|
|
|
|
#1 |
![]() Zarejestrowany: Jan 2017
Miasto: Szczecin
Posty: 755
Motocykl: nie mam AT jeszcze
Przebieg: 100K+
Online: 1 miesiąc 4 dni 31 min 48 s
|
|
|
|
|
|
|
#2 |
![]() |
Chyba rzęsę zbierałeś
Ogółem to niezbyt zachęcająco ta woda wygląda ale zakładam, że wolno płynąca, wąskimi kanałami Odra nie wyglądałaby lepiej.
__________________
'Przestań naprawiać kiedy zaczynasz psuć' - Ojciec matjasa |
|
|
|
|
|
#3 | |
![]() Zarejestrowany: Jan 2017
Miasto: Szczecin
Posty: 755
Motocykl: nie mam AT jeszcze
Przebieg: 100K+
Online: 1 miesiąc 4 dni 31 min 48 s
|
Cytat:
pozdrawiam trolik |
|
|
|
|
|
|
#4 |
![]() Zarejestrowany: Jan 2017
Miasto: Szczecin
Posty: 755
Motocykl: nie mam AT jeszcze
Przebieg: 100K+
Online: 1 miesiąc 4 dni 31 min 48 s
|
19/20 dzień wyprawy, 3/4 września. Braila
W nocy było słabo - komary huczały przez całą noc jak bombowce, a sikanko było do butelki...przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda :-). Na szczęście rano była kawka Droga powrotna zajęła nam jakieś 5 godzin i było to niezłe wyzwanie - wysoka temperatura, zmęczenie i do tego pod prąd...wcześniej tego nie zauważaliśmy, ale teraz ten prąd naprawdę nieźle dał nam popalić:-). Wczesnym popołudniem oddaliśmy kajaki i ruszyliśmy na północ. Potrzebowaliśmy noclegu pod dachem, z prysznicem i pralką, bo byliśmy już chyba 5 dni bez bieżącej wody i Wojtek zaczął pachnieć zachęcająco...:-). Postanowiliśmy znaleźć nocleg w Braili i zostać tam na jeden dzień coby ogarnąć siebie i ciuchy. Najpierw jednak musiałem ogarnąć kapcia dla Gieni. Kilka dni temu jadący za mną kierowca dał mi znać, że coś jest nie tak z tylnym kołem. Okazało się, ze opona jest niewłaściwie osadzona na rancie i trzeba było to skorygować. Na szczęście okazało się, że nie ma żadnych niespodzianek i wizyta w szinomontażu zajęła nam max godzinę. Jazda na północ była całkiem spoko - było gorąco, ale znośnie. Dwie lub trzy godziny później byliśmy już na promie pod Gałaczem i po następnej godzinie cieszyliśmy się klimatyzacją, prysznicem, pralką, łożkiem z czystą pościelą, sklepem pod domem....życie w 21szym wieku jest zajebiste:-) |
|
|
|
|
|
#5 |
![]() Zarejestrowany: Jan 2017
Miasto: Szczecin
Posty: 755
Motocykl: nie mam AT jeszcze
Przebieg: 100K+
Online: 1 miesiąc 4 dni 31 min 48 s
|
21/22 dzień wyprawy, 5-6 września. Jadziem w Pamir.
Oj jak nam dobrze zrobił ten pobyt w Braili! Najedliśmy się porządnie, opraliśmy no i w końcu Wojtek przestał wonieć!:-) Dzisiaj czeka na jazda asfaltem na północ w kierunku Czerniowców, ale nocleg wypadnie nam raczej jeszcze w Rumunii. Niestety musieliśmy odpuścić wcześniejsze plany związane z mołdawskim TETem, bo prognozy dawały 40 stopni na najbliższe dni. Uciekamy więc na północ w zielone ukraińskie góry!. Najpierw jednak czekała na telepanka rumuńską drogą wojewódzką, która szła prosto jak strzała:-). Ostatni raz widziałem coś takiego w Afryce - kilkadziesiąt kilometrów prostej drogi w roztapiającym się od gorąca asfalcie:-). Zrobiliśmy oczywiście też przerwę na moje ulubione rumuńskie żarełko Nic wielkiego się nie działo w tym dniu - nabijaliśmy kilometry spokojnie aż do noclegu, który wypadł nam około godzinę przed granicą. Fajnie tam było!:-) Rano standard - kawka, śniadanko, zbieranie gratów i jazda. Granica poszła nam całkiem gładko i po kilkunastu minutach jechaliśmy krótki odcinek do Czerniowców, gdzie czekała nas wizyta w oddziale Straży Granicznej. Mogę powiedzieć tylko jedno - Pani Porucznik rzeczywiście jest piękna!. Podobnie zresztą jak wiele innych Pań, które widzieliśmy w Czerniowcach. Po załatwieniu glejtu zjedliśmy obiadek, wymieniliśmy kasę i byliśmy gotowi do jazdy, ale...byl zgryz. A może zostaniemy tu na jeden dzień...? Miasto jest zajebiste, wspaniale się tam czuliśmy. Po deliberacji doszliśmy jednak do wniosku, że dopiero co byliśmy w cywilizacji i trza zanurkować w lesie. A Czerniowce zostaną jeszcze z pewnością odwiedzone. Po wyjeździe z miasta czekała nas godzina asfaltu, a później było już tak: Potem jechaliśmy jakąś godzinę pięknym szutrem wzdłuż granicy (jakimś cudem inricz tego nie zarejestrował....:-)) Potem był las. Dużo lasu:-) Po przejechaniu przełęczy, miłej rozmowie z Panami Pogranicznikami, szybkiej kąpieli w strumieniu znowu zanurzyliśmy się w lesie:-) Była to niebiańska jazda. Właśnie w tej chwili pisząc te słowa znowu tam jestem i czuję ten zapach lasu, widzę słońce zniżające się na górami, piękny szuter, czuję na sobie mokre gacie po kąpieli w lodowatym strumieniu...po prostu raj. A potem było tak: Cudowny dzień w cudownej Ukrainie! |
|
|
|
|
|
#6 | |
![]() Zarejestrowany: Apr 2008
Miasto: Łódź
Posty: 1,307
Motocykl: RD01
Online: 2 miesiące 4 dni 20 godz 27 min 31 s
|
Cytat:
|
|
|
|
|
|
|
#7 |
![]() Zarejestrowany: Jan 2017
Miasto: Szczecin
Posty: 755
Motocykl: nie mam AT jeszcze
Przebieg: 100K+
Online: 1 miesiąc 4 dni 31 min 48 s
|
|
|
|
|
|
|
#8 |
![]() |
O! Jeszcze się nie rozpadły?
Już ponad 10 lat temu ledwo trzymały się kupy i spodziewałem się rozpadu jak na Stoju.
__________________
Są jeszcze piękne zadupia na tym świecie. |
|
|
|
|
|
#9 |
![]() Zarejestrowany: Jan 2017
Miasto: Szczecin
Posty: 755
Motocykl: nie mam AT jeszcze
Przebieg: 100K+
Online: 1 miesiąc 4 dni 31 min 48 s
|
|
|
|
|
|
|
#10 |
![]() Zarejestrowany: Jan 2017
Miasto: Szczecin
Posty: 755
Motocykl: nie mam AT jeszcze
Przebieg: 100K+
Online: 1 miesiąc 4 dni 31 min 48 s
|
23 dzień wyprawy, 7my wrzesień. Kierunek: Pietros.
Tak..... Poranek jak zwykle: kawka, śniadanko, zbieranie gratów i jazda. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się tego co nastąpiło:-). To był chyba najdłuższy odcinek ofu w moim życiu:-). Dojazd do asfaltu zajął nam chyba 5 godzin pięknego telepania się początkowo wśród dzikiej przyrody, potem małych osad, w końcu całkiem sporych wsi, do których jeszcze nie doprowadzono asfaltu. Większość drogi prowadziła w jednej dolinie wzdłuż koryta rzeki, ale pamiętam też przełęcz prowadzącą do innej doliny. Tak czy owak było pięknie! Była to niedziela, więc Ludzie szli do kościoła odświętnie ubrani: Kobiety w pięknych ludowych strojach, Męszczyźni w wyszywankach. Super to było to widzieć. Pod kilku godzinach tej pięknej jazdy zaczynałem już tęsknić za asfaltem, bo byłem głodny a poza tym miałem wrażenie, że z Gieni uciekną wszystkie śrubki po takiej ilości ofrołdu:-). W końcu dojechaliśmy do drogi wojewódzkiej i od razu spotkaliśmy stację benzynową!:-). Pozostała jeszcze kwestia jedzonka, ale w tym zakresie zdaliśmy się na los. I to był super pomysł, bo trafiliśmy na super fajne miejsce przy drodze z lokalnym, pięknie przyrządzonym i pięknie podanym jedzonkiem. Nażarłem się jak prosiaczek, a na koniec wziąłem jeszcze 2 serniki i 2 kompoty. Nie wiem, jakim cudem udało mi się przerzucić nogę przez kanapę Geni:-) Po obiedzie mieliśmy jeszcze chyba 2 godziny pięknej jazdy asfaltem wśród cudownych, zielonych dolin obsianych spokojnymi wioskami. Ależ mi było dobrze! W końcu dojechaliśmy do Rachowa i po zakupach wjechaliśmy do lasu. Od jakiegoś czasu goniła nas burza, więc postanowiliśmy ją przeczekać pod czymś w rodzaju dachu:-) To był cudowny dzień! |
|
|
|
![]() |
|
|
Podobne wątki
|
||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| Szlajanka po Polszy. Sierpień 2020 | trolik1 | Polska | 69 | 28.07.2021 08:45 |