![]() |
12ty dzień wyprawy, 26 sierpnia. Góry Cindrel, czyli raj na ziemi.
https://lh3.googleusercontent.com/pw...-gm?authuser=0 Oj jak dobrze było spać po tej kąpieli w strumieniu!:). Rano oczywiście było mycie, kawka, sniadanko... zwykłe wyprawowe rytuały, które już zdążyły wejść nam w krew. Nasze życie na wyprawie tak różniło się od życia typu: pobudka, biuro, dom, spanie, pobudka... Uwielbiam ten kontrast. Nasza apka pokazywała na ten dzień brak trudnych odcinków, więc nastrój był dobry - ostatnie kilka dni bardzo nas wymęczyły. Podnoszenie naszych osiołków, upał, ciągłe skupienie itd. To wszystko jest oczywiście część wspaniałej przygody, ale dwóch starszych panów było troszkę zmęczonych:-). Początek dnia stał pod znakiem asfaltu na ruchliwej drodze wojewódzkiej. W związku z tym jazda aż do Targu Dżiu była średnio przyjemna, ale po godzinie zaczął się spokojny szuter w lesie. Na obiad pożarliśmy rumuńskiego fueta z chlebem, bo byliśmy w środku jakiegoś wielkiego lasu bez nadziei na cywilizację:-). Po około godzinie takiego przyjemnego pierdzenia w lesie na płaskim zaczęliśmy powoli wspinać się na pierwszą przełęcz. Rzeczywiście teren był stosunkowo łatwy z fajnymi widoczkami Po półgodzinnej wspinaczce dotarliśmy do szczytu przełęczy. Widok mył mniamuśny!:-) . Na przełęczy nie spędziliśmy zbyt wiele czasu, bo mielięmy jeszcze kupę kilometrów do zrobienia, a nie chcieliśmy się spieszyć. Zjazd z przełęczy wyglądał tak: Jak widać jedziemy bardzo wolno, bo szybciej się nie dało! Widoki były cudowne, byliśmy samiuteńcy w tych całych górach, pogoda była idealna... Pisząc te słowa zowu się tam przenoszę i mam w sobie to uczucie spełnienia... Jakąś godzinę później była kolejna przełęcz Powoli nadchodził wieczór i postanowiliśmy za max 2 godziny być już na biwaku w jakimś ładnym miejscu. Jazda była cudowna - spokojne szutry, samotne przełęcze, od czasu do czasu pasterski szałas z zagrodą dla owiec, pasterzem i owczarkami. No i krowy, z którymi Wojtek sobie ewidentnie nie radził:-) Mijane przez nas owczarki miały patyki przywiązane do szyi - ewidentny znak, że jesteśmy w krainie niedzwiadków:-). No ale co zrobić - no risk, no fun... Jedziemy dalej i powoli szukamy idealnego spotu na nocleg Cóż mogę powiedzieć - było ciężko.... https://lh3.googleusercontent.com/pw...-gm?authuser=0 W związku z zagrożeniem misiowym postanowiliśmy szybko zapiąć się w śpiworach i mocno spać:-) |
Cytat:
|
| Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 16:47. |
Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.