Furedi:
Autonomia jednostki ograniczana przez państwo, które sieje kulturę strachu.
Bo jesteśmy w istocie słabi, nadwrażliwi... Trzeba zatem wdrażać na siłę opiekę.
Musimy być chronieni przed stresem i przede wszystkim porażką. Miast podejmować trud i wysiłek w zdobyciu wiedzy i doświadczeń (stara rola szkoły) w wyniku zmian kulturowych szkoły mają pełnić rolę terapeutycznego ośrodka.
W "chujowym" wątku poruszyłem tę kwestię i otrzymałem adekwatną odpowiedź.
Chuja tam wiesz!
Nie ważne, że z metodyki nauczania, pedagogiki, psychologii miałem studiach bdb. Ważna w ocenie była zbieżność (mocno ograniczona) z niektórymi poglądami europosła Brauna. Bezwzględnie musisz być chujem.
Ważniejszym jest przecież komfort nauczania, w którym nie ma miejsca na porażkę. Zero ocen, prac domowych. O poziomie matematyki przecież wspominałem i to bez doświadczeń Furedi`ego ale własnych!
Powtórzę.
Rok 1970. W programie nauczania matematyki dzieci rozwiązują układ równań z dwiema niewiadomymi w klasie... trzeciej! A moim ojcu też wspominałem. W jednym naprawdę był dobry, bawił mnie i siostrę grami, zabawami logicznymi. Zmuszał do myślenia.
W klasie trzeciej (sic!) dostaliśmy w ramach sprawdzianu (klasówka) dwa zadania z tym układem.
Rozwiązałem te układy ekspresowo metodą macierzy. W ramach owych zabaw z ojcem. Ja wręcz chciałem błysnąć na lekcji. I co...? Dostałem dwóję, bo "nie tak" rozwiązałem.
I co dalej...? Fader wkroczył do akcji i dzieci w klasie dowiedziały się o alternatywnej metodzie ale... Obie należy poznać. Tę "krok po kroku" i skrót!
Dlatego blisko dekadę później na egzaminie ustnym z fizyki (matura) wstałem od stołu już po 5 minutach, by przejść do egzaminu praktycznego.
W piątej klasie technikum mieliśmy elementy matematyki wyższej i analizy matematycznej. Zadanie z ruchu harmonicznego rozwiązałem metodą całkowania w minutę. "Na około", ze sprawdzaniem wszystkiego minimum kwadrans i niepewność. Tu wynik jak w metodą wyznaczników w układzie równań...
No to zagadka.
Jak to jest w obecnym programie?
Dopowiem równolegle, krótką historią, którą swego czasu (z dobrą dekadę temu) uraczył mnie Pan Inżynier z NRD. Ów Pan Inżynier ma skończone dwie uczelnie techniczne. Polską (z patentem) i prestiżowa niemiecką (wygrany międzynarodowy, silnie obsadzony konkurs na budowie mostu na Szprewie).
Na globusie pl durna jak but pani Zalewska (odpowiednik pani Nowackiej) wprowadza reformę edukacji... Rozpierdala system w imię kulturowych wartości (tak tak, ta pani jest z obozu... "patriotycznego" - jak pan profesor Czarnek... nie głupi facet ale replika władzy - wypisz wymaluj).
Mamy więc podstawówkę, gimnazjum i liceum. Edukacja staje na głowie po raz pierwszy...
Pan Inżynier z NRD zastawia na mnie pułapkę. Podsyła mi zadania z egzaminu z matematyki z hasłem: paczaj... jednak polska szkoła średnia trzyma poziom.
No to paczam i siadam... do rozwiązywania. Po godzinie potwierdzam...
- Jak na egzamin do liceum, to jestem kurwa usatysfakcjonowany!
Ja nie. Odpowiada Pan Inżynier z NRD.
- Dlaczego, dopytuję. Ja się namęczyłem "żeby zdać".
To się ciesz... Właśnie zdałeś na dostateczny plus... maturę z matmy.
Część druga.
__________________
Jam nie Babinicz...
|