![]() |
8 Załącznik(ów)
Mam zaznaczone jakieś świątynie. Może nie są jakieś imponujących rozmiarów, ale nadrabiają wnętrzami. Tajwan ślicznie łączy to, z jednej strony świątynia, z drugiej strony nowoczesne miasto. Wszystko gęsto upchane , wymieszane.
Załącznik 147900 Załącznik 147901 Załącznik 147902 Załącznik 147903 Przed zachodem słońca wybieramy się na słynny punkt widokowy. Na panoramę miasta z widokiem na słynny wieżowiec. Na ścieżkę w lesie idzie dość duża liczba turystów. Szlak w parku to tysiące kamiennych schodów. Wyjście jest naprawdę ostre. Ale wieczorne widoki nagradzają trud podejścia. Załącznik 147904 Załącznik 147905 Włóczymy się z kolegą po wieczornym Taipei. Znajdujemy jeszcze największy nocny targ. Ale ilość ludzi przytłacza. Jest sobota. Tłumy. Szkoda że jutro ostatni dzień na Tajwanie. Załącznik 147906 Załącznik 147907 |
5 Załącznik(ów)
Dzień 10.
Pakowanie. Opuszczam pokój, nocleg był dobry hotel był cichy i komfortowy. Mała powierzchnia pokoju nie przeszkadzała w niczym. I tak tutaj nie siedziałem tylko spałem. Sniadania tez bardzo dobre. Szwedzki stół. Do wyboru do koloru. Royal Jade Butiqe. Wszytsko ok tylko trzeba wiedzieć w jakie numery lini komunikacji autobusowej wsiadać . Plan na dziś jest taki. Zwiedzam miasto a wieczorem odlot do Europy. Wylot samolotu jest o 23 :00 w nocy. Mam cały dzień jeszcze na Tajpej. Linią metra Docieram do centrum. Obok głównego dworca jest przechowalnia bagażu. Nie żaden automat i szafa tylko prawdziwa przechowalnia z ludźmi. Zostawiam torbę motocyklową a z plecaczkiem ruszam na miasto. Pierwszy punkt programu to kolej linowa na wzgórze nad miastem. Docieram tam żółtą linią metra, choć to nie jest metro podziemne tylko naziemna kolejka. Niby to jest stare ale dosyć futurystyczne. Wagoniki są autonomiczne. To znaczy się nie ma człowieka który tym kieruje tylko kieruje tym pewnie komputer albo osoba zdalnie. Sam przejazd tą kolejką to już jest atrakcja. Załącznik 147908 Załącznik 147909 Wyjazd kolejką gondolową na szczyt jest zawarty w cenie karty turystycznej. Pogoda dopisuje widoki dopisują. Kolejka ma cztery przystanki i fajnie to jest zrobione że można wysiadać pomiędzy pierwszym a końcowym. O ile z rana ludzi było mało, to na powrocie ustawiła się już gigantyczna kolejka do tej atrakcji. Jest niedziela po prostu przyjechali turyści. O ile ja z rana stałem w 15 minutowej kolejce, to teraz przed południem kolejka jest chyba na półtorej godziny. Załącznik 147912 Załącznik 147910 Załącznik 147911 |
6 Załącznik(ów)
Taipei mnie urzeka. Ten ostatni dzień to chyba zrobiłem jakiś rekord kroków na krokomierzu w telefonie. Z jednej strony miasto jest nowoczesne z wielkimi wieżowcami, z drugiej strony stary świątynie, z trzeciej strony stare betonowe budynki. To wszystko jest fajnie wymieszane. Miasto jest czyste. Miasto jest bezpieczne. Miasto jest łatwe w obsłudze. Na pierwszy raz w Azji jak znalazł.
Załącznik 147913 Załącznik 147914 Załącznik 147915 Załącznik 147916 Załącznik 147917 Załącznik 147918 |
3 Załącznik(ów)
Odbieram bagaż z dworca. Rozlewa się kompletnie. Ale jest ciepło. Zresztą teraz do nocy to juz będę w budynkach. Ostatnie pozegnanie z dworcem. I siadam w linię metra prowadzącą do lotniska.
Załącznik 147919 Na lotnisku jest taka fajna płaskorzeźba. To był dobry wypad. Raz na dekadę można jechać na drugą stronę świata. Załącznik 147920 Idę jeszcze coś zjeść. Ale jestem tak zestresowany odlotem ze nie mogę tego dojeść. Mam lęk że nie zdążę na odlot. A przecie mam jeszcze trzy godziny. Lotnisko jest małe, więc tu nie ma raczej mozliwośći aby cos poszło nie tak. Załącznik 147921 Nadaję bagaź. Oczywiście tylko ja wyglądam inaczej. Tani plecak i stara torba motocyklowa zamiast pięknych walizek. Miła obsługa. Mówię ze super był wyjazd. Super spędzony tutaj czas na Taiwanie. Chłopaczek się uśmiecha i mówi ze mi zmieni w systemie miejsce. Dostaję miejsce przy oknie zamiast na chybił trafił. Fajnie, bedzie sie lepiej drzemać z głową opartą o ścianę :) No to wracamy. Jakoś o 6 rano będę lądował w Wiedniu. |
1 Załącznik(ów)
Dzień 11.
Wiedeń. Dramat. 0 stopni. Deszcz ze śniegiem. Szaruga. Lądujemy 7 rano. Poniedziałek. Czas start. O godzinie 22 zaczynam pracę na nocną zmianę. :D Kontrola paszportowa jak po maśle. I jedynie czekanie na bagaż. Chyba 40 minut.. No Dobra trzeba wrócić do Polski. Spotykam kilku Polaków co też lecieli tym samolotem, ale oni czekają na samolot do Warszawy. Ja muszę dostać się do Bratysławy. Te 40 km drogi to patologia. Idę na przystanek autobusowy i sprawdzam odjazdy. Flixbus jeździ co 30 minut ale nie jedzie na dworzec kolejowy. Druga linia slowaklines jeździ przez dworzec kolejowy, ale w moich godzinach porannych omija ten przystanek. Patologia. Kupuję bilet na flixbusa do centrum. Z centrum jest półtora kilometra do dworca to czymś tam podjadę. Marznę na tym przystanku bo autobus i tak się spóźnia. Dobra jadę do Bratysławy. Wysiadam w centrum przy tym wielkim moście przy centrum przesiadkowym . Odpalam Google i patrzę za czymś co jedzie do dworca kolejowego. Piździ i zimno to nie będę szedł pieszo 45 minut. Jestem w czarnej dupie bo stąd nic nie jedzie do dworca. Muszę przejść 500 m żeby dojść do jakiegoś tramwaju. Patologia. Kupuję bilet w automacie i wsiadam do tramwaju. Nie wiem czemu mam wrażenie że jadę w złą stronę. Patologia. Ok, tramwaj jedzie dziwną drogą ale jedzie w stronę Dworca. Według moich obliczeń mam 30 minut aby zdążyć na ekspres do Zyliny. Tramwaj jest stary. Głośny i wolny. Ale dociera do dworca kolejowego. Dworzec kolejowy wita mnie brudem, zapachem szczyn i zimnicą. Jestesmy sto lat w tyle za Tajwanem. Idę do kasy kupić bilet na pociąg. Żeby było prościej to robię zrzut ekranu rozkładu jazdy słowackiej strony koleji. Czyli z Bratysławy do Żyliny Express. Przesiadka w Żylinie na pośpieszny do Ostravy. Z Czadcy pociąg do Skalitego. A ze Skalite szynobus do Zwardonia. Kasjer ma wszystko pod ręką tylko ma mi sprzedać taki bilet. Ale coś mu to nie idzie i się strasznie mota patrzy na mój telefon i coś się mota i mota. W końcu sprzedaje mi bilet. Myślałem że zjem coś ciepłego na dworcu ale pociąg odjeżdża za kilka minut więc kupuję Jeszcze tylko jakieś kanapki i kofole do picia. Dobra No to lecimy. Ekspres do żyliny ma jakiś postój po drodze, i cały Mój misterny plan w pizdu. Zilina. Jestem z opóźnieniem i pociąg do Czadcy oczywiście nie czekał. Patrzą na rozkład jazdy w telefonie, no będę trochę później, jak nic godzina czekania. Ale patrzę na rozkład jazdy na dworcu na ścianie i widzę że za kilka minut mam odjazd do Skalitego. Po prostu koleje słowackie to patologia i rozkład na internecie nie pokrywa się z rozkładem kolejowym w rzeczywistości. Temu kasjer się motał i nie umiał mi sprzedać na mój na moją rozpiskę w telefonie, patologia, jadę pociągiem do stacji Skalite to jest kilka kilometrów przed granicą Zwardonia. Telefonicznie kontaktuje się z Polską i proszę kolegę aby przyjechał do mnie pod granicą. Według planu dotrę do domu na godzinę 15. Dora. Koniec wyprawy. Ale piździ... Snieg... Patologia.... Czekamy na wiosnę... Załącznik 147922 |
Bardzo ciekawy kierunek.
Dzięki za relację :Thumbs_Up: |
Dzięki filozof za fajną relacje.
|
Dzięki, miło było polecieć z Tobą do Tajwanu!
Choć, pamiętam Twoje dawniejsze relacje z podróży, znacznie bardziej oszczędne w słowach niż ta. Rozpisałeś się nam się tu:) |
Cytat:
|
Cytat:
Ja się nie rozpisałem. :) Dyktowałem do telefonu i przekształcanie tego na tekst w automacie. Ale słabo to działa. I tak trzeba dokonywać dużej korekty tekstu. :dizzy: |
| Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 10:04. |
Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.