Wróć   Africa Twin Forum - POLAND > Podróże. Całkiem małe, średnie i duże. > Kwestie różne, ale podróżne.

Kwestie różne, ale podróżne. Jak nic z powyższego o podróżowaniu Ci nie pasuje, pisz tutaj...

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 17.09.2026, 17:31   #11
ATomek
 
ATomek's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Apr 2008
Miasto: Garwolin
Posty: 1,918
Motocykl: RD07A
Galeria: Zdjęcia
ATomek jest na dystyngowanej drodze
Online: 7 miesiące 1 tydzień 4 godz 41 min 27 s
Domyślnie

Bardzo lubię opowieści z wyeksponowanym elementem ludzkim. W ten sposób piękno przyrody jest na swoim miejscu - jest tłem. Dyskretnie pięknym tłem. Gratuluję pięknych ujęć i otwartości na przygodę.
ATomek jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 17.09.2026, 20:58   #12
Melon
 
Melon's Avatar

Zapłaciłem składkę :)

Zarejestrowany: Mar 2012
Miasto: Lublin
Posty: 8,173
Motocykl: cz350/ bandit600/ zx12r/ varadero/vfr1200xd
Melon jest na dystyngowanej drodze
Online: 5 miesiące 3 dni 18 godz 14 min 31 s
Domyślnie

Panie fotopisarz - elegancko
Melon jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 18.09.2026, 15:33   #13
hOMER
 
hOMER's Avatar


Zarejestrowany: Apr 2013
Posty: 17
Motocykl: x2=4x4
Galeria: Zdjęcia
hOMER jest na dystyngowanej drodze
Online: 11 godz 41 min 9 s
Domyślnie

to musiał być straszny strucel, którego już pewnie na złomie nie chcieli skoro mazeniak nazywa go złomem.... aż dziw że jechał :-)
hOMER jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary 18.09.2026, 16:10   #14
arbo
dupa nie ajatollah


Zarejestrowany: Jul 2023
Posty: 1,394
Motocykl: xd
arbo jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 1 tydzień 1 dzień 5 godz 49 min 40 s
Domyślnie

Nie gorszy i nie lepszy (w sensie technicznym) od mojego - takie dziadki z "dziewiętnastką" z przodu są najlepsze (vide NAT vs. XRV). Mnie już 18 lat temu pukali się po głowie, jak kupowałem swojego - "Ty przecież tym nie wyjedziesz poza granicę województwa". A jeździ daleko poza granice kontynentu. Zresztą mały (ten od Minora) też, sam wiesz.
Chcę zobaczyć współczesne ekoplasticzany za 30 lat jak tak samo zapierdalają po stepie, hehe.
__________________
Może zasugerować, że Hyde park tylko dla dorosłych? Bo z tym na własną odpowiedzialność nie wszyscy rozumieją jak widać. Wchodzą i narzekają że jest jak jest. To tak jakbym wszedł do monopolowego i prawil kazanie jaki alkohol szkodliwy.
(copyright Fazik)
arbo jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Stary Dzisiaj, 14:18   #15
arbo
dupa nie ajatollah


Zarejestrowany: Jul 2023
Posty: 1,394
Motocykl: xd
arbo jest na dystyngowanej drodze
Online: 1 miesiąc 1 tydzień 1 dzień 5 godz 49 min 40 s
Domyślnie

Marat.

Marata poznałem dobrych parę (prawie -naście) lat temu i regularnie się z nim spotykam w konkretnych i zupełnie realnych okolicznościach. Najczęściej dyskretnie przemyka mi gdzieś na tle krajobrazu, lekko wyblakły przez niesiony pustynnym wiatrem pył, wtapiający się weń razem z tym jego zdezelowanym kutrem.

Historia Marata to swego rodzaju kazachsko-rosyjska baśń z elementami tragedii, duszoszczypatielnosti* i szaleństwa. Marat jest kapitanem rybackiego kutra. Pewnego dnia, jak codzień, wypływa w morze, tym razem zabierając na pokład swoją ukochaną żonę. Sztorm zabiera mu statek, załogę, żonę i wolność - jako odpowiedzialny za tragedię spędza kilka lat w tiurmie. Wraca do rodzinnej miejscowości, Abasty, która podczas jego nieobecności z portowej osady zmieniła się w wioskę na środku pustyni - morze się cofnęło. Port rybacki zamienił się w bezczynną imitację portu lotniczego, którym (jak i miejscowym muzeum i paroma innymi "instytucjami", których istnienie ma być pretekstem do uzasadnienia sensowności istnienia Abasty na środku pustyni) zarządza dawny kumpel Marata, Baltazar. Marat próbuje doprowadzić do życia kuter, a wraz z nim tych, którzy zginęli podczas sztormu - kumpli z załogi i żonę. Wbrew całej lokalnej społeczności (wyjąwszy starego kumpla i parę innych postaci), która obwinia go o śmierć ludzi na pokładzie (w penym momencie chcą go nawet ukamienować), nieustannie pcha wszelkimi sposobami ten swój korabl-cmentarz w stronę niewidzialnego, wyimaginowanego morza, szukając tych, których ono pochłonęło.

Marat jest... postacią fikcyjną. Jest bohaterem filmu "W ażydanii moria" - po angielsku przetłumaczyli to jako "Waiting for the sea", aczkolwiek ja bym to raczej przetłumaczył "W poszukiwaniu morza", bo Marat nie czeka, tylko działa. Desperat, ściga niemożliwe. A jednak.
Spytacie czemu Marat?
A bo spodobała mi się ta jego desperacja, upór i nie poddawanie się. Wbrew wszystkiemu, wbrew brakowi nadziei, wbrew miejscowym, wbrew zazdrośnie zakochanej w nim (od małego) siostrze żony, która go próbuje odciągnąć od poszukiwania zaginionego morza, w końcu - wbrew twardej logice rzeczywistości. Taki trochę Donkiszot.


(screen z filmu)


(screen z filmu)

Gdzieś tam przemyka również Marduni - swego rodzaju lokalny mędrzec, półszaman, półfilozof, który w sumie jako jedyny rozumie Marata: "Pcha ten statek, morza szuka, załogi... właściwie... może on ma rację".


(screen z filmu)

Jednym z pobocznych "bohaterów" jest też motur Baltazara - stary Ural z wózkiem bocznym. Między innymi występuje w bardzo fajnej scenie - dość smutny dialog dwóch kumpli podczas jazdy zostaje nagle przerwany radością zapiedalanki po stepie.


(screen z filmu)

Tytułowe morze (wysychające) jest tu tylko pobocznym tłem, nie ma tu na szczęście żadnej pseudo ekoideologii - wysychanie Arala (i Kaspija) wbrew potocznym opiniom to nie kwestia epoki industrialnej, katastrofy ekologicznej i sowieckich rządów w XXw. Aral i Kaspij wysychają od wieków, a "wielcy podróżnicy" i "specjaliści" typu B.Sabela ("Może morze wróci") powinni troszkę poczytać. O wysychaniu Arala w drugiej połowie XIXw. a więc przed epoką industrializacji i możliwości jakiegokolwiek wpływu (w przemysłowej skali) człowieka na przyrodę piszą między innymi Iwan Muszkietow czy Mikołaj Siewiercow - naukowcy i szefowie rosyjskich ekspedycji naukowych po Azji Środkowej. Muszkietow wspomina ("W priedgoriach Pamira i Tian-Szania"), że podwładni Siewiercowa (m.in. hydrografowie Zubow i Wud), odnotowali ubytek poziomu Arala rzędu 70mm rocznie. Podkreślam, dziewiętnasty wiek. Żadnego globalnego ocieplenia, żadnego przemysłu, żadnych katastrof ekologicznych. Człowiek w swojej pysze sądzi, że może zmienić potęgę natury - nic z tego, to tylko mrzonki. Nawet wielki Sowieckij Sajuz nie dał rady. Po prostu trafiliśmy na końcówkę życia tych dwóch zbiorników w ich wieleset wiekowej historii. Stepy Azji powoli i nieubłagalnie zamieniają się w pustynię od kilku tysiącleci.

Zresztą akcja filmu toczy się w okolicach dość nieokreślonego morza - w pierwszych scenach kuter (zresztą inny niż późniejszy pchany korabl) ma oznaczenia Aktau czyli Morza Kaspijskiego, a większość scen nakręcona była właśnie w jego pobliżu. Do Aralskiego stamtąd sporo dalej.

Skalno-piaszczysto-muszelkowe (jedna nawet się tak nazywa: Riakuszenyj Pliaż) plaże w okolicach Aktau z pierwszych kadrów filmu:







Film powstał w 2012 roku - pomijając techniczne niedociągnięcia ówczesnej techniki komputerowej (scena sztormu i scena końcowa) jest całkiem spoko kazachską (głównie) produkcją. Nie powala, ale i nie odpycha, ogląda się go całkiem przyjemnie, ot taka wschodnia opowiastka. Można obejrzeć na odnokłasnikach w oryginale (niestety nie ma polskiego tłumaczenia, ale gdzieś widziałem z angielskimi napisami).

Filkcyjny port Abasta pośrodku stepopustyni - pozostałości planu filmowego:

Ruinki Aeroportu Abasta:



Prawdopodobnie zagroda ojca Tamary:



Tyle zostało w ciajchany (knajpy) z filmowej Abasty:



To z meczeciku (w filmie występuje również malutka cerkiewka):



Parę innych detali z planu:







Resztki korablia (tylna część sterówki):



W tych miejscach również kręcono "W ażydanii moria", ale tam już nie znalazłem żadnych śladów po planie filmowym:









Podczas tych moich wyjazdów na wschód zawsze zajeżdżam w (za każdym razem w kolejne, coraz to nowe) miejsca, w których były kręcone sceny do filmu (znam na tyle Kazachstan, że nie jest to dla mnie specjalnie trudne) - ale dawkuję sobie, nigdy od razu we wszystkie na raz. Dotyczy to również wszystkich innych miejscówek, nie chcę się znudzić powtarzalnością, choć często sama aura zmienia okolice nie do poznania - poza tym na jednej wycieczce czasu by nie starczyło. W Pamirach zresztą robię podobnie - tam jest gór jeszcze na trzy życia do powłóczenia się. W końcu kto biednemu zabroni bawić się jak bogaty.




---

* - duszoszczypatielnost - specyficzny rosyjski termin nieprzetłumaczalny wprost na polski, oznaczający coś pomiędzy sentymentalizmem, melancholią ale i pozytywnym wzruszeniem, czasem zabarwione kpiną. Moje ulubione porównanie nieprzetłumaczalności tego zwrotu to polskie "załatwić" - spróbujcie wytłumaczyć Anglikowi albo innemu Niemcowi co to znaczy "załatwić coś komuś".
__________________
Może zasugerować, że Hyde park tylko dla dorosłych? Bo z tym na własną odpowiedzialność nie wszyscy rozumieją jak widać. Wchodzą i narzekają że jest jak jest. To tak jakbym wszedł do monopolowego i prawil kazanie jaki alkohol szkodliwy.
(copyright Fazik)
arbo jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem
Odpowiedz

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wł.

Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
Z seri całkiem małe podróże rambo Polska 6 29.12.2009 11:33


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:38.


Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.