|
|
|||||||
| Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj... |
![]() |
|
|
Narzędzia wątku | Wygląd |
|
|
|
|
#1 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,004
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 6 dni 7 godz 56 min 11 s
|
Internety.
1 listopada 1998 roku 29-letni były brytyjski spadochroniarz Karl Bushby stał w Punta Arenas w Chile, mając w kieszeni 500 dolarów i pomysł, który brzmiał jak czyste szaleństwo. Postanowił wrócić pieszo do swojego domu w Hull w Anglii. Nie lecieć. Nie jechać. Nie płynąć. Tylko iść — krok po kroku. Bez skrótów. Bez wyjątków. Dystans: 58 000 kilometrów przez cztery kontynenty. Szacowany czas: od 8 do 12 lat. Rzeczywistość: wciąż idzie… i jest już prawie w domu. Bushby narzucił sobie dwie żelazne zasady. Zasada pierwsza: żaden środek transportu z napędem nie może przesuwać trasy do przodu. Jeśli z powodów wizowych musi polecieć samolotem, musi wrócić dokładnie do miejsca, w którym przerwał marsz, i kontynuować stamtąd. Zasada druga: nie może wrócić do domu, dopóki nie będzie w stanie dojść tam pieszo. Te proste reguły zamieniły plan na dekadę w 27-letnią odyseję. Pierwsze lata spędził w Ameryce Południowej. Potem dotarł do Przesmyku Darién — pasa dżungli między Kolumbią a Panamą, kontrolowanego przez przemytników i uzbrojone grupy. Przez tygodnie przedzierał się przez teren, który walczy o każdy krok. Przeżył. I szedł dalej. Ameryka Środkowa. Meksyk. Całe Stany Zjednoczone. W 2005 roku dotarł na Alaskę. Przed nim było coś, co wydawało się niemożliwe — Cieśnina Beringa. W marcu 2006 roku Bushby wraz z francuskim poszukiwaczem przygód Dimitrim Kiefferem dokonali czegoś, czego nikt wcześniej nie zrobił w ramach nieprzerwanej pieszej podróży dookoła świata. Przez 14 dni pokonali około 240 kilometrów po popękanym, przemieszczającym się lodzie Arktyki. Skakali między krami lodowymi. Nosili broń na wypadek spotkania z niedźwiedziami polarnymi. Mieli kombinezony ratunkowe na wypadek wpadnięcia do wody. Dotarli do Rosji. Gdzie straż graniczna natychmiast ich aresztowała. Dopiero interwencja dyplomatyczna brytyjskiego wicepremiera Johna Prescotta oraz gubernatora Czukotki Romana Abramowicza uratowała wyprawę. Jednak problemy wizowe dopiero się zaczynały. Rosyjskie wizy turystyczne pozwalały na pobyt jedynie 90 dni w ciągu każdych 180. Bushby potrzebował lat, by pieszo przejść przez Syberię — obszar możliwy do pokonania tylko pod koniec zimy, gdy rzeki i bagna zamarzają. Mógł iść kilka miesięcy w roku, po czym musiał opuszczać kraj. W 2008 roku, wraz z kryzysem finansowym, zniknęli sponsorzy. Utknął w Meksyku na dwa lata, nie mogąc kontynuować wyprawy. W 2013 roku Rosja zakazała mu wjazdu na pięć lat. Odpowiedź Bushby’ego? Przeszedł pieszo 4 800 kilometrów z Los Angeles do Waszyngtonu, D.C., pod rosyjską ambasadę, by zaprotestować osobiście. Zakaz został cofnięty. Następnie przeszedł przez Mongolię, pustynię Gobi, dotarł do Kazachstanu, Uzbekistanu i Turkmenistanu. Potem nie otrzymał wizy do Iranu. Potem świat zatrzymała pandemia COVID-19. Uwięziony na wschodnim brzegu Morza Kaspijskiego, bez lądowej drogi naprzód, Bushby podjął niezwykłą decyzję: przepłynie je wpław. Morze Kaspijskie. Około 288 kilometrów otwartej wody. Jak sam przyznaje: „Zdecydowanie nie jestem pływakiem i nie lubię pływać”. Trenował przez rok. Dołączyła do niego wędrowniczka Angela Maxwell. Zdobyli wsparcie — łodzie asekuracyjne oraz dwóch pływaków z reprezentacji Azerbejdżanu. W sierpniu 2024 roku rozpoczęli przeprawę. Przez 31 dni pływali na zmianę — trzy godziny rano i trzy wieczorem — nocując na łodziach wsparcia. Wysokie fale. Silne wiatry. Skrajne zmęczenie psychiczne. 17 września 2024 roku dotarli do Azerbejdżanu. Stamtąd Bushby ruszył pieszo przez Gruzję do Turcji, pokonując 2 204 kilometry w pięć miesięcy. Na początku maja 2025 roku przeszedł przez most Bosforski w Stambule, po raz pierwszy od 1998 roku przechodząc z Azji do Europy. 27 lat. Cztery kontynenty. Dziesiątki tysięcy kilometrów. W listopadzie 2025 roku Bushby idzie przez Węgry. Przed nim około 1 500 kilometrów do Hull. Pozostała ostatnia przeszkoda: Kanał La Manche. Aby zachować ciągłość trasy, musi go pokonać bez transportu z napędem. Pływanie jest możliwe, ale niebezpieczne. Jego nadzieją jest przejście tunelem serwisowym Eurotunelu — obszarem technicznym, który nie jest legalnie dostępny dla pieszych. Do tej pory nie uzyskał zgody. Po 27 latach i ponad 47 000 kilometrach liczy na specjalne pozwolenie na ostatnie 21 mil. Liczby są bezlitosne: 27 lat. Ponad 47 000 kilometrów pieszo. 25 krajów. 4 kontynenty. Około 13 lat faktycznego marszu i 14 lat pochłoniętych przez wizy, kryzysy finansowe, pandemie i biurokrację. Co pcha człowieka do czegoś takiego? „To wyczyn oparty na wyzwaniu” — mówi Bushby. Nie dla charytatywności. Nie dla sławy. Dlatego, że to trudne. Dlatego, że nikt wcześniej tego nie zrobił. Dlatego, że wyzwanie istniało. Ale jego największe odkrycie nie dotyczyło dystansu ani wytrzymałości. „99,99% ludzi, których spotkałem, to najlepsze, co ma ludzkość” — mówi. „Świat jest znacznie milszy i lepszy, niż często się wydaje”. Gdzieś w Europie, właśnie teraz, 56-letni Brytyjczyk idzie na zachód. Tak samo jak robi to od 1998 roku. Za nim — nieprzerwana linia śladów ciągnąca się przez ponad 47 000 kilometrów aż do Chile. Przed nim — około 1 500 kilometrów do domu. Bez samolotów. Bez samochodów. Bez skrótów. Jeśli dotrze do Hull do września 2026 roku, Karl Bushby spędzi niemal trzy dekady, udowadniając jedną głęboką prawdę: - czasem najwolniejsza droga jest jedyną, która naprawdę ma znaczenie. Jest prawie gotowy. Prawie w domu. Po 27 latach niepoddawania się.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|
|
|
#2 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,004
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 6 dni 7 godz 56 min 11 s
|
Zanim, noworoczne wpierdol.
Tymczasem stoję przed wyborem formy i kusi mnie nawiązanie do tragedii antycznej lub komediodramatu w nowszym wydaniu. A może poraz kolejny złamać formę i pioniersko... Połączyć moje przeogromne JA z nową rzeczywistością? Szeregowy Kowalski, powiedzcie własnymi słowami, co to jest ojczyzna? - Ojczyzna obywatelu poruczniku, to jak moja matka! Brawo Kowalski! A wy Nowak? Wy powiedzcie to własnymi słowami! - Ojczyzna obywatelu poruczniku... to tak jakby... matka Kowalskiego. Zatem naj sam przód wprowadzę innowację i moją pionierskość zastąpię... Pionierszczyzną. Tak... Pionierszczyzna obywatelu poruczniku, to ja! Jak wybiorę formę, to się zamelduję tymczasem czekam na pilne meldunki, z pustynnego Maroko. Edycja. W rajdzie moja ekipa ciągnie ogon. Lublin służy do dawania cienia tym, którzy doznają awarii.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. Ostatnio edytowane przez El Czariusz : 01.01.2026 o 18:10 |
|
|
|
|
|
#3 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,004
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 6 dni 7 godz 56 min 11 s
|
https://siejemywiedze.pl/?fbclid=Iwd...t5SzhIV5nXJtCQ
Kusi mnie. Nikt nie pyta o moje czereśnie? Edycja. Możecie mnie mówić: Czereśniak. Nowy Rok, więc dzieje się. Dzieje się w temacie głównym. Na urodziny wyprosiłem sobie zestaw japońskich pił do precyzyjnego cięcia i kompletu dłuteł. Kto mniej tiktowo podchodził do literatury podwórka ten zauważył, że mam już przygotowany komplet ćwiczebny. Deseczki 2x2cm i 2x3cm. Oraz większe profile na których będę wycinał (znaczy ćwiczył się) wycinając te zamki, które fizycznie użyję w procesie renowacji domu i stodoły. Na jakim drewnie? Decyzja podjęta również. Będzie cięte w grudniu/styczniu, suszone komorowo, strugane i impregnowane. Te ostatnie nie wiem czy nie wykonam samemu. Jest jeszcze wariant alternatywnie uzupełniający, to wysezonowane naturalnie zdrowe drewno, pozyskane z rozbiórki starej, drewnianej chaty. Dlaczego tak? W swoim czasie uzasadnię. Poniżej autor kanału ("mój student") porusza istotny wątek, na który nie wszyscy zwracają uwagę. Ten temat jest już za mną ale warto posłuchać po świeży odcinek a i mnie przyjemnie odświeżyć podstawy. Pisałem wcześniej na jakiej literaturze się opieram i jest to kawał materiału, do którego ciągle wracam, bo mózg odmawia posłuszeństwa ale coraz sprawniej pracuje. Ponieważ drewno, to primadonna mama mija nie będę się bawił w naturalne suszenie, bo pomijamy w ten sposób jeden istotny proces. Drugi, to (moim zdaniem) mit - czyli dosychanie drewna na domu w trakcie budowy. Mit, że doschnie do swoistej równowagi a odpowiednio "łapane" nie skurczy się czy nie wypaczy itd. Widzę zastosowanie dla mokrego drewna ale to nie mój przypadek. "Film ten wiele wam podpowie" - tak skończę. Jak nie podpowie, to ... Każdy sobie uzupełni kropki jak uważa.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. Ostatnio edytowane przez El Czariusz : 01.01.2026 o 18:09 |
|
|
|
|
|
#4 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,004
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 6 dni 7 godz 56 min 11 s
|
Zmiana koncepcji.
Rościgniew kopie się w piaskach Sahelu jak ja z koniem. Że mną jest gorzej. 28 + 22 ile się równa? Do rana muszę poznać prawidłowy wynik. Od wyniku muszę odjąć 40. 3:04 a mózg już wyspany.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. Ostatnio edytowane przez El Czariusz : 02.01.2026 o 08:18 |
|
|
|
|
|
#5 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,004
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 6 dni 7 godz 56 min 11 s
|
Poranne klepanie w klawiaturę. PKwK.
Czyli poranne ćwiczenie mózgu automatem. Małe usprawiedliwienie, co do "mordowania" drozda. Otóż decyzja by nie kontynuić bardzo ciekawego wątku zapadła wczoraj, podczas wesołego obgadywania Rościmira w ramach noworocznych wymian życzeń i informacji w szerokim wąskim gronie starych, podróżniczych wyjadaczy. Rościmir (podobnie jak ja) jest wdzięcznym tematem do obgadywnia. Zasadniczo jest uparty jak osioł Dariusz, czyli ja. Dodałem go z tego tytułu do wąskiego, szerokiego grona geniuszy, którym osioł Dariusz przypadkowo się otoczył. Owi geniusze dzielą się na dwie grupy. Pierwsza tworzy wokoło siebie twórczy nieład (zwany przez Strażnika Domowego bałaganem), druga zaś konkretnie poukładana fizycznie jest na fest. W pierwszej grupie druga grupa nie znajdzie żadnego, aktualnie potrzebnego jej narzędzia. Nie ważne, czego szuka. Nie znajdzie. Pierwsza drugiej zrobi zaś taki burdel w ich poukładanych elegancko narzędziach, że ... (tu sobie wstawcie coś z puli zalet przypisywanych mnie przez nienawistników). Rościmir to geniusz z grupy pierwszej. Uwielbiam (w przeciwieństwie do konkretnego Strażnika), kiedy Rościmir do mnie dzwoni w celach "konsultacyjnych". Np. - Słuchaj El ... Ja słucham. -------------------------------------------------- 15 minut później. - Słuchaj El, bo ... Tak, tak, no, no, tak tak, no no... ten nieskończony ciąg ma swoją nazwę). -------------------------------------------------- Po kolejnym kwadransie: - Słuchaj El, muszę kończyć. Ja wiem, że wszystkim moim licznym (z wąskiego grona) przyjaciół to się w pale nie mieści, że ja słucham Rościmira Kwiczoła. Też nie mają racji. Nie słucham ale... ... nie przerywam. Mało mówię. I tu jest clou naszej szorstkiej przyjaźni z Rościmirem. Jako jedyny z naszej paczki słucham Rościmira z dużym zainteresowaniem. Jako jedyny zawsze znam finał. I teraz nagle... Rościmir nic nie mówi. Znaczy nie dzwoni i nie mówi. Miał zdawać relację w oparciu o/bez którą/ej, ja miałem pisać... swoją. To już było ćwiczone. Wspominałem o zorzy Pastora, czy o Afryce i Mongolii Lupiego. Mój opis po prostu gwarantuje sukces. Ba... Bohater Aktuanej Akcji był ZAWSZE zachwycony, że przeżywał przygody, o których do tej pory marzył. A tu się nagle coś zesrało... Wczoraj Strażnik Domowy dowiedziała się, ze to nie rajd samotnego Kwiczoła (ptak mylony z drozdem) tylko jakaś wycieczka terenówek... - Cały rok grzebania w aucie, by w końcu pojechać nieprzygotowanym do niczego Lublinem? Ja rozumiem tłuc się samotnie po pustyni czy innej Afryce... To jest coś ale w takiej grupie...? I kontynui: - Przez ten czas, co przegadałeś "bez sensu" (Straznik nie zna sensu właściwego) przez telefon z kwiczołem, ty byś... wyremontował dom na wsi. Wzruszyłem się... Ktoś jednak we mnie wierzy. Nie inżynier budowlany, nie twórca zespołu: "osioł Dariusz", czy inny ktoś z szerokiego, wąskiego grona mego... No więc, obudziłem się dzisiaj 2026-01-02 o 2:59 i dokonałem korekty. Rościgniew sam opisze (lub nie), co go tam spotkało itd. Najważniejsze, żeby wrócił "zabity". Takie jest moje zdanie. W trakcie tych nocnych rozważań najszła mnie myśl złota. Chyba wiem, co gromadzi wokoło mnie geniuszy... Bo ja jestem Bohaterem... Ostatniej Akcji. Taki Arnold Szwarzeneger, co pięścią rozwala szybę auta w wyidealizowanym świecie. Kiedy w realu mu się to nie udaje, nie załamuje rąk. Przed państwem wasz Bohater! El Slater!! W wypożyczalni kaset odkrycie - Naga Prawda. Mnie jest dwóch! Tyle razy to podkreślałem. W końcu dowód.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|
|
|
#6 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,004
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 6 dni 7 godz 56 min 11 s
|
Cel, to obietnica dana przyszłemu sobie.
Richard Feynman. Wspomnę sobie Lily Asfhar...
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. Ostatnio edytowane przez El Czariusz : 02.01.2026 o 21:01 |
|
|
|
|
|
#7 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 1,004
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 6 dni 7 godz 56 min 11 s
|
Statystyka.
Na globusie PL deklarujących wiarę katolicką jest 90%, praktykujących grubo już poniżej połowy. Piszę o topniejącym jak śnieg na wiosnę Kolwalskim i pani Nowakowej czy bardziej Nowakównie. Przeprowadził bym badanie, by pozyskać info: ilu jest świadomych obywatli globusa naszego, że karmią nas (bo karmią) śmieciowym żarciem i ilu z karmionych "chętnie" by go nie jadła? Takie mnie naszły dywagacyje poranne. Jak ważne, niech świadczy fakt, że już dwie kupy za mną! Niestety... Wczoraj wpierdoliłem na kolację całe opakowanie ptasiego mleczka. Na szczęście po daniu głównym. Podobno polska młodzież się "radykalizuje". Wierzących w tej grupie przybywa a nie ubywa. To cieszy. Ja jestem niezdecydowany. Zjadłem ptasie mleczko i mam wyrzuty. napisałem, że zjadłem i wyrzutów nie mam. To jest właśnie siła spowiedzi. Nie napiszę, że za tydzień nie zjem (dzisiaj nie) kolejnego opakowania. Nie napiszę, bo wpadnie do mnie jakiś kumpel z ptasim mleczkiem na urodziny i dorzuci 100zł na dłuta ale... jak wpierdolę cale opakowanie ptasiego. Na szczęście to się nie wydarzy. Dwa razy użyłem brzydkiego wyrazu. Użyłem świadomie bo... Dość już tego wpierdolu! Podgardle gotowane. Wywar z niego na zupę. Żadnych ziemniaków czy ryżu w zupie. To tak, co dalej... Golonka! Sadzone na podsmażanym podgardlu...! Popijam to wszystko sokiem z kiszonych buraków. Bajka! Kiszone buraki? Z nich placki... ziemniaczane. Oczywista na modłę, Długo zastanawialiśmy się co z nich robić poza surówką i Strażnik Domowy wpadła na placki ziemniaczane. Kiszona kapusta. Tu znowu jestem liderem. Moja kiszona kapusta... nie mogę pisać, bo śliną zalewam klawiaturę. Te robię częściowo kopiując wzorzec "oddaj fartucha". Bardzo lubię jego programy kulinarne. Żadnych tam skomplikowanych w wymowie i niewiadomym smaku treli tylko schabowy z kapustą albo kapuśniak na świńskim ryju jak w Tytusach. Aaaa... kiszenie buraków, to oczywista także moja domena. Dodatek marchwi zagęszcza sok i nadaje jeszcze bardziej słodkiego posmaku, co tworzy znakomitą: słodko - kwaśną parę z delikatną nutą kardamonu. I napiszę wam, że wcale nie musi być tam klasycznego kopru aczkolwiek zalecam. Koper wzmacnia nutę kwaśną. I najważniejsze... Ile to wszystko kosztuje? Na dzisiejsze złote, dawne grosze. Na wywarach z mięs doskonale wychodzą : gulasz, solianka, fasolka po bretońsku. Część zjadasz, resztę zamrażasz. W ogóle super pora teraz na gotowanie bigosu na zapas. Aż zaciągnę wierszem: "lekkie mrozy nocą, przyjdą nam z pomocą". Kilkukrotnie zamrażana i rozmnażana kapusta z mięsem kruszeje na maksa. Oczywista gar z bigosem na noc wystawiamy na balkon, parapet od biedy na mój korytarz (Przystanek Oliwa). Ogólnie to moja maniera. Darmowa lodówka w końcu, taki parapet w sensie. A ponieważ niedziela za pasem, polecam darmowego terapeutę. Konfesjonał ze znaną zawartością. Porządnego księdza to ze świecą szukać ale... Zatem bierz świecę i w drogę. Mój ulubieniec. Raz na kwartał wracam do tych wywiadów (trzy). Misjonarz, obecnie bytuje na parafii w Sochaczewie. Odkąd go usłyszałem, obiecuję sobie, że zaliczę niedzielne kazanie księdza w realu. Kurde molek... a może by tak rowerowy sezon otworzyć i dojechać kręcąc pedałami do Sochaczewa jakimiś lasami? Naturalnie uważając na wilki. Tak się umówić z kilkoma niedowiarkami i bęc, do kościoła! Aaaa... przepraszam. Skierniewice. https://diecezja.lowicz.pl/parafia/s...kierniewicach/ https://radiolodz.pl/50156-mieszkale...onarza,144365/ Dla większych niedowiarków niech zachętą będą jego misjonarskie opowieści. Coś pięknego. Jak sam mowi: ksiądz jest od święceń a nie od tacy. Ja się trochę boję chodzić do spowiedzi... boję o kolana. Mam swojego spowiednika. To ksiądz Bartnik z Górzanki. Do niego na spowiedź, na rowerze... Najwyższa pora przemasować pośladki, docisnąć pedałom.
__________________
Jam nie Babinicz... Elwood nic nie musi. |
|
|
|