 50 km, więc niestety plan uległ modyfikacji. Po nudnej I70 wbijamy na stanową 191 a następnie skręcamy w stronę kanionu. To jest TEN najbardziej znany punkt widokowy, ten jest jakieś 300 km na południowy zachód i zostawiamy go na koniec. Ale tu też jest pięknie, choć kanion jest tu i płytszy, i węższy. Najpierw zajeżdżamy do parku stanowego Dead Horse Point State Park. Nazwa dość oryginalna podobno kiedyś kowboje zapędzali dzikie konie na wąski skalny cypel, otoczony z trzech stron stromymi klifami kanionu rzeki Colorado, a naturalna „pułapka” była idealna do selekcji koni – te wybrane zabierano, a resztę zostawiano na chwilę. Zdarzyło się jednak, że konie pozostawione na cyplu nie miały dostępu do wody, i choć rzeka Colorado była widoczna setki metrów niżej, konie umarły z pragnienia. Od tego tragicznego wydarzenia miejsce zaczęto nazywać Dead Horse Point – „Miejsce Martwego Konia”.Park Stanowy, zatem znów musimy wysupłać ciut $$ za wjazd. Na samym cyplu znajduje się niewielki, a wystarczający parking, a dookoła cypla ścieżka z widokami. Generalnie, gdy ktoś chciał zakończyć żywot w ładnych okolicznościach przyrody, to ma tu pierdyliard możliwości Ja mam zdecydowanie przyśpieszony plus, kiedy na nich patrzę: Czasem tylko ktoś sobie przypomniał o niebezpieczeństwie i postawił jakieś parkaniki: Zdjęcia nie grzeszą kolorystyką ani przejrzystością, bo niestety tak najczęściej bywa w okolicach kanionu. Powietrze jest pełne pyłu (pożary daleko stąd) Z końca cypla prowadzi krótki szlak wzdłuż krawędzi kanionu, chyba po 1,5 km kończy się w Visitors Centrum. Raf idzie, ja wsiadam na kierownicę i zjeżdzam kamperem. Szlak zdecydowanie NIE dla potencjalnych samobójców ![]() Widoczne są błękitne baseny odparowujące - w dole kanionu firma Texas Gulf wydobywa sole potasowe (Droga, którą mieliśmy jechać nazywa się zresztą Potash Road) Visitors Centrum kompletnie puste, ale za to z tarasem widokowym Jedziemy na kolejny punkt widokowy – Grand View Point. Tym razem wjeżdżamy do Parku Narodowego Canyonlands, więc tu działa nasza karta America The Beautiful. Po drodze stajemy na Shafer Trail Viewpoint, żeby z żalem popatrzeć na drogę, którą mieliśmy w planie… Ehh… Naprawdę duuużo więcej zobaczylibyśmy mając terenówkę… Na Grand View Point jest nieco więcej ludzi: Zabezpieczeń równie dużo ![]() widok nieco inny: pięknie widać, jak rzeka „wgryzła się” w skały płaskowyżu: Niestety znów przejrzystość powietrza pozostawia wiele do życzenia… Zatrzymujemy się jeszcze w punkcie „Mes Arch trail”, żeby zrobić krótki szlak na łuk. i przy okazji nadal mieć widok na kanion Łuk może robić za ramkę dla dalszego krajobrazu tu już za łukiem Zrobiło się popołudnie, wbijamy do Moab i widzimy, że tuż za miastem, nad samą rzeką Kolorado jest pole namiotowe. Zmieniamy więc zaplanowane miejsce noclegu i zostajemy. O dziwo, jest aż jedno wolne miejsce – fakt, Goose Island Campground jest niewielkie. No dobra, to płacimy i bierzemy. Mamy jednak duży problem, automat na kartę coś nie działa, a przy skrzyneczce z kopertami nie ma długopisu! a my też nie mamy, więc jak tu wypełnić formularz? Jednak po kolejnej próbie karta w końcu zadziałała i wypluło nam potwierdzenie zapłaty. Na którym trzeba było wpisać nr auta!! No nic, może nas nie wyrzucą ![]() wieszamy nasze potwierdzenie na słupku przy naszym miejscu i jedziemy do Moab coś zjeść i uzupełnić zapasy. Znajdujemy prostą knajpę z jeszcze prostszą nazwą „Moab Grill” i w końcu dostajemy fajne, typowo amerykańskie jedzenie. Zamawiamy wersję „wszystkiego po trochę” i we trójkę zjadamy całość do ostatniego ścięgna. „Jutro też tu zjemy, dobra?” – to Syneczek. Jeszcze tylko zakupy, jest nawet spory market, może jakieś piwko, czy wino na wieczór? Oj, nie, nie ma kompletnie nic. Moab to tzw. suche miasto – zakaz sprzedaży alkoholu, jedyny wyjątek to sklep firmowy browaru, gdzie trzeba się wylegitymować przed wejściem. Wracamy na pole namiotowe, za krzakami płynie Colorado River A na sąsiednim polu Polacy z dwójką dzieci, więc Syneczek ma w końcu jakieś towarzystwo. Na polu WC jak wszędzie, a papier wyjątkowo dobrze strzeżony ![]() schodzimy do rzeki, ale zdecydowanie nie jest „kąpielna” I nawet udaje się nam zrobić niewielkie ognisko. Jutro wczesna pobudka, aby przed tłumem zdążyć wyjść na szlak do Delicate Arch.
__________________
Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne idą tam, gdzie chcą |
|
|
|
|
|
Podobne wątki
|
||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| "SZCZĘŚCIA w nieSZCZĘŚCIU" czyli Przygody na trasie... | motoMAUROxrv | Kwestie różne, ale podróżne. | 88 | 06.12.2019 13:21 |
| Byłem w mieście na eL, czyli Lwów znów. | CeloFan | Trochę dalej | 8 | 29.04.2019 20:57 |
| Silk Road Adventure - czyli Jedwabnym Szlakiem 2014 | Yanus | Przygotowania do wyjazdów | 5 | 20.01.2014 19:41 |
| Znów zmiana, czyli poszukiwania miodu w dupie | Vertus72 | Inne - dyskusja ogólna | 62 | 07.11.2013 13:36 |