![]() |
Potem już poszło z górki. Zjechałem windą na parter, wsiadłem do auta.
40 minut później byłem już na chacie z gotową koncepcją. Jeszcze tylko dopracować kilka szczegółów. Zasadniczo, to chodziło skończenie remontu Lublina. Wystarczy znaleźć frajerów a tych nie sieją. Chodzą po planecie, biegają a nawet się wspinają. Czasami pływają. Właśnie tacy byli potrzebni. |
Każda tego rodzaju idea (tak się narobić, by się nie narobić) wymaga idei wiodącej, zwanej przewodnią.
Np. kiedy za komuny cały naród kroczył do socjalizmu, w pewne majowe święto córy Koryntu wyszły na ulice z transparentem: My też kroczem do socjalizmu! Otóż (wyłączając z tematu córy) postanowiłem w szeregi grupy remontowej ściągnąć lepsiejsiego frajera, najlepiej z rodziny Grąbczewskich. I tu niestety muszę sięgnąć po niejakiego Ponckiego - sam najpierw. Być może a może zapewne część bardziej wnikliwych czytaczów (czytaczy?) zauważyła, że nie darzymy się sympatią. Gdybym go lubił, pisałbym o nim gagatek a, że nie lubię, będę pisał typ. Otóż ten gagatek miał (i ma) na liście fejsowych znajomych niejakiego B. Grąbczewskiego. Myślę sobie - no chyba nie Bronisława?! No to piszę do Ponckiego: Wy - Poncki, podłe szmacidło, ciulu sakramencki i elcetera. Tych cetera sporo jak nie przymierzając cekinów na ślubnej, wiejskiej sukni. A więc: JA. Wy Poncki - poinformujcie łaskawie, co to za Grąbczewskiego macie na liście i czy to ten z tych? Poncki. Witam Ciebie, o wielce Szanowny i Czcigodny, Osławiony i Sławetny... Tu w miejsce kropek - wielokropek tytułów i moich podróżniczo-pedagogicznych dokonań. Przerywam JA. Jak już wymieniasz tytuły, to wszystkjie a nie co drugi. Poncki. Mistrzu Ty Muj (oryginalna pisownia) szlachetny, dobry, łaskawy... JA. Kurwa, Poncki! Przymiotniki sławiące masz pisać z dużej litery! A Mistrza Muja masz kompletnie pisać z litery dużej! MISTRZ MUJ!! - dodając ZAWSZE dwa wykrzykniki! Tu mała uwaga. MISTRZ MUJ!! to moje oficjalne, publiczne wcielenie. W sensie utarł się ten tytuł jak znakomita surówka z marchwi ze szczyptą cukru, chrzanu i majonezu. Wszystko delikatnie złamane pieprzem. Zostałem tak utarty na jednym z setek publicznych wystąpień, gdzie to prezentowałem Moje Wielkie Dokonania. Przychodzą na nie licznie, licne młode niewiasty i wykrzykują MUJ CI ON. I za to między innymi Ponckiego nie lubię. Za tę podłą nonszalancję i brak szacunku. Walisz takiego Ponckiego po łepetynie, uczysz i nic. Jeszcze ci potem taki Poncki będzie tłumaczył, czym jest nic... No tak mnie ten Poncki (na samą myśl o nim) zdenerwował, że muszę ogłosić pauzę i zrobić kupę. |
Czyta sie.
|
A gdzie "Pysznie"...? Surówka z marchii utarta, to kundel?
Czytać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej ale nie o to chodzi, jak co komu wychodzi. Bo mnie zawsze wychodzi i tego nie rozumieją młodzi. Oni by tylko wchodzili i kobietom szkodzili. Przychodzi młody Boy Żeleński do starego i mówi: - Tato, wpadłem... Co robić?! Skoro nie uważałeś jak robiłeś, to rób jak uważasz. Ale wracając do Ponckiego. Urwał mi ten gagatek zderzak w Golfie Wieśku... Pojawił się (Poncki) na Moście Poniatowskiego, urwał zderzak i próbował zbiec autem. Qpi Qpek. Autem można odjechać a nie zbiec. Zresztą potem miałem już tylko problemy z prądem. Nie mogę o tym jednak dalej pisać, bo się znowu zdenerwuję a deski muszę kręcić. No dobra. No więc dzięki Ponckiemu udało się wrobić Bartka Grąbczewskiego. W zasadzie stosunkowo łatwo udało się zebrać całą ekipę. Ale oni wszyscy byli zbyt podobni do siebie. Bartek skaperował kuzyna - Aleksandra Grąbczewskiego - wyższego od niego (Bartka) o głowę. Ja zaś potrzebowałem czegoś/kogoś - bardziej wyrafinowanego. Coś jak rzepak. Tłoczy się z niego olej. Wszystko super, dopóki nie zaczniemy na nim smażyć. Nie ma bata, uwolnią się szkodliwe związki, nie daj... przypalić. Rzepakiem został Maurycy. Do Duszanbe został już konkretnie przypalony. Poruszać się w cieniu Przypalonego. Na Biesowisku 2017 - w 10-tą, okrągłą rocznicę organizacji tej imprezy - ukonstytuował się zespół Szlakiem Bronisława Grąbczewskiego 2018. 1. Karpiu - Kierownik Sportowy. Każda szanująca się wyrypa - musi mieć kierownika sportowego. Ważne, by był małego wzrostu. Taki wyżej niż wyżej, nie podskoczy. 2. Cichy. - Specjalista od specjalistycznych robót wysokościowych. Stał się bardzo sławny w Danii, kiedy w wyniku awarii sprzętu zsunął się na skraj śmigła wiatraka (farma na pełnym morzu) i wytrzymał tak dyndając całe dwa tygodnie, dopóki nie przyleciała zmiana. - Specjalista od biegów dystansowych, zwłaszcza tych pod górę. Rzeźnik, Harpagan, to jego pseudonimy w terenie. Skarbnik wyrypy. Każda szanująca się wyrypa musi mieć skarbnika. Nasz miał i trzymał kasę. Z tego miału najumiejętniej korzystałem JA. 3. Bartek (chyba Bartłomiej?) Grąbczewski. Robił za magnes. Biegun Niebieski. 4. Aleksander Grąbczewski. Robił za magnes. Biegun Czerwony. 5. Fazik. Zdegradowany na 5-tkę. Szef Kolumny Transportowej. Każda szanująca się wyrypa musi mieć jakiegoś szefa. My potrzebowaliśmy szafiora. Nie waditiela... Szafiora. Przypominam, czym różni się szofer od kierowcy: cdn. |
6. Słodki - zwany Redzikiem, pisany "redrobo". Artysta.
Po wpisaniu w gógla "redrobo" wyskakuje: deviantart.com - wiadomo o co chodzi, nie trzeba klikać. Wszyscy artyści to niezrównoważeni emocjonalnie artyści. Nasz artysta jest wyjątkiem. Trzyma poziom jak stoi w pionie. Taki sztukmistrz. Co tam jeszcze wyskakuje? Tornister szkolny. Nasz artysta jest mistrzem pakowania i lubi dzieci. W sensie lubi po prostu a nie, że pedofil. Mistrzostwu pakunku tornistra Słodkiego poświęcimy cały odcinek - edukacyjny odcinek. Poświęcimy, bo warto. 7. Przypalony Maurycy. Niezbędny zawodnik na każdej wyrypie. Indywidualista ze świata równoległego. Potrzebny autorowi do rzucania cienia. 8. Autor. Z łacińskiego - sprawca. Za słownkiem PWN: twórca dzieła literackiego lub naukowego, też: dzieła sztuki, wynalazku, projektu itp., inicjator jakiegoś przedsięwzięcia, wykonawca jakiejś czynności. Trzeci studyjny album zespołu Strachy na Lachy. |
Dywagacje.
Mariusz Kulik. Bracia Dowbor-Muśniccy. Polacy na służbie rosyjskiej. "Służba Polaków w armiach obcych, zwłaszcza zaborczych, jest tematem złożonymi rozległym. Decydowano się na nią z różnych powodów, przeważnie kierując się względami ekonomicznymi. W grupie Polaków służących w armii rosyjskiej było trzech braci Dowbor-Muśnickich: Konstanty, Czesław i Józef. Ich kariery wojskowe ułożyły się różnie. Dwóch z nich: Konstanty i Józef, podając się za protestantów, ukończyło akademie wojskowe. Pozwoliło im to osiągnąć rangi generalskie i objąć wysokie stanowiska służbowe. Trzeci z braci - Czesław, nie zmienił wyznania i nie zrobił tak błyskotliwej kariery jak jego bracia. Służba Polaków w armiach obcych w okresie zaborów jest tematem bardzo rozległym i przez wiele lat bardzo rzadko podejmowanym. Pojawiał się przeważnie w biografiach znaczniejszych osób i przy omawianiu niektórych wydarzeń historycznych, takich jak powstania narodowe (listopadowe i styczniowe) czy konfl ikty zbrojne (wojny rosyjsko-tureckie, wojna krymska i I wojna światowa). Dopiero w ostatnich latach pojawiły się prace omawiające pewne aspekty tego zagadnienia, jednak brak pełnego ujęcia tego, jakże ciekawego tematu. To ożywienie badawcze zostało spowodowane dostępnością wielu źródeł do tej pory nieosiągalnych dla badaczy. Dotyczy to materiałów archiwalnych, w szczególności zaś akt personalnych przechowywanych w Polsce i za granicą oraz źródeł drukowanych, do których można zaliczyć też kopie elektroniczne drukowanych oryginałów. Dostępność tych materiałów na stronach internetowych wielu bibliotek narodowych, umożliwia prowadzenie badań naukowych w skali wcześniej niespotykanej. Jednak nawet takie ułatwienia i możliwości techniczne nie pozwalają na rozstrzygnięcie wielu kluczowych kwestii, z których jedną z ważniejszych jest jednoznaczne określanie narodowości wielu osób żyjących na przełomie XIX i XX wieku. W XIX wieku armia rosyjska byłą jedną z największych armii świata, rozlokowaną na olbrzymim terytorium Cesarstwa Rosyjskiego, znaczna jej część stacjonowała nad jego zachodnią granicą. Służący w niej żołnierze i oficerowie byli przedstawicielami prawie wszystkich narodowości zamieszkujących cesarstwo. Wśród nich było też wielu Polaków, którzy w wielonarodowej kadrze oficerskiej byli jedną z liczniejszych grup. Ich ilość nie była stała i była uzależniona od wielu czynników. Na przełomie XIX i XX wieku Polacy mogli stanowić około 5,4% składu rosyjskiego korpusu oficerskiego. Podanie dokładnej ich liczby jest utrudnione z powodu nieprecyzyjnych kryteriów, które stosuje się przy określeniu narodowości. Wśród nich można wymienić: brzmienie nazwiska, imienia, imienia ojca, miejsce urodzenia, wyznanie (przeważnie katolickie) lub ukończone szkoły. Dużą dozę pewności przy określeniu narodowości dają akta personalne (np. spis służby) przechowywane w archiwach (polskich i rosyjskich). Jednak wątpliwości pojawiają się w przypadku osób, które z różnych względów (np. podeszły wiek, śmierć, wyjazd do innego kraju niż Polska) po odzyskaniu niepodległości nie podjęły służby w Wojsku Polskim lub nie przyjechały do Polski. W tych przypadkach, przy określeniu narodowości pomocne są różnorodne druki urzędowe lub służbowe. Nieocenioną pomocą są wykazy oficerów sporządzane przez resort wojny lub władze administracyjne. Było one tworzone regularnie co roku, a niektóre nawet częściej. Jedno z podstawowych kryteriów stosowanych przy określaniu narodowości â kryterium wyznaniowe, jest niekiedy mylące. Dotyczy to szczególnie Polaków wyznań innych niż katolickie, np. protestantów, prawosławnych czy muzułmanów. Kryterium to zawodzi też w przypadku konwersji wyznaniowej badanych osób, czego ślady można niekiedy odnaleźć w dokumentach archiwalnych lub źródłach pamiętnikarskich. Wybierając karierę wojskową w armii rosyjskiej, Polacy kierowali się różnorodnymi motywami, jedni tradycją rodzinną, inni obowiązkiem służenia w przyszłości niepodległej Polsce. Najliczniejsza była jednak, jak się wydaje, grupa osób, którymi kierowały powody materialne. Zdobycie wykształcenia wojskowego odbywało się przeważnie na koszt państwa i powodowało odciążenie skromnych, nierzadko uszczuplonych przez represje popowstaniowe, budżetów domowych. Po ukończeniu szkoły wojskowej uzyskiwano pewną, choć nie najlżejszą, pracę, dającą stałe źródło utrzymania. Po upadku powstania styczniowego w armii rosyjskiej wprowadzono szereg przepisów ograniczających Polakom dostęp do objęcia określonych stanowisk służbowych w armii. Do grupy tej należały wyższe stanowiska dowódcze (np. dowódcy pułku, brygady, dywizji czy korpusu armijnego) i prawie wszystkie stanowiska sztabowe. Ograniczenia te obejmowały także dostęp do zdobycia pełnego (akademickiego) wykształcenia wojskowego oraz niektórych specjalności wojskowych. Według nich, katolicy (głównie Polacy) nie mogli być przyjmowani do Akademii Sztabu Generalnego (od 1864 r.) i Wojskowej Akademii Prawnej (od 1888 r.). Zgodnie z obowiązującymi przepisami, oficerów katolików lub oficerów żonatych z katoliczkami, obowiązywał tzw. "katolicki wakat", wynoszący 20% stanu osobowego oddziału wojskowego. Osoby, które nie mieściły się we wspomnianym âwakacieâ były przenoszone do innych jednostek..." |
nie i chuj.
|
No właśnie... Co z tym fantem zrobić?
Za komuny do szkół oficerskich (czy podoficerskich) szli ludzie trojakiego pokroju. Prowincjonalna "biedota" bez perspektyw, miejskie odpadki z niezdanych egzaminów na studia cywilne, garstka zadeklarowanych wojskowych i pozostały "element". Zasadniczo owi absolwenci byli poddani (i słusznie) ostracyzmowi społecznemu. Jedyne liczące się na rynku ówczesnych polskich uczelni były tylko dwie. WAT i WAM. Reszta im późniejsza komuna, pozyskiwała na studia coraz mierniejszy materiał ludzki. Przeżyłem te lata więc mam jakiś obraz ale wspominając w moim osobistym wątku poziom polskiej "edukacji" - nieustająco pikujący w dół, to skąd tak naprawdę mamy wiedzieć, jak f-cznie było przed i po rozbiorach...? Piszę tu o poziomie szkoły średniej co najmniej.... Przecież to jest jakiś dramat. Nie umiemy odpowiedzieć sobie na proste pytania (pomijam już brak czasami elementarnej wiedzy) z historii a co dopiero socjologiczno-społeczna rozkmina indywidualnych decyzji ludzi służących w obcych armiach, dorabiających się tam szarży generalskich? W jaki sposób, wedle jakich kryteriów rozliczać osoby, które te drogę przebyły? Może za dokonania? W końcu cytowany tu p. Mariusz Kulik analizuje sylwetki (dalej oczywista) braci Dowbor-Muśnickich a rola, jaką do odzyskania (orężem) niepodległości odegrał jeden z nich - przywódca Powstania Wielkopolskiego - jest bezdyskusyjna. Zasadniczo przecież cała kadra oficerska po odzyskaniu niepodległości służyła (dorabiała się stopni) w obcych armiach... Jestem konserwatywnym narodowcem, jednakowoż o zbyt małej wiedzy, by autorytatywnie wypowiadać się w temacie. Czuję się w obowiązku to sygnalizować a stanowisko moje w tym względzie jakoby naznacza postać Bronisława Grąbczewskiego. Postać niejednoznaczna, wymykająca się mojej definitywnie, całościowej ocenie. Z punktu widzenia dokonań eksploracyjnych pozostaje na moim topie. Zbliżamy się powoli do tych fragmentów jego biografii (autorstwa Adama Pleskaczyńskiego), które rozwiewają wszelkie w tym względzie wątpliwości. Bronisław Grąbczewski był postacią niezwykłą! |
|
Adam Pleskaczyński Podróże nieodkryte.
"...Grąbczewski jako ochotnik mógł sam wybrać jednostkę wojskową w której miał służyć. W tym czasie w Warszawie stacjonowały aż cztery prestiżowe pułki lejbgwardyjskie. Młody Grąbczewski wybrał jeden z nich, elitarny Lejb-Gwardyjski Keksholmski Pułk im. Cesarza Austriackiego. Po rocznej służbie, podczas której dał się poznać jako dobry żołnierz, i awansie na stopień starszego unteroficera, wstąpił w 1874 roku do dwuletniej Szkoły Junkrów Piechoty. To wówczas po raz pierwszy ujawniły się zainteresowania Grąbczewskiego dalekimi i egzotycznymi podróżami. W tym bowiem czasie do kolejnej wyprawy środkowoazjatyckiej przystąpił Mikołaj Przewalski, żywa legenda rosyjskiego podróżnictwa. W październiku 1874 roku zwrócił się on do swojego przyjaciela, I.L. Fatiejewa, wykładowcy w warszawskiej szkole junkrów (w której zresztą w poprzednich latach Przewalski uczył geografii), o wytypowanie jednego z junkrów, który na ochotnika i w celach niemerkantylnych mógłby wziąć udział w ekspedycji. Kandydatów było wielu, ale Fatiejew zarekomendował właśnie, Grąbczewskiego, który z wielkim entuzjazmem zapalił się do projektu. Ostatecznie jednak wybór Przewalskiego padł na kogoś zupełnie innego. Pierwsza próba wyjazdu do Azji Centralnej zakończyła się więc fiaskiem, ale niebawem przed Grąbczewskim pojawiła się kolejna szansa. W lipcu 1875 roku nasz dwudziestoletni bohater opuścił uczelnię i wrócił na krótko do swojego macierzystego pułku, aby w marcu następnego roku zostać skierowanym do 14. Turkiestańskiego Batalionu Liniowego w Taszkiencie. Według Bolesława Olszewicza, który znał osobiście Grąbczewskiego i działał z nim w Polskim Towarzystwie Geograficznym, miał to być jego własny wybór, aby nie stanąć przed koniecznością walki przeciwko swoim rodakom w okupowanej przez Rosjan Polsce. âWrodzony popęd do podróży (âŚ) oraz przykre strony służby wojskowej w mundurze rosyjskim, od którego stroniło społeczeństwo polskie, skłoniły Grąbczewskiego do wyjazdu na Wschód". Gdy tylko mianowany został oficerem (1875), natychmiast rozpoczął starania o przeniesienie go do Azji w obawie, aby go nie użyto przeciwko rodakom, co byłoby sprzeniewierzeniem się przysiędze, którą złożył ojcuâ. Tego typu starania wśród rosyjskich oficerów polskiego pochodzenia, którzy stacjonowali w Królestwie Polskim, były wcale nierzadkie. Wszystko jednak wskazuje, że w przypadku Grąbczewskiego równie ważnym motorem jego starań o przydział na dalekich południowych rubieżach Imperium była chęć przeżycia przygód i posmakowania prawdziwej egzotyki. Tak czy inaczej, Grąbczewski dopiął swego i w końcu trafił do Azji Środkowej, która na najbliższe dwadzieścia lat miała stać się jego domem..." |
Dzięki Bartkowi poznaję Adama Pleskaczyńskiego.
Konsultuję z nim dwa przygotowane szlaki i Adam nie ma uwag. Śmieje się, że do nic więcej nie potrzebuję, na pewno nigdy dotąd jeszcze niepublikowanych, reprintów oryginalnych map Grąbczewskiego. Tym niemniej dostaję je od Adama w prezencie, tuż przed wydaniem książki, która tu jest cytowana. https://i.ibb.co/sVLfYtF/DSC04822.jpg https://i.ibb.co/fHCJRHF/Oryginalne-mapy.jpg https://i.ibb.co/rfztfKR/Robimy-ten-zakres.jpg Skala 1:800 000. Nie wiele się z nich dowiesz ale na ruskich sztabówkach szlaki wytyczane przez Bronisława znalazły swoje odbicie 1:1. Jestem mega podekscytowany. Adam z Bartkiem otworzyli przede mną obszar niedostępny dla ludzi z ulicy i na pewno nie dla Maxa Cegielskiego. Adam silnie nas wspiera, reszta należy do nas. Przypadek, że wybrałem akurat szlaki z ekspedycji, z której dziennik opublikował zespół z Adamem Pleskaczyńskim. Same badania trwały... trzy lata. Rosjanie po raz pierwszy dopuścili Polaka do tajnych archiwów. Ich owocem - cytowana książka. Dla mniej zainteresowanego tematem osobnika może to być nudne ale ja już na tym etapie czułem się jak "eksplorator". Nie ważne, że papierowy. 10-tki godzin spędzone nad analizą, wybór tematu, teraz tylko zrealizować. |
Jeszcze tylko golfa zatankować i w drogę ...
|
Cha, cha... Faziku - coś mnie tknęło i przejrzałem cały wątek. Jeżeli mam go kontynuować, to potrzebuję podpowiedzi, o czym dopisać, bo chyba wszystko zostało powiedziane. Nie wiem, czy się wdawać w szczegóły?
Z jednej strony "pojechałbym" raz jeszcze, z drugiej - nie wiem teraz jak? Prawda jest taka, że była definitywna koncepcja zawieszenia działalności na kołek ale z perspektywy tego, co się wokoło dzieje nie mam ochoty dać zamknąć się w klatce. Niektórzy czytacze polemizowali z Tobą w kontekście Twojego podejścia do unii, życia za Odrą - a dzisiaj staje się to faktem u nas. Poza głównym nurtem wypływa opcja zdominowania rynku przez firmy państwowe i korporacje. Jeżeli dobije się małe i średnie firmy, pozostanie tylko drobna przedsiębiorczość czyli wypisz wymaluj PRL. Jeżeli chodzi o wyjazdy, to mamy paszporty ale granice są praktycznie zamknięte. Po świętach - ferie. Dzieci oszaleją ze szczęścia. Zamkną się w domach i będą tłukły w klawisze do woli. Na "ferie" nie wyjedziesz, chyba, że w podróż służbową. Ale dla tej formy agroturystyka jest wyłączona. Hotele nie ale te nas akurat nie bardzo interesują. Absurd goni absurd...? Nie, to te kajdany, o których pisałeś. Ta. Właśnie daliśmy się zamknąć w klatce i zasadniczo, to nie ma już wyjścia. Żadnego. Nie ma przewodnika, który bezpiecznie sprowadzi ekipę na właściwą ścieżkę. Łatwiej jest pozamykać wszystko niż podejmować trudne, na miarę epoki - decyzje. Przewidziano amputacje, te jednak tylko okaleczają. Czasami trzeba amputować. Tylko po amputacji dalej mamy żyć i się realizować. Żyjemy w chaosie amputacji, jak w szpitalu polowym. "Zabiegi" wykonywane coraz szybciej, coraz więcej. Produkujemy kalekie społeczeństwo. Te dzieci na e-lekcjach, zamknięte w czterech ścianach świetnie się realizują. Tylko, że życie normalnie nie toczy się w czterech ścianach... Czasy bękartów społecznych przed nami. Więc może nie będę pisał o tym, co było już, tylko o tym, co być może? Może jakimś psim swędem uda nam się kontynuować tę wyrypę w kolejnym sezonie? Może teraz zaczniemy ją sobie planować na papierze? Przygotowania potrafią być ekscytujące. Nawet jeżeli nam gówno z tego wyjdzie, może kto inny skorzysta? Ktoś bardziej śmiały, niezależny, mający charakter Bronisława Grąbczewskiego? O nim będę pisał dalej i planował nową wyrypę. Co Ty/Wy na to? |
Pisz Panie cokolwiek im mniej kumam tym bardziej mi się to podoba :-)
Wysłane z mojego SM-G973F przy użyciu Tapatalka |
Nie do końca o to mi się rozchodziło.
Twój głos, jak wołającego na puszczy. Doceniam. |
Padło w tekście Adama, że Grąbczewski poległ w castingu Przewalskiego.
Miast Grąbczewskiego, Przewalski wybrał na uczestnika wyprawy absolwenta gimnazjum, 18-letniego Fiedora Leontjewicza Ekłona. A co my wiemy o Przewalskim? Na początek takie małe ćwiczenie. Spróbujcie wymawiać: "przewalski" i "pszenica". Chodzi naturalnie o wydźwięk w waszych paszczach: "prz" i "psz". Zapraszam do wymowy. |
Musiałbym jak Demostenes lub Gustav K. lub Chuck N. najpierw żuć kamienie... potem już dalej leci Ży szczy i cecha
|
Otóż Rosjanie nie wymówią "prz".
W wikipedii dowiemy się o Przewalskim, czego się dowiemy. Czego innego zaś z opracowania Zbigniewa J. Wójcika z Komitetu Historii Nauki i Techniki PAN: Mikołaj Przewalski - Podróżnik. Np. za wiki: "...skierowany na kurs do Akademii Sztabu Generalnego, który ukończył w 1863 i na ochotnika zgłosił się do walki z powstaniem styczniowym...." Brzmi, jak brzmi - suche stwierdzenie, dość jednoznacznie stygmatyzuje. Co zaś Przewalski pisze w swojej Autobiografii? "...w maju zaproponowano wychowankom akademii, że jeśli kto życzy sobie, to może udać się do Polski na prawach drugiego rzędu*. Wśród innych i ja wyraziłem swoją zgodę, nie chciałem bowiem zdawać egzaminów wojskowych. Najpierw udałem się do Pułku Połockiego, który znałem w dawnym stanie,, bez jakichkolwiek zmian; starzy towarzysze broni spotkali mnie, jako Polaka, dość chłodno..." *egzaminy zaliczone ulgowo. W oczach p. Zbigniewa Przewalski rysuje się w nieco innych barwach niż te, którymi bywa malowany - jako Rosjanin. Punktem wyjścia dla niego była lista polskich nazw geograficznych skojarzonych z nazwiskami Polaków. Na tej liście nie było Przewalskiego. Opracowanie Wójcika jest interesujące, zresztą nawet pod względem czysto dydaktycznym. Podaję na zasadzie ciekawostki. Polecam też przy okazji polskie wydanie: Podróż po Kraju Ussuryjskim Przewalskiego - powiedzmy... Mikołaja. |
Adam Pleksaczyński Podróze nieodkryte.
"...Dalsze losy Grąbczewskiego wskazują, że z pełną determinacją dążył do zrealizowania swojego celu, jakim było uczestniczenie w egzotycznej podróży. Kiedy wiosną 1876 roku dotarł do Taszkientu, niemal z marszu został skierowany do udziału w wyprawie rosyjskiego poselstwa dyplomatycznego do Kaszgarii, rządzonej wówczas przez antychińskiego secesjonistę Jakuba-bek Baudaleta. Zważywszy na charakter młodego oficera, można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że przyłączenie się do ryzykownej eskapady wyszło z jego inicjatywy. Wyprawa wyruszyła z Taszkientu do Osz, a stamtąd w rejony fortu Gulcza, które nie były w pełni kontrolowane przez Rosjan: âNagle rozległa się salwa karabinowa. Kule zaczęły świtać ze wszystkich stronâ â wspominał po latach Grąbczewski. âPoseł, sztabs-kapitan Kuropatkin, został raniony w lewą rękę powyżej łokcia..." Mój koń padł jak piorunem rażony, bo dostał postrzał w sam środek łba. Nił Kuropatkin i Sunargułow wyszli cało. (âŚ) Pokazało się, że o jakieś 200-250 kroków od drogi, którą, gwarząc, jechaliśmy, była głęboka wyrwa suchego o tej porzestrumyka; w wyrwie ukryło się około 100 strzelców z watahy kipczaków (najbardziej wojowniczy szczep miejscowych Kirgizów) pod wodzą Mułły Hudaj Berdy (od Boga dany). Wataha, oczywiście, była dobrze poinformowana o przejeździe poselstwa, gdyż ukryła się tak dobrze w wyrwie, że ani my, ani dżygici, idący przodem w tumanach kurzu, nie zauważyli zasadzkiâ12. Po kilkugodzinnej walce na pomoc oblężonym Rosjanom przybyła odsiecz z Oszu, która uratowała życie członkom poselstwa i konwojującej obstawie. Po powrocie z niefortunnej misji dyplomatycznej Kuropatkin musiał udać się na leczenie i w październiku ponowił wyprawę, która tym razem szczęśliwie dotarła do Kaszgaru. W tym czasie Grąbczewski wrócił do jednostki, aby od lipca do końca września wziąć udział w słynnej wyprawie wojennej do Doliny Ałaju przeciwko zbuntowanym Kirgizom dowodzonym przez legendarną Kurmandżan-datkę*. Służył pod ppłk. Gardnerem dowodzącym tzw. kolumną gulczańską, w charakterze ordynansa płk. księcia Witgenszteina, który dowodził dwoma sotniami uralskich kozaków, oddziałem strzelców i rakiet. Wielkie przestrzenie, potężne góry i środkowoazjatycka przyroda zrobiły wielkie wrażenie na młodym człowieku żądnym przygód i poznania świata. Wówczas też zetknął się z ałajską ekspedycją wojskowo-naukową, w ramach której działali geodeci i topografowie przygotowujący mapę tych obszarów. Jest wielce prawdopodobne, że Grąbczewski obserwował ich prace i wpłynęło to na ukształtowanie jego zainteresowań tego typu działalnością..." *Kurmandżan Datka, nie od parady jej twarz zdobi banknot 50 somów. Więcej info o tej niezwykłej kobiecie: http://kirgiski.pl/2020/03/kurmandzan-datka/ |
Berlin. Spotkanie niemieckich afrykanerów.
- No i El wziął butlę z gazem a tego gazu starczyło ledwie na jedną herbatę. To jakiś nieodpowiedzialny gość. - To nic. Zanim zaparzył herbatę, zatarły się w jego Golfie łożyska w przednich piastach. Nie dojechaliśmy nawet do granicy z Litwą. I co?! Chyba nie jechaliście z nim dalej?! - Przejechał bez sprawnych hamulców cały Pamir. Jak?! - Nie hamował. |
|
Dzień dobry !
Ps. Reżyserowowi tego filma tej wycieczki dziękujmy za czas poświęcony przy stole rezyserowowskim i monterakim. Dzięki Śluza! |
Yes!👍
|
Czytał Bartosz Grąbczewski :)
|
Rewelacja !
W dupie mam te gory - to zrobilo mi dzien :) |
do widzenia.
|
do widzenia :)
|
Do....Widzenia
|
Gdzie te stemple i wizy jak paszport masz full? Pamiętasz awanturę na granicy kzh?
Będziesz zmieniać paszport w trasie jak Homery , a ja będę znowu po ambasadach latać ... |
jaki ładny Grunwald nam fundujesz :o
|
Zatem dzień dobry!
W wigilię Wigilii będziem kontynuić. Muszę się przekopać przez treści, by wiedzieć co i jak zmyślać. Dlaczego? Wczoraj zadzwonił do mnie Wąski i złożył spóźnione życzenia imieninowe. Zadzwonił też Karpiu i mówi: - Wcale nie żałuję. ?? - Że zapomniałem o twoich imieninach. :) Tak moi drodzy i tani. Za mało tu odsłon. Zdecydowanie za mało! |
Taaa jest,
Szefie Kolumny Transportowej! https://africatwin.com.pl/showpost.p...&postcount=240 Walczymy o pół miliona! Zatem do roboty... ...muszę jechać. P.S. Za tydzień, jak 8 lat temu - wybieg na stadion, na zapleczu Olivia Tower. Rany Julek... co to było dla mnie. Poproszę Strażnika Domowego (jak wtedy 31.12) by uwieczniła to w kilku kadrach albo lepiej... filmie. Tak wtedy zaczęła się fizycznie moja przygoda ze Szlakiem Grąbczewskiego. Zacząłem ją specjalnie dnia ostatniego Roku Pańskiego 2017. Po to, by w Nowy Rok wejść już w ogniu przygotowań. Po powrocie z roboty idę do piwnicy szukać raków, i w ogóle, pozostałego szpeju. Kyrie elejzon... co ja robię?! |
A może nie jest?
Reaktywacja? Kontynuacja? Ja was po prostu zabiorę w tę nową podróż. "Was" czyli tych, którzy z wielu powodów się na taką podróż sami nie zdecydują. Zabiorę was od początku, od samiuśkiego początku. Od momentu, kiedy mama z tatą się spotkali i teraz ty - nowo narodzony czytasz to, co piszę. Będziecie uczestniczyli w tworzeniu się pomysłu (tu i teraz), przygotowaniach i samej podróży. Pokażę wam, jak ja to robię od A do N. Odrobimy wspólnie lekcje po to, by uniknąć potencjalnych błędów. Poznacie wszystko od mojej kuchni. Trochę się będę spieszył, bo start już z początkiem kwietnia. Na razie nie zapinajcie pasów, niech nic was nie ogranicza. Moja załoga się właśnie konstytuuje. Są już ci, którzy przebierają kapciami, już dawno podpisali cyrograf. Sami, na siebie, z własnej nie przymuszonej woli. Tak sądzą. Nie wiedzą, że są niewolnikami dopaminy. Dosypałem im cukru do mięcha, podlałem marzeniami. - Cześć El!! Czołem Wąski. Wszystkiego najlepszego z okazji Świat Bożego Narodzenia. - El, pamiętałeś? Rany Julek, minęło kopę lat... Nie kopę tylko połowę kopy. Studia skończone? - Finiszuję ale przebieg wzorowy. To pięknie. Jest ze mną Mikołaj. - Mikołaj...? Ano. Ma dla ciebie prezent. - Ło Matko! Jaki?! Szlakiem Bronisława Grąbczewskiego 1889 - 2026. Dogrywka. Szefie! No! - Naprawdę pamiętałeś! Ja? Wąski oczadziałeś... Gdyby to ode mnie zależało, to... Szef Kolumny Transportowej postawił warunek. Bez Wąskiego nie jadę. Brałeś urlop zdrowotny? - Jeszcze nie. To będziesz od stycznia musiał. |
Zacznę tak trochę ni to z gruchy, ni z pietruchy...
https://i.ibb.co/WN1LXggP/PGM-1912-S...Pamir-72-1.jpg Arved Schultz Studia regionalne w Pamirze. Prace Hamburskiego Instytutu Kolonialnego. Tom XXXIII. (Seria C. Geografia, geologia, mineralogia, paleontologia).Hamburg1916 Na rzece Bartang od Śares do Kala-i-Wamar. „…Dolny bieg Ak-śu-Murgabu, Bartangu, tworzy najbardziej unikalną dolinę w całym Pamirze. Nieregularny bieg rzeki, która zazwyczaj podąża za łukami równikowych pasm górskich na południowym zachodzie, takich jak Gunt i górny bieg Pandż, oraz jej liczne, często zaledwie kilkukilometrowe zakręty i zakola, ujawniają trudności, jakie musi pokonać na swoim biegu”. Dolina Bartang jest niemal całkowicie odizolowana od świata zewnętrznego , a trudne połączenia między poszczególnymi, małymi wioskami położonymi na tarasach lub stożkach napływowych doprowadziły do rozwoju niezależnych społeczności o specyficznej, patriarchalnej administracji. Poza rosyjskimi topografami i geologiem Iwanowem w dawnych czasach, rosyjscy oficerowie rzadko przemierzali wąwóz. B.A. Fedczenko dotarł aż do wioski Czidczis w dolnym biegu i przekroczył odcinek od Shares do ujścia rzeki Kudary. Nie zachowały się jednak żadne godne uwagi opisy doliny Bartang. Przemierzyłem ją w górę rzeki w listopadzie 1909 roku, a w dół w grudniu 1911 roku. Górna część doliny Bartang, aż do ujścia do Marjanai w pobliżu Shares, opisana jest na stronie 88. W Pamirski-Post rzeka Murgab płynie na wysokości 3620 m n.p.m., w Shares na 2985 m n.p.m., a wpada do Pandż w Kala-i-Wamar na wysokości 1740 m n.p.m. Nachylenie wynosi zatem zaledwie 4 metry na kilometr w wewnętrznym Pamirze i 8 metrów na kilometr w peryferyjnym zachodnim Pamirze. Koryto rzeki jest dobrze zrównoważone, co pozwala na pokonywanie znacznych odległości w dół rzeki na tadżyckich tratwach futrzanych . Jednak rzeka Bartang jest często utrudniona przez wąskie, przypominające wąwozy wąwozy i strome odnogi doliny, gdzie jej wody się załamują, co wymaga przeprawy przez trudne przełęcze lub „owringen” (mosty). Ogólnie rzecz biorąc, wzdłuż Bartangu można wyróżnić szlak letni i zimowy. Pierwszy z nich zazwyczaj biegnie wysoko wzdłuż zboczy, zmuszony jest do pokonywania dużych objazdów i schodzi jedynie do małych wiosek u ujścia dopływów. Drugi biegnie głównie dnem doliny, ale często przekracza „owringen”. Konie można transportować tylko bez ładunku i często trzeba je spławiać przez rwący potok , który szaleje nawet zimą . Osady w górnej części doliny położone są na stożkach napływowych lub na starych dnach dolin, które szczególnie charakteryzują ten odcinek Wąwozu Bartang; w dolnej części znajdują się one głównie na stożkach napływowych, rzadziej na niskich tarasach. Podczas gdy większe pola umożliwiają również uprawę bardziej rozległych gruntów rolnych , przeważa rolnictwo, natomiast sadownictwo odgrywa rolę gospodarczą na małych stożkach napływowych w dolnym biegu. Tutaj morwy i morele są często jedynym pożywieniem dla Tadżyków latem. Według relacji starszego mieszkańca wsi (Min-bashi) Wachanu z 1911 r., wzdłuż rzeki Bartang leży zaledwie dwadzieścia cztery wsie z 250 gospodarstwami i populacją liczącą około 1500 osób... |
Przygotowania idą pełną parą.
Do końca roku cisza w eterze jednak, bo temat obszerny ale też i innee zadania przede mną do roku konca, bardziej egzystencjalne - czekają do wykonania. W każdym razie niebawem trza będzie trochę Wrublina poheftać. P.S. W ramach fizycznych przygotowań makowiec... wylądował w zamrażalniku. Przez kwartał muszę zrzucić jeszcze 15kg. Jem raz dziennie i ten poziom chcę zachować. |
A jednak...
3:46 - pobudka. Wczoraj pod wieczór dowiaduję się, że z początkiem lutego w Niemczech zabraknie gazu. Info pochodzi od świetnie poinformowanego inżyniera budownictwa bezpośrednio z Niemiec. Dokładniej z NRD. Tam ludzie są znakomicie poinformowani. Szkolił ich sam... ten sam, co panią Andżelę. Wieść ta rozchodzi się lotem błyskawicy w środowisku. Wynik jest jeden... Nikt nie będzie ryzykował. Inżynier przewidział w 2020-tym zagładę Bergamo. Tylko ja - głupi, notowałem wtedy... http://renowacjaposadzek.pl/blog/nag...ej-informacji/ a rok później: http://renowacjaposadzek.pl/blog/wir...ronie-po-roku/ Ja na szczęście jestem zwykłym, mało szkodliwym głupkiem. Niedokształconym szpecem od fikołków. 3:47 Siedzę na toalecie. 3:49 z powrotem w łóżku ale hormon stresu już działa. Jeden z tych cichych zabójców. Pan Kortyzol. Znam gościa znakomicie. Znają go dobrze (nie zawsze świadomie) ci, którzy się przejmują. Najgorsze, że on nam towarzyszy cały czas i jest potrzebny. Potrzebny ale doraźnie. Wybudza ciebie np. Mówi ci dzień dobry i tyle. Tyle go powinno być z ranka. Gorzej jak przyklei się do odbytu jak rzep psiego ogona albo kociego. Skoro gazu nie będzie, to nie będzie Szefa Kolumny Transportowej. On dużo gazu potrzebuje, by dojechać z Niemiec do PL. Fchuj tego gazu. Nie dojedzie. Ja to już wiem. Utknie gdzieś za Opolem. Przygotowania w toku a tu załoga zaczyna mieć wątpliwości... Rozdzwoniły się telefony, ostatni po 22-giej. Obejrzałem jeszcze ten psychodeliczny obraz dokumentalny autorstwa w 1/4 Rosjanki. W sensie krwi. Wyobraźcie sobie dzisiejsze pokolenie obywateli NRD. Kiedy Wzgórza Seelow padły, dzielni bojcy zza wschodu wzięli odwet na setkach tysięcy przyszłych, enerdowskich matek. Co o tym sądzi dzisiejsze pokolenie tego demograficznego wyżu? To samo, co dzisiejszy marszałek z Wiejskiej. Ogólnie autorka dużo pier... o Rosji. Nigdy w niej nie była i uważa, że internet wystarczy. W sumie to bez znaczenia, bo żeby poznać Rosję, trzeba by tam długo pomieszkać. Są oczywiście kanały Polaków, które Rosję prezentują ale to jest... Kabaret. Owszem, sporo ciekawych, aktualnych informacji tylko wiecie. ja to pamiętam za komuny. ORMO czuwa. Pater też kilka razy przemierzył Rosję i wie tyle, co ja. Dlaczego nie warto pić z Rosjanami wódki. Wystarczy sprawdzić, co zobaczył poza radziecką prowincją. Są też kanały polskie (poza panią Andromedą), które gorąco zajmują się Rosją jak Kremlinka. Niestety... Chwilami to tak tępa propaganda, że to młyn na wodę dla pana inżyniera. No bo przecież oni od czterech lat wieszczą upadek Rosji a ta ciągle nie "na kolanach". Jeżdżąc rowerem nad Wieprzę dwa razy zabrałem ze sobą do czytania: Drogą długą jak Rosja - autorstwa królowej reportażu. Nie dałem rady. Kiedyś dałem. No więc sprawa jest poważna. 3:49 rewiduję plany. 3:50 plany są zrewidowane. Skoro mam jechać sam... To nie pojadę ani Lublinem ani Golfem 2. 4:12 Odkopuję stary, zapomniany projekt. Projekt: Głupi Wf-Man. https://i.ibb.co/Dfc0QTmX/G-upi-wf-man-2.jpg https://i.ibb.co/fz1SHWFs/G-upi-wf-man.jpg https://i.ibb.co/FbRGvz3j/DSC00358.jpg https://i.ibb.co/tpjM6cBS/DSC00360.jpg https://i.ibb.co/S7MBRS82/DSC00364.jpg 4:15 Nie pojadę sam. Pojadę ze Strażnikiem Domowym. By to zrobić i nie zginąć, po cichutku robię sobie pierwszą kawę o 4:16. 5:40 odpalam kocioł. 6:50 wyłączam. https://i.ibb.co/67w96bQL/IMG-20251228-064543.jpg Starzejemy się. Kiedy Europa staje (początek lutego) w ogniu energetycznego kryzysu ja kopcę gazem do 15,5st... Kotłem sterujemy ręcznie. Fizycznie musisz podejść i "napalić". Po osiągnięciu zadanej temp. (sobie) - ręcznie wyłączamy. trochę czasu mi zajęło jak ustawić programator, by jego zegar "zatrzymać" ale jakoś głupi Wf-man trafił w tę funkcję. W sumie, to dziękuję Niemcom za ich energetyczną inicjatywę. Znowu będę pionierem. Skundliłem Lublina reduktorem z Wolfa. W 2018-tym nie było Lublina w ogóle w systemie poradzieckiej obsługi celnej. Wyszło, że my z tym Lublinem pioniery były. Teraz dwuosobowe Aro z tczewską skrzynią dla odmiany. Aro 4x4. Wspaniały projekt, który nie wszedł do produkcji ale... prototyp jest. Znowu pionierski... 7:15 Zweryfikowana trasa. Strażnik Domowy ma swoja aklimatyzacyjną granicę. Zatem nie wiem czy Szlakiem Grąbczewskiego, to dobre miejsce do ciągnięcia dalej tematu tym bardziej, że Rosji po drodze nie będzie. Będzie Tadżykistan ale alternatywną, piękną drogą południową. Przy okazji trasę wstawię ze scenariuszem. W połowie lutego. A teraz skupię się ponownie na toalecie i na pracy, która mnie dzisiaj czeka. P.S. Z tym pół milionem odsłon to oczywista żartowałem. Możliwe, że wątek do tylu dociągnie ale z prozaicznego powodu. Z powodu mowy nienawiści. Przed państwem Wf-Man. https://i.ibb.co/xqSqKjC7/Wf-Man.jpg Do poczytania albo i nie. |
Doprecyzuje fakty dla wszechwiedzącego wuefisty.
Nie utknę nigdzie bo nawet nie wyjadę z domu. Ekonomistom coś nie wyszlo i pomyliło im się kto miał iść na kolana. Aby starczyło nam gazu, zamykają przemysł gazochlonny i roboty brak. Elektryfikacja gazu bije rekordy bo w zimie słońca i wiatru brak. Jeszcze Putina tu nie było, a szorujemy ryjem w kałuży i wysadzamy działające elektrownie atomowe w powietrze , aby nie wpadły w ręce wroga. Równolegle zamykamy przemysł, aby też wróg z niego nie korzystał. Kacap polegnie że śmiechu jak tu wjedzie, bo nie będzie mieć nic do bombardowania. Ot, taka nowa taktyka idiotów. Roboty nie mam na styczeń w ogóle, mój rolnik hoduje zoo bo miesa nikt nie kupuje, harvestery stoją bo drewna nikt nie kupuje. Mój szef harvesterowy ma.w styczniu zlecenie aby szukać robaków w lesie. Na wyznaczonych miejscach trzeba odkryc glebę i policzyć robaki. 2000 próbek do zrobienia. Będzie nas 6 do tej roboty, więc będzie na waciki. Byle nie zdechnąć, to moje marzenie na 2026. Utknięcie mi nie grozi. A rusek w Seelow nie wyrządził tyle szkód w NRD, ile kochany zachód swoimi zakazami i socjalami w 90 latach. |
Od 20:00. I tyle w temacie. Spełnienia marzeń w 2026. Obyś go szczęśliwie przeżył w NRD, nie marnując potencjału na naprawianie świata. |
Znam ten film i miejsce bitwy w Seelow zwiedziłem całe.
Rzut beretem odemnie, była najkrwawszą bitwa dla Niemców w 1945r, o której mało kto wie, bo już się toczyła bitwa o Berlin i często ja do niej zaliczają. Seelow był przedsionkiem do piekła. https://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Halbe Świata , który chce mnie dobić nie zamierzam nawet sekundy naprawiać. Jeszcze nie oszalałem. Mój świat się kończy na granicy mojej wsi i ani metra dalej. Za życzenia na nowy rok dziękuję. |
Chodziło o porównanie.
Operacja, o której piszesz/linkujesz miała miejsce po bitwie o Wzgórza. To Żukow miał zdobyć Berlin. Wzgórza na odcinku 5 km zostały przeorane w niewyobrażalny sposób. Twoje porównanie jest nie na miejscu. Szczytem ignorancji. W wątku o starych motocyklach napisałeś jasno, co za kołnierzem Twoim siedzi. Strzelasz do mnie działami, zarzucając mi budowniczą ignorancję. Ja mam już za sobą pół roku studiów na Uniwersytecie Collegium Tumanum. Studiuję zaocznie. W przeciwieństwie do Sutryków czy innych Hołowni robię te studia sumiennie. W stylu pana Hondy. Studiuję tylko to, co jest mi potrzebne. Mam praktykę, której doświadcza może kilka procent studentów Budownictwa Lądowego. Ja jestem łatwym celem. Na razie. Można mnie kopać z każdej strony. Ekstra przechodzę proces resocjalizacji. Ale mam to coś, co ma znowu kilka procent takich pedałów jak ja. Bytuję w równoległych przestrzeniach. Mało tego. Potrafię wymyśleć historię, śniąc na jawie. W moim przypadku, to już tylko mały krok od realizacji. I jeszcze coś ciekawszego... To, o czym śnię, później przytrafia mi się na wyrypie. Nie ważne - daleko czy blisko od domu. W tym wątku pisałem o Afryce. O mojej Afryce, której nigdy nie było. To piękny epizod. Nawet Czosnek się nabrał. Przecież ja siebie w nim uśmierciłem! Ta opowieść (moja Afryka) jest genialna. By sam siebie w niej uwiarygodnić, zbierałem dane o regionie, który miałem zaliczyć. I co...? Jechałem przez Afrykę, że hej! Dojechałem do Nigru. Zaraz potem w drodze do Nigru porwano syna mojego (dzisiaj) serdecznego kumpla. Gdybym opisał mój udział w procesie odbicia chłopaka... Doskonały scenariusz na kolejnego Bonda. Naszego Bonda - Pana Samochodzika. Ja byłem tylko pisarzem, autorem częściowego scenariusza. W jednym z "odcinków" na ratunek rusza m.in. dyrektor muzeum archeologicznego. Załatwiałeś wizy Fazik. Tajne raporty dyrektora, do których miałem dostęp to drugi, doskonały scenariusz, tym razem na film szpiegowski. Jeden z najlepszych analityków tego regionu mało przez nas nie stracił pracy. Działaliśmy lepiej niż polskie służby dedykowane do tej roli. Minimalny okres uwolnienia w takiej sytuacji porwanego, to 2 lata. Nam się udało w dwa... m-ce. Jak już forum będzie zdychać, to wrzucę nieco faktów. Mam nadzieję, że nie tak szybko:) Po tej akcji może łatwiej będzie uwierzyć w moje "spotkanie" z głównym naczelnikiem KGB Tadżykistanu w 2007, kiedy "rozwaliłem mentalnie" chłopa podczas audiencji w Duszanbe. Bylismy w trudnej sytuacji, zagrożeni karą 400$/na łeb. Skończyło się tylko na misiu w paszporcie, co i tak nie przeszkodziło mi rok później ponownie wjechać do TJK. Wymieniłem paszport, stary zachowałem. Kiedyś wstawiałem fotę z misiem, teraz mam to gdzieś. Za dwa tygodnie kończę 63 lata... 3/4 aktywnego życia za mną, z potężnym bagażem doświadczeń. Nabawiłem się alergii. Z własnej winy. Alergii na kilku osobników. Dzisiaj piszę czytelnie: na chuj mi to było? Mój majowy reset, to taki przewrót Piłsudskiego. Tylko ja nie zamierzam nikogo zamykać w obozie koncentracyjnym i nie zamierzam być Piłsudskim. Ba... nie chcę. Jeszcze zdarza mi się odlecieć bo alergia powraca czasami. Na szczęście mam wnuki. Rozwalił mnie najmłodszy ostatnio. Ja nie mam ręki do takich małych szkrabów ale na Wigilii wziąłem go na ręce i pokazałem globus. Taki duży. Potem dzwoneczki na choince. Bawiliśmy się setnie. Dzień później, w Pierwszy Dzień Świąt wizytowaliśmy Juniora z rodziną. Dwie babcie wołają: - No, Mikołaj, choć do nas:) Mikołaj podreptał do... Tak, że ten. Wrócę tu w połowie lutego. |
Cytat:
|
Ojtam od razu w niewyobrażalny. Zwykłe petardy sylwestrowe były na Seelow, jeśli ktoś widział na własne oczy to i teren dookoła.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Krater_Lochnagar Ale rozumiem, seelow robi wrażenie. Szczytem mojej ignorancji bylo, że na Seelow wybito 3 a nawet 4 razy mniej Niemców niż obok mnie. Ot, taka mała ale znacząca różnica. |
Cytat:
Jego autorska piosenka... ...niech uwolni mnie od dalszych odpowiedzi;) |
Ja też uwielbiam od lat wykonania Andrzeja:) a znam go od dziecka praktycznie.
Zawsze jak brał gitarę do ręki to jakimś cudem w 10 osobowym namiocie mieścili się wszyscy z całego obozu żeglarskiego :) |
Bąblu zmartwiłeś mnie , liczyłem że napiszesz że była tam Dominika :)
|
| Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 01:49. |
Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.