|
|
|||||||
| Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj... |
![]() |
|
|
Narzędzia wątku | Wygląd |
|
|
|
|
#1 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 755
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 3 dni 13 godz 5 min 58 s
|
Chyba Ci tego śniegu brakuje a(r)bo przestrzeni.
![]() ![]() A... ![]() ...może odrobiny? Tymczasem: ![]() Zgadnij... ...kto zgadnie: gdzie zrobione? Ogolę się na łyso - jeżeli kto trafi. Z włosem i pod włos 6x, wszędzie! Ja... ![]() ![]() ...taki.
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|
|
|
#2 |
|
arbozeniak
![]() Zarejestrowany: Jul 2023
Posty: 316
Motocykl: xd
Online: 2 tygodni 5 dni 20 godz 11 min 27 s
|
Dolina Obi Kingob, Badachszan, Tadżykistan.
Po tej górce z tyłu mniemam, że to Pashimigar. Ok. 50km w kierunku wschodnim zaczyna się lodowiec Garmo. Byłeś tam? Leci w okolicy m.in. dość popularny obecnie szlak wytyczony przez znajomego z Ałmaty; jest częścią tzw. Pamir Trail (oczywiście szlak, nie znajomy). A w bliższej okolicy jego odnogi przez przeł. Sangwor i Wiszcharw, ale tam trzeba uważać, bo teren mocno zaminowany.
Ostatnio edytowane przez arbo : 17.12.2025 o 11:44 |
|
|
|
|
|
#3 |
|
arbozeniak
![]() Zarejestrowany: Jul 2023
Posty: 316
Motocykl: xd
Online: 2 tygodni 5 dni 20 godz 11 min 27 s
|
O tyle wiem, co wie Bóg, o ile rozumiem, co znaczy "Jestem, który jestem". Czas (w tym przyszłość jako potencjalna - dla nas - jego forma) jest dziełem Boga. Ergo jest podrzędny w stosunku do Niego.
Bóg oczywiście "zdefiniowany" jako absolut, a nie jakaś-tam-mitologia. A czy "będziesz"? Niekoniecznie, jutro mogę nie (prze)czytać Twoich postów. |
|
|
|
|
|
#4 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 755
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 3 dni 13 godz 5 min 58 s
|
Wstałem z leżaka i czytam, co mnie kolega nasłał.
"I tak to się kręci czyli nowoczesne inwestycje w cebulki tulipanów W zeszłym kwartale wdrożyłem Microsoft Copilot dla 4000 pracowników. 30 dolarów za stanowisko miesięcznie. 1,4 miliona dolarów rocznie. Nazwałem to „cyfrową transformacją". Zarząd uwielbiał to sformułowanie. Zatwierdzili w jedenaście minut. Nikt nie zapytał, co to właściwie będzie robić. Łącznie ze mną. Powiedziałem wszystkim, że „zwiększy produktywność 10x". To nie jest prawdziwa liczba. Ale brzmi przekonująco. HR zapytał, jak zmierzymy to 10x. Powiedziałem, że „wykorzystamy dashboardy analityczne". Przestali pytać. Trzy miesiące później sprawdziłem raporty użycia. 47 osób to otworzyło. 12 użyło więcej niż raz. Jednym z nich byłem ja. Użyłem tego do streszczenia maila, który mógłbym przeczytać w 30 sekund. Zajęło 45 sekund. Plus czas na poprawienie halucynacji. Ale nazwałem to „sukcesem pilotażu". Sukces oznacza, że pilotaż nie zawiódł w widoczny sposób. Dyrektor finansowy zapytał o ROI. Pokazałem mu wykres. Wykres szedł w górę i w prawo. Mierzył „gotowość AI". Wymyśliłem tę metrykę. Pokiwał z aprobatą. Mamy teraz „gotowość AI". Nie wiem, co to znaczy. Ale jest w naszej prezentacji dla inwestorów. Starszy programista zapytał, czemu nie używamy Claude'a albo ChatGPT. Powiedziałem, że potrzebujemy „bezpieczeństwa klasy enterprise". Zapytał, co to znaczy. Powiedziałem „zgodność z regulacjami". Zapytał, z którymi regulacjami. Powiedziałem „ze wszystkimi". Nie wyglądał na przekonanego. Umówiłem go na „rozmowę o rozwoju kariery". Przestał zadawać pytania. Microsoft przysłał zespół od studiów przypadku. Chcieli nas pokazać jako historię sukcesu. Powiedziałem im, że „zaoszczędziliśmy 40 000 godzin". Obliczyłem tę liczbę mnożąc liczbę pracowników przez liczbę, którą wymyśliłem. Nie zweryfikowali. Nigdy nie weryfikują. Teraz jesteśmy na stronie Microsoftu. „Globalne przedsiębiorstwo oszczędza 40 000 godzin dzięki Copilotowi." Prezes udostępnił to na LinkedInie. Dostał 3000 polubień. Nigdy nie użył Copilota. Żaden z zarządu nie użył. Mamy zwolnienie. „Strategiczne priorytety wymagają minimalizacji cyfrowych dystraktorów." Sam napisałem tę zasadę. Licencje odnawiają się w przyszłym miesiącu. Wnioskuję o rozszerzenie. 5000 dodatkowych stanowisk. Nie wykorzystaliśmy pierwszych 4000. Ale tym razem „zwiększymy adopcję". Adopcja oznacza obowiązkowe szkolenie. Szkolenie oznacza 45-minutowy webinar, którego nikt nie ogląda. Ale ukończenie będzie śledzone. Ukończenie to metryka. Metryki trafiają do dashboardów. Dashboardy trafiają do prezentacji zarządowych. Prezentacje zarządowe zapewniają mi awans. Zostanę wiceprezesem do trzeciego kwartału. Nadal nie wiem, co robi Copilot. Ale wiem, do czego służy. Służy do pokazania, że „inwestujemy w AI". Inwestycja oznacza wydatki. Wydatki oznaczają zaangażowanie. Zaangażowanie oznacza, że poważnie traktujemy przyszłość. Przyszłość to jest to, co ja powiem. Dopóki wykres idzie w górę i w prawo......" A ja... Nic z tego nie rozumiem... Myślę o niczym.
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|
|
|
#5 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 755
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 3 dni 13 godz 5 min 58 s
|
Patrzę na "daszbordy" i "copiloty" i widzę, ze ten wątek przekroczył 200 000...
Nie wiem czego dokładnie. Odsłon czy kliknięć, bo to zdaje się dwie rożne sprawy. Pewnie dopiero teraz ktoś zauważy (arbo?), że ten chłop (czyli ja) nie ma pojęcia o informatyce! Hurrra! Nie mam. Nawet nie wiem, jak wyrazić to co wiem o tejże. A może to nie informatyka tylko coś innego? Tego innego też nie wiem. Jutro to dziś tyle, że jutro. A wczoraj...? Nie ma wczoraj. Gdyby było, to z coś z upływem czasu było by nie tak. Widocznie Bóg ma rozkminiony czas i Sam jest Nadsuperpozycją. Być może ma worek, w którym trzyma wszystkie wymiary z których każdy, to jakaś "cywilizacja"? Profesor Dragan nie wierzy w Boga. Słusznie. Wiara w Niego to nie jest proste równanie z jedną niewiadomą. To ciąg liczb pierwszych. Starasz się ogarnąć ale i tak wcześniej czy później (jutro) staniesz w korku. To pewnie Szatan zesłał Schroedingerowi kota. Dziękuję arbo za troskę o mnie. Doceniam. Ale i tak pójdę swoją drogą. Przez 60 lat niemal doprowadziłem do własnego (i nie tylko) finansowego upadku, przeżyłem ciąg porażek, które mniej gruboskórego wpędziły by w depresję. Okazałem się jednak za leniwy i na to... Z zewnątrz żyję w układzie dwójkowym. Tak wiem... Epikur, Aureliusz, Seneka itp. To ułatwia życie. Systemowi w to graj. Niestety... Zawsze znajdzie się Eskimos, który Murzynowi w czas upałów... Nad tym obecnie pracuję. Pracuję nad tym, by nie mówić nikomu jak ma żyć ale... Nie jestem żadnym arbitrem elegancji. Nie pozwolę jednak nikomu wejść mi/sobie na głowę. Tego nauczyło mnie obecne podwórko - Przystanek Oliwa. Nie oczekuję żadnej interakcji w temacie. Są dwa tematy równoległe: - ciesiołka małomiasteczkowa, - zdrowie. Do tematu tego drugiego wracam. Skracam do zwrotu: sprawność fizyczna. Sprawność fizyczna spędza mi obecnie bardziej sen z powiek niźli ciesiołka. Zrobić tyle, by zachować ową do... końca żywota. To pozwoli zachować też kondycję psychy. Zadania ciesiołkowe znane. Sprawnościowe? Pochwalę się, jak na wadze wyskoczy mi ósemka z przodu.
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|
|
|
#6 |
![]() Zarejestrowany: Apr 2025
Miasto: Przystanek Oliwa
Posty: 755
Motocykl: Wrublin
Online: 1 tydzień 3 dni 13 godz 5 min 58 s
|
W ramach pracy nad sobą:
Dostrzegam ogromne zalety dla seniora. Żałuję, że na czas skakania po dachu odpuściłem te ćwiczenia, z którymi regularnie mierzę się od trzech m-cy. Efekty są wymierne. To gimnastyka "japońska". Codziennie rano ćwiczą w ten sposób japońscy seniorzy. Tak jak kiedyś słońce narodu rumuńskiego, naród japoński pod okiem szklanego monitora narodowo uprawia tę gimnastykę na zawołanie. Z tą różnicą, że po gimnastyce słońce narodu siadało do śniadania a naród rumuński szedł do pracy. Efekt? Słońce narodu skończyło marnie, bo jadał 5x dziennie. Tę gimnastykę w rewanżu proponuję arbo. Profilaktycznie, codziennie a nawet kilka razy dziennie. I to nie tylko tym, którzy przesiadują w fotelach (leżakach jak ja) czy firmowym biurku godzinami. Polecam ją również tym, którzy pracują fizycznie i to ciężko mimo wieku. Osobiście ubogacam ten zestaw o kilka powtórzeń w ciągu dnia. Extra dokładam jeszcze kilka ćwiczeń. Rano pompki, przysiady i jeszcze kilka na obręcz biodrową i barkową. Zajmują mi one dobre 20 minut ale to czysty przejaw lenistwa. Ostatnie badania dowodzą, że lepszy intensywny - 20 minutowy trening/gimnastyka niźli rozkładanie tego w czasie - klasyczne. Seria, przerwa 2/3 minutowa na odpoczynek (zwłaszcza w ćwiczeniach siłowych). Dotyczy to głównie ćwiczeń siłowych a te są niezbędne dla podtrzymania kondycji seniorskiej. Niezbędne i nieodzowne. W tym podstawowym zestawie zwracam uwagę na "jaskółkę". Te ćwiczenie równoważne ma swój ściśle japoński wymiar. Japońscy seniorzy ćwiczą stanie na jednej nodze np., i stosują "wolny marsz". Chodzenie w zwolnionym tempie, w którym akcentują czas oderwanej stopy i przetoczenia stopy podpartej. Jak nie zapominam, to tak maszeruję. Te zakładanie skarpet czy sznurowanie buta jako utrudnione wiąże się m.in. ze słabym biodrowo-ledźwiowym, który w czasie długotrwałego siedzenia ulega skróceniu. I ja mam to z prawym. Plus oczywista zachowanie równowagi. Za nią odpowiada cała grupa mięśni, która w trakcie siedzenia "zamiera". Cóż jeszcze ja dokładam? Ano banalne chodzenie po schodach ale co drugi stopień. Kilka razy ciągu dnia wejście na drugie piętro mojej kamiennicy to stały punkt programu. W ciągu siedzącego dnia dodatkowo kilka razy ćwiczę metodą GtG. Kolejny banał... Wstajesz z krzesła/fotela i robisz kilka/kilkanaście przysiadów, w sumie cokolwiek co pobudza cię do wysiłku ale w taki sposób, by zachować rezerwę na kolejne. Chodzi o to, by się nie "spocić". Wspinać się jedną nogą na palce. Przysiady głębokie, do pełnego (o ile to możliwe) przykucu. Stabilizujemy biodra napięciem m. brzucha przy wstawaniu. W ramach konkretniejszego treningu warto zadbać o ćwiczenia eksplozywne/skocznościowe. Tę motorykę tracimy najszybciej. Dlatego tak ważne jest, by na etapie rozwoju dziecka nie zaniedbać braku takowych. Akurat ten etap jest nie do odrobienia w przyszłości. Skoczność, to podstawa ruchu sprawnego dziecka. Tracimy ją/dynamikę, tracimy równowagę, słabniemy, powoli stajemy się ruchowymi kalekami. Niech no dojdzie do tego nadwaga a... dojdzie. Po 60-tce testosteron leci już na pysk. Osłabić zjazd mogą tylko ćwiczenia siłowe. Po gimnastyce porannej zimny prysznic i to jest komplet. To tyle. Zamykam się w sobie do kolejnych "urodzin". To będą 63-cie... ja pierdolę. P.S. Dzieci powinny się kłaść do łóżka ze zmęczenia fizycznego. Również mózg dzieci powinien być konkretnie "egzaminowany" choćby na finał odrabianiem lekcji w domu ale pod kontrolą rodzica, by nie korzystało z AI. To zbrodnia na młodym mózgu. P.S` No i drążek! taki między futrynami. Zwykłe zwisy czynią cuda przy ściąganych barkach i utrzymaniem zgiętych pod kątem prostym do tułowia kolan. Jak nie ma "siły" na bieganie, to maszerujemy. Jak maszerował Gołąb do czasu feralnej stłuczki.
__________________
Jam nie Babinicz... |
|
|
|
|
|
#7 |
|
Administrator
![]() |
Zdecydowanie, załóż skarpetki na stojąco i już wiesz na jakim etapie jesteś... Warto ćwiczyć, codziennie. 30 minut to nic w ciągu dnia.
__________________
www.motopodroze.pl |
|
|
|
|
|
#8 | |
|
arbozeniak
![]() Zarejestrowany: Jul 2023
Posty: 316
Motocykl: xd
Online: 2 tygodni 5 dni 20 godz 11 min 27 s
|
No i widzisz, to "jutro" minęło dwa dni temu, a ja dopiero teraz "doświadczam złotych myśli Narcyza" (a właśnie - czemu pisanego dużą literą? Mówimy o zjawisku, nie o postaci, więc raczej małą: https://africatwin.com.pl/showthread...064#post894064).
Też się pochwalę, ale na razie dobilem tylko do siódemki. Nie, nie wiem, co to jest daszbord i copilot. O informatyce też nie mam pojęcia. Nie robiłem też żadnych zestawień, ani tak dokładnych jak Ty (tu znów sarkazm żartem), ani innych niedokładnych, ale sądzę, że trekingi do Małego i Wielkiego Pamiru były już w latach 90-ych. Oczywiście mówię o ludziach z Zachodu, bo człowiek sowiecki z pewnością był tam nie raz. Wybacz, ale niejeden chciałby być tym pierwszym, a potem okazuje się, że ktoś był przed nim. Trochę pokory. Per Badachszan piszę jako Górski Badachszan, wymiennie Pamir. Potocznie, nie wnikając w stricte naukową wersję nazw geograficznych. Plus okolice z obu stron granicy. Plus Badachszan afgański. Plus to i tamto. Cytat:
Nie bierzesz pod uwagę per pedes. No tak, pokonałeś. A nie po prostu - przeszedłeś? Tak. Żaden. Nawet wspomniany Grąbczewski (on miał kozaków, to się nie liczy). I dziesiątki innych już w XIXw. Pod K2 też będziesz pierwszy. Sam się podkładasz. Skoro "agencja jakaś tam kręci reklamówkę", tzn. że musieli dokumentnie znać trasę z poprzednich źródeł, które ją przeszły. Amen. To pisz o drewnie, a nie o pierwszeństwie w Badachszanie. Przy okazji - ogól się, sześć razy. Wszędzie!
|
|
|
|
|
|
|
#9 |
![]() |
El, ja Ty mi imponujesz.
W kilku zdaniach opisałeś to czego dowiedziałem się po przeczytaniu 6-ciuset. https://files.legimi.com/images/8567...e/w400_u90.jpg
__________________
"Podróż jest lepsza niż dotarcie do celu" |
|
|
|
|
|
#10 |
|
arbozeniak
![]() Zarejestrowany: Jul 2023
Posty: 316
Motocykl: xd
Online: 2 tygodni 5 dni 20 godz 11 min 27 s
|
Kirgizi (Kazachowie, Nogaje, Karakałpacy, itd., ba! nawet Tatarzy) mają kilkadziesiąt zgłosek (w tym wiele gardłowo-nosowych), których my, Europejczycy nie jesteśmy w stanie wymówić. Kilkadziesiąt, więcej niż 50. My tu w Europie mamy wszystkich około trzydziestu. Tak-że-tak.
Z tymi "WSZYSTKIMI" chyba bym się tak nie zapędzał. Archiwa rosyjskie nie są do końca otwarte. J.Toepliz-Morozowska akurat jest dość łatwo dostępna, ale nie podpierałbym się jej wiedzą na ten temat (była swego rodzaju "instagramerką" swoich czasów). Jeśli chodzi o "zarzut", że adresuję do Ciebie, to owszem - rozmawiam z Tobą, więc do Ciebie muszę się odnosić (swoją drogą: obrażasz się o fraszki?) Nie przekopałem wszystkich archiwów jak Ty (sarkazm żartobliwy), ale raczej mało jest miejsc na świecie, gdzie nie stanęła ludzka stopa. Badachszan z pewnością do takich nie należy. Skoro ja (który w Azji byłem raptem kilkanaście razy) potrafię rozpoznać taki "koniec świata" jak wspomniałeś wyżej, to co dopiero ktoś, kto spędza w tych górach sporo więcej czasu (np. wspomniany wyżej przeze mnie rosyjski geolog). Tam naprawdę kręci się dużo ludzi - może nie jest to Rzym, ale Tadżykistan odwiedziło w tamtym roku prawie półtora miliona turystów. To kilka razy więcej niż ilość mieszkańców Badachszanu (owszem, nie wszyscy wjeżdżają w Pamir). Z nich choćby promil zgłębiał te obszary dokładniej, to już daje jakieś półtora tysiąca osób. A to tylko jeden rok. Bród na rzece Kingob przez te ostatnie 100 lat z grubym okładem z pewnością się zmienił, weź to pod uwagę. Nie sądzę, żebyś go odnalazł w tej samej postaci. Nie jest moim celem udowadnianie niczego, ale muszę Cię zmartwić - do Wielkiego Pamiru wjeżdżają całe wycieczki (na motocyklach, rowerach, samochodami), żądne wrzucenia na Instagrama czy FB fotek znad Zorkułu (permit można łatwo uzyskać w Chorogu). Kilka lat temu (już po C-19) mignęła mi gdzieś w sieci (flicker?) relacja z podejścia pod Akbaj Sytargi (niestety nie mogę teraz jej znaleźć). Przełęczy do Wanczu nie przeszli (była to para ok.40-latków, gdzieś z krajów Beneluksu? Francji? Hiszpanii? nie pamiętam, w każdym razie nie z kraju angielsko- czy niemieckojęzycznego), ale dolinę Bachud przeszli praktycznie całą włącznie z wędrówką po lodowcu. Inna sprawa, że zwiedzanie Pamiru staje się horendalnie drogie. Za dniówkę w Parku pobierana jest obecnie opłata ok. 10 dolarów (100 somoni), a strażników sporo. Więc krótki tygodniowy treking to 70 dolarów. A czy ktoś widział Marksa i Engelsa z afgańskiego brzegu? Sądzę, że nawet ktoś z FAT - np. przewijający sie tu niejaki Sambor. Spytaj go, Wachan to w końcu nie jest tak dziki zakątek, skoro nawet autobus zatargali do Małego Pamiru, żeby zrobić z niego szpital. Inna sprawa, że nie wypaliło i teraz rozkradziony ze szprzętu rdzewieje. Ot, mądrości Zachodu na siłę chcącego uszczęśliwiać miejscowych. Łuknicki? Tak. Poza tym Siemionow, Czerepow, Murzajew, Kunin, Kałużyński, Jacenko, Grum-Grzymajło, Muszkietow, Ranow, Hedin, Siewiercow, Krist, Kisch, Krylenko, Potapow, Rudnicki, Rohoziński, Walichanow, Capisani, Brophy, Sarianili, Brentjes, Rozwadowski, Gawęcki, Pstrusińska, Biełkiewicz, Olufsen i wielu innych, mam kilka półek takich autorów. Wsród nich wspomniany przez Ciebie Grąbczewski (w tym również pozycje niedostępne na polskim rynku, a wydane w Rosji w niskich nakładach). Oraz również wspomniany wyżej Jerofiejew, łatwo dostępny zresztą. Czytać, czytać, czytać...
Ostatnio edytowane przez arbo : 17.12.2025 o 19:09 |
|
|
|