Wróć   Africa Twin Forum - POLAND > Podróże. Całkiem małe, średnie i duże. > Kwestie różne, ale podróżne.

Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj...

 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Prev Poprzedni post   Następny post Next
Stary 17.09.2026, 13:22   #8
arbo
dupa nie ajatollah


Zarejestrowany: Jul 2023
Posty: 1,393
Motocykl: xd
arbo jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 1 tydzień 1 dzień 3 godz 27 min 12 s
Domyślnie

Siergiej i Aleksander.
Czyli Sierioża i Saszka.

Zarys sytuacyjny.
Jadąc na wschód od bliższego wschodu (nie Bliskiego) co jest dalej na wschód od zachodu - ale namieszałem, hehe - musimy minąć jedno duże morze, które de facto jest jeziorem - Kaspij (Aral jest sporo mniejszy i ciut dalej). Niektórzy ze strachu przed Rosją robią to promem z Baku do Aktau (co nie jest proste, bo od czasów najsłynniejszej zamordystycznej grypy w historii nie da się wjechać do Azera drogą lądową i trza kombinować frachty, nie frachty, ujwico, nie znam się). Tu dygresja - co ciekawe, Rosjanie na granicach nie pobierają odcisków palców, co np. robią Turcy (i np. z tego co wiem, demokratyczni Jankesi). Ja zabawy papierkologiczne (wspomniane frachty) staram się ograniczać do minimum, poza tym Rosji niespecjalnie się boję, więc miałem do wyboru - via Białoruś albo via Turcja i Kaukaz. Via Ukraina odpada nie tylko ze względu na linię frontu, ale też ze względu na zwykły bandytyzm, którego teraz nie ma kto tam upilnować. O ile wojna praktycznie nie zmieniła Rosji z punktu widzenia tranzytowca (oczywiście prócz linii frontu i od czasu do czasu spadających gdzieś dronów), o tyle Ukraina to obecnie ziemia niczyja. Nie uśmiechało mi się spotkać po drodze kolesi w militarnych wdziankach z kałachami każących wypierdalać z auta, bo potrzebne na front. Aż tak się nie znam na umundurowaniu, żeby rozpoznać czy to żołnierz czy bandzior w przebraniu. A przez Białoruś? Przed wyjazdem środki masowej propagandy straszyły brakami paliwa w Rosji (szczególnie w okręgu moskiewskim), więc mając do wyboru 3000km do Kazachstanu, w tym prawie 2000km przez kraj, w którym ponoć nie ma wachy (albo jest bardzo droga), czyli drogą przez Białoruś i Rosję, albo 4000km, w tym tylko 800km przez tenże kraj, wybrałem trasę do Rosji i dalej do Kazacha via Turcja i Kaukaz - zasięg w zbiornikach mam na 1100-1200km. Wystarczyło zatankować pod korek w Gruzji i na luzie stykało na przejazd przez Władykaukaz, Grozny i Astrachań do Atyrau. Jak koniec końców wygląda sytuacja z paliwem w Rosji w rzeczywistości - patrz wyżej w pierwszym poście. Wg Siergieja w Moskwie i okolicach jest niewiele gorzej, sytuacja chwilę była kryzysowa, ale dosłownie chwilę - tydzień, dwa, a teraz stabilnie. W końcu oni też przecież przyjechali tu autem.

No dobra, jak już minęliśmy wspomniany Kaspij - schody zaczynają się później.
Kolejny na drodze na wschód jest Uzbekistan. Granica w Karakałpakstanie jest zamknięta od niemal trzech lat z powodu remontu (podobno nawet miasto chcą tam budować), przejeżdżają tylko TIR-y, no i pociągi. W tamtym roku próbowałem się przebić "na punka", ale chyba mój osobisty wdzięk nie zadziałał. Odbiłem się od rogatek.

I teraz - najkrótszym wariantem, żeby w takiej sytuacji dostać się w Pamiry od tej, południowo-zachodniej strony Kazachstanu jest dymanie z okolic Bejneu do Aralska przez step/pustynię (można jechać normalną drogą przez Aktiobe, ale to ponad dwa razy dalej). Jak wyżej wspomniałem - trasa na skuśkę przez step to 600-700km (w zależności od wariantu) niczego, 4 osady w bliskich okolicach Aralska, gdzieś po drodze kawałek linii kolejowej (jakieś 30km) i droga, co czasem jest, czasem bywa, czasem jej nie ma. Oczywiście żadnego asfaltu, zwykła stepówka, miejscami z głębokimi koleinami, muldami, itepe - średnia przejazdu to półtora, dwa dni. Najprzyjemniejszy odcinek to ten przy północnym Aralu - bo jeszcze jakoś krajobrazowo i przyrodniczo urozmaicony.







Tutaj też gdzieś nad jego brzegami z reguły robię sobie postój na nockę. W bliższej okolicy (w granicach tych 100km) jest jeszcze zapomniana osada rybacka, przepompownia gazu i przy niej dość spora obsługująca ją osada, a przez następne 500-600km (jadąc od północy czyli z powrotem) - już tylko pustka stepu i sołonczaki (wyschnięte słone jeziora). Ja to akurat też lubię.









Wracając już w kierunku Polski (do domu jeszcze jakieś 3 tygodnie miałem) zakiblowałem se właśnie nad Aralem, poniepokoiłem flamingi i luzem biegające wielbłady, wypiłem poranną kawę, wrzuciłem coś na ząb i ruszyłem w dalszą drogę w stronę przepompowni. Na czymś, co nazywam obwodnicą wioski obok przepompowni, stanąłem na jakieś foto czy siku - patrzę, a z bocznej stepówki dojeżdża stare Mitsubishi z zapasem opon i paliwa na dachu. Wysiada dwóch gości, wyglądają trochę tak jak ja (no nie wyglądali na turystów w stylu zachodnim), więc myślę se - miejscowi. Jednak nie. Okazuje się, że dwóch Rosjan. Chwila rozmowy, pytają o ciąg dalszy drogi (w sensie jej przejezdności), a ponieważ mówię, że ja już tędy jechałem wcześniej dwa razy, więc pytają czy możemy razem dalej, zwłaszcza biorąc pod uwagę różnicę możliwości mojego a ich strucla. No to dawaj, riebiata, tylko będę trzymać dystans, żebyście nie jechali w pyle. Czytaj: "lubię zapierdalać po stepie".

Przez pierwsze kilometry patrzyłem w lusterko wsteczne jak sobie radzą. Co prawda te półkilometrowe chmury pyłu, które wznosiły się za mną głównie zasłaniały, ale raz na jakiś czas widziałem w oddali ich Lansera dzielnie tnącego step. Trzymali się głównie samego stepu, mijając koleiny stepówek, bo dla nich były zbyt głębokie. Kilka krótkich postojów, a gdzieś koło wczesnego popołudnia zatrzymaliśmy się na dłużej - zrobiłem kawę. Sierioża z Moskwy, ale i z Kaliningradu (Polskę trochę znał z wycieczek przez granicę), wykształcony, ale z prozy życia zajmujący się drobnym handlem, Saszka elektryk z Woroneża. Wyskoczyli rozlatującym się Lanserem na krótkie wakacje w Pamiry i teraz wracają. Budżet, styl podróżowania i ogar podobny do mojego - czyli około żulikowsko-mechaniczny. Bratnie dusze jednym słowem. To ich Mitsubishi to odzwierciedlenie ich fantazji - kupiony za grosze, poklejony taśmą, arbuzowy bajzel w bagażniku, a jeszcze chceli mi obiad stawiać w Bejneu, bo ja jestem u nich gościem.
Potem jeszcze postój na przetankowanie i wio do Bejneu. Juz na asfalcie w cywilizacji krótki serwis maglownicy - zarówno u nich, jak i u mnie. Spore dolewki ATF-a i zaglutowanie cieknącego u nich wężyka.

Właściwie chłopy nie do odróżnienia od mazeniaka (z uwagi na prywatność twarze rozmyte; tutaj już po dotarciu do Bejneu).



A to całe ich Mitsubishi na zdjęciu w pierwszym poście.

Trzeba mieć jaja, żeby decydować się na 600-kilometrową wyrypę przez takie pustkowia takim złomem. Tam naprawdę po drodze, na odcinku jak z Krakowa do Gdańska, NIC NIE MA i nikt cię nie poratuje. Sierioża i Saszka - chłopaki, pełen szacun, nie tylko za ten odcinek, ale w ogóle za fantazję całej wycieczki.
__________________
Może zasugerować, że Hyde park tylko dla dorosłych? Bo z tym na własną odpowiedzialność nie wszyscy rozumieją jak widać. Wchodzą i narzekają że jest jak jest. To tak jakbym wszedł do monopolowego i prawil kazanie jaki alkohol szkodliwy.
(copyright Fazik)
arbo jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
 

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.

Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
Z seri całkiem małe podróże rambo Polska 6 29.12.2009 11:33


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 10:15.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.