![]() |
Po 7u latach nieobecności, miałem w tym roku podobne wrażenia. Tempo podobne jak 20 lat temu w Rumunii. Teraz Rumunia specjalnie nie odstaje od tego co mamy u siebie, czego też życzę Ukrainie.
|
Cytat:
pozdrawiam trolik |
Siódmy dzień, 21 sierpnia. Płaskowyż Somes.
https://lh3.googleusercontent.com/pw...-gm?authuser=0 Rumunia jest niewiele mniejsza obszarowo od Polski. Ludności jest jakoś połowa tego co u nas, więc naprawdę jest gdzie jeździć:-). Wystarczy zjechać z asfaltu gdziekolwiek i już jesteś w motorkowym raju:-). Tak przynajmniej było z nami. Płaskowyż Somes jest rzadko zaludnionym i skąpo zalesionym obszarem pokrytym łąkami i pastwiskami. Jest to super teren do motorkowania - masz widoczki w każdą stronę, nikomu nie przeszkadzasz, nikt nie przeszkadza tobie. https://lh3.googleusercontent.com/pw...-gm?authuser=0 Po pobudce jak zwykle poranny rytuał i ruszamy w drogę. Był to właściwie cały dzień pięknej, spokojnej jazdy w oceanie zieleni. Od czasu do czasu przecinaliśmy jakąś asfaltową drogę, zjeżdżaliśmy do wsi położonej w środku niczego. Było mi dobrze! https://lh3.googleusercontent.com/pw...-gm?authuser=0 Było mi tak dobrze, że podczas zjazdu do jednej z wiosek przegapiłem ostry zakręt, na którym znajdowała się łacha piachu. Chwila nieuwagi i bum!:-). Na szczęscie obyło się bez strat. https://lh3.googleusercontent.com/pw...-gm?authuser=0 Nauka jest taka, że prawa fizyki działają nawet w motorkowym raju!:-). Jedziemy dalej https://lh3.googleusercontent.com/pw...-gm?authuser=0 https://lh3.googleusercontent.com/pw...-gm?authuser=0 Prognoza pogody dawała opad w nocy i przez większośc nastepnego dnia. Postanowiliśmy w związku z tym zanocować pod dachem w Kluż Napoka. Zanim tam jednak dojechaliśmy byłem zmuszony zmagać się z kolejnym zonkiem:-). Na szczęście do szinmontażu było może z kilometr jazdy więc spokojnie dojechałem na flaku. To był piekny dzień! |
9ty dzień, 23 sierpnia. Góry Apuseni i Rusca Poiana
https://lh3.googleusercontent.com/pw...-gm?authuser=0 Prognoza się sprawdziła i deszcz rzeczywiście padał przez większość dnia. Mielimy czas na małe pranie, odpoczynek i takie tam inne drobiazgi. Następnego dnia ruszyliśmy dalej na południe i kawałek za Kluż wjechaliśmy już w teren. Było całkiem przyjemnie. Góry Apuseni podobne są do Beskidu Niskiego. Może jest tam troszkę mniej lasów, ale za to w niższych partiach nie ma przypadkowo rozrzuconych domostw i zagród. Dominują łąki, pastwiska i fajne polne drogi:-) https://lh3.googleusercontent.com/pw...-gm?authuser=0 Po przejechaniu jakiejś większej drogi wszystko się zmieniło i wjechaliśmy w góry typu bieszczadzkiego - zdecydowanie bardzie strome podjazdy w lesie, a u góry witały nas piekne połoniny. Po wczorajszych opadach zostało jeszcze trochę błota i nasze jodełki trochę słabo radziły sobie z przyczepnością na stromych podjazdach, ale jakoś dawaliśmy radę. Po zjeździe z jednej z połonin czekała nas nagroda https://lh3.googleusercontent.com/pw...-gm?authuser=0 Po obiadku wychodząc ze schroniska usłyszeliśmy szlachetny pomruk - trzej rycerze z południa Polski na błyszczących ktm 890 również zatrzymali się tutaj na tankowanie brzuszków. Nasze wysłużone, upierdolone w błocie osiołki wyglądały przy tych bestiach nieco passe, ale coż tam - może jeździmy powoli, ale więcej widzimy:-). Okazało się, żę chłopaki jechali na jakiś zlot kateemiarzy czy cos. Narzekali, że nie mogą znaleźć ofrołdu...jprdl:-) Zjazd z góry zajął nam chyba ze dwie godziny. Na szczęscie pogoda zaczęła się poprawiać i do tego znaleźliśmy piękny nocleg na skraju lasu To był super dzionek! |
10ty dzień, 24 sierpnia. Piękny ofrołd w górach Rusca Poiana.
https://lh3.googleusercontent.com/pw...-gm?authuser=0 Wyspaliśmy się w tym lesie całkiem dobrze, a co ważniejsze na namiotach nie było rosy więc w miarę szybko zebraliśmy się do dalszej jazdy. Jazda asfaltem nie trwała zbyt długo - może po kilometrze od biwaku byliśmy już w lesie po drugiej stronie drogi i powoli wspinaliśmy się w górę szutrową drogą biegnącą wzdłuż wartko płynącego strumienia. Poprzednie dni z wyjątkiem wjazdu na Krasną były całkiem spoko pod względem trudności - dałbym może 4/10. Dzisiaj miało się to zmienić:-). Zaczęło robić się coraz bardziej stromo, miejsce szutru zajęły głębokie leśne koleiny. Czasami trzeba było naprawdę pogłówkować żeby wybrać właściwy tor jazdy. Ostatni odcinek przed połoniną był naprawdę trudny - ostatnie kilka kilometrów było naprawdę stromo, a podjazdu nie ułatwiała mokra gleba zalegajaca na drodze. Tak czy owak w końcu bohatersko pokonaliśmy trudności no i pyk!:) Będąc na tej połoninie dopiero zajarzyłem na jakim zadupiu jesteśmy! Jechaliśmy do tego miejsca około godziny przez las, wkoło widać tylko lasy i górki...no miodek po prostu! https://lh3.googleusercontent.com/pw...-gm?authuser=0 Po wjeździe na połoniny czekała nas niemiła niespodzianka - nie wiem jakim cudem natura to stworzyła, ale między połoninami była taka jakby niecka położona w lesie. Do tej niecki spływała woda z połonin, a środkiem niecki biegła droga...:-). Po około kilometrze łatwej jazdy w głębszych lub płytszych kałuzach zaczęło robić się wesoło - kałuże miały do pół metra glębokości, a na ich dnie spoczywała gruba warstwa mułu. Przejechanie tego polegało na zamknięciu oczu i odkreceniu manetki:-). Pech chciał, że przy podjeździe do najgłębszej kałuży zobaczyłem po drugiej stronie niemieckich wojowników w porządnie zrobionych gelendach:-). Wojownicy zastanawiali się właśnie, czy warto brudzić błyszczący lakier w tej kałuży.... Widać było, że ta kałuża jest największa i najgłębsza ze wszystkich...Niemcy patrzyli... No cóż, nabrałem powietrza do płuc na wypadek nurkowania, zamknąłem oczy, odkreciłem manetkę i fru!:-). Jakimś cudem nie utonąłem :-). Za mną Wojtek zrobił podobnie! Zuch! Pokazaliśmy Niemcom!:-) Dalsza część tego dnia to był po prostu raj. Najpierw zjazd stromym, ale porządnym szutrem w lesie - piękne widoki. Potem mała wioska, w której nie stety nie było jedzenia. Z wioski wjechalismy prosto do raju! Nie wiem jak to opisać - właściwie nie było to nic nadzwyczajnego, ale być może wcześniejsza walka na stromiźnie i później w kałużach spowodowała, że ten spokojny odcinek szutru w pięknej okolicy, z błękitnym lekko zachmurzonym niebem dał mi mnóstwo radosci. Właśnie w tej chwili pisząc to przenoszę się w tamto miejsce i znowu czuję tę radość! Pół godziny póżniej udało nam się znaleźć jedzenie i po dalszej godzinie jazdy zaparkowaliśmy motorki u podnóża kolejnych górek:-) https://lh3.googleusercontent.com/pw...-gm?authuser=0 |
Ale tak w bajoro koleiną? A jak tam leży pod wodą jaka kłoda. Nie lepiej objechać bokiem?
Btw jak z Poiana Rusca zagieli byście w drugą stronę to dopiero był by ubaw. |
Trolik :Thumbs_Up::)
|
Cytat:
pozdrawiam trolik |
Czy widzisz zmiany, o których pisało w zeszłym roku sporo osób, które odwiedziły Rumunię, czyli postępującą komercjalizacje i ograniczanie dostępu do jazdy off?
|
Cytat:
pozdrawiam trolik |
Cytat:
pozdrawiam trolik |
Cytat:
pozdrawiam troik |
Mój błąd lokalizacji, zasugerowałem się nazwą.
Poiana Russca znam jako mała wioskę i sztuczne jezioro ok 40, może 50 km na południe od Otelu Rosu (w okolicach którego na oko nocowaliscie). Opodal jest wspaniały punkt widokowy (Cozia) i wylot w niezapomniane wyrypy. Co do ograniczeń w Rumunii. Generalnie dotyczą obszarów chronionych i jazdy na kreche. Fakt, w ciągu 20 lat zakazów bardzo przybyło i pojawiła się niechęć do ryjących na liściach, szczególnie tam gdzie to się dzieje od dawna. Na uboczu znanych tras/miejscówek i w odleglych zadupiach niechęci jeszcze nie widzę. |
Cytat:
pozdrawiam trolik |
1 Załącznik(ów)
Pozwolę sobie więc na drobny spoiler:
Załącznik 148006 |
Cytat:
|
Cytat:
pozdrawiam trolik |
1 Załącznik(ów)
Załącznik 148025
Twoją zabawką ciężko będzie. Z drugiej strony, lata temu, ci i owi pakowali się aframi na Tarcu. |
Po tych i owych byli tez inni Aficami i to nie raz na Tarcu, ale to były czasy gdzie nikt nic nie planował i analizował tylko dzida . W zeszłym roku wjechałem tam rowerem, jak sądzisz czym było łatwiej ? :haha2:
|
Cytat:
pozdrawiam trolik |
Pięknie, qrwa, pięknie, ale życie nie takie proste.
Na Rune wjedziesz supersportem. Na pobliską Ostrą trudno po 60tce endurakiem, bardzo trudno duałem. Ale jak kierownik z sercem i napięciem da się. Generalnie każda góra inna ale wszystkie równie kuszące. Adam? Elektrykiem czy na korbach? Manuala łatwiej można wynieść po luźnych kamulach :haha2: Any way, ciągle żałuję, że nie zabrałem się z wami do Poiany w 2018. |
11ty dzień, 25 sierpnia. Pot i łzy, na szczęście bez krwi:-)
https://lh3.googleusercontent.com/pw...-gm?authuser=0 Rano było tak: https://lh3.googleusercontent.com/pw...-gm?authuser=0 Fanie się wyspaliśmy. Rano oczywiście kawka, śniadanko, pakowanie i jazda!:-) Początek ofu był może kilometr od biwaku i już zaczęliśmy spokojną wspinaczkę na kolejne pasmo górskie. Jazda była zajebista - cień, stosunkowo łatwy teren i zero cywilizacji. https://lh3.googleusercontent.com/pw...-gm?authuser=0 Takie spokojne pyrkanie trwało może godzinę i w końcu zaczęła się bardziej stroma wspinaczka po trudniejszym terenie Po jakimś czasie zajechaliśmy do przełęczy z zajebistym widokiem. Mieliśmy tutaj dwie możliwości - jazda w prawo była łatwiejsza, z całkiem fajnym widokiem. Jazda w lewo była trudniejsza, ale z zajebistym widokiem... Jako "prawdziwi męszczyźni" wybraliśmy oczywiście jazdę w lewo. Oj co to był za błąd!:-). Już chwilę po zjeździe z przełęczy zauważyłem niepokojące zjawisko: jechaliśmy po niby ubitym piachu, ale najmniejszy nawet podjazd był wyzwaniem, bo po opadzie deszczu tuż pod powierzchnią znajdowało się jeszcze błoto. Dla opon z kostką nie byłby to problem, bo kostka sięgałaby głębiej i byłaby trakcja. Nasze jodełki już ślizgały się na tych mikrych podjazdach, a prawdziwe górki jeszcze się nawet nie zaczęły...:-). Po kilkunastu minutach dojechaliśmy do miejsca rozjazdu: prosto mieliśmy dalszą część szlaku prowadzącą w dół, a w lewo mogliśmy wjechać na połoninkę z zajebistym widokiem. Problem był taki, że droga do połoninki była zajebśccie stroma i śliska, do tego poprzetykana sterczącymi kamieniami....:-). Tak to wyglądało z dołu: https://lh3.googleusercontent.com/pw...-gm?authuser=0 No to jadziem!:-) Okazało się, że jazda po tej nawierzchni jest...hm... do dupy!:-). Tył ślizgał się bez przerwy, trzeba było unikać kamieni... ciężko było. Wojtek miał jeszcze gorzej - zbiornik paliwa umieszczony z tyłu plus bagaż powodowały, że na stromym podjeździe przednie koło ledwo dotykało nawierzchni:-). Trzeba było unikać kamieni i mocno pochylić się do przodu coby nie fiknąć kozła do tyłu:-). Tu mniej więcej widać jaka to była stromizna. W rzeczywistości było jeszcze bardziej stromo. Okazało się, że lepiej jechać po trawie, bo przyczepność była troszkę lepsza niż na tym ukrytym błocie. Widoczki na szczęście były piękne Nie próbowaliśmy nawet wjechać na szczyt, bo mieliśmy pełne gacie po odbytej walce, a jeszcze czekał nas zjazd...:-). Zjazd był straszny - koła ślizgały się na trawie, ślizgały się na błotku, ślizgały się na kamieniach... brrr. Wywrotka przy jeździe pod górę jest zdecydowanie bezpieczniejsza, natomiast skutki po wywrotce w dół sa najczęściej takie, że motor ląduje na tobie... No ale koniec końców zjechaliśmy z połoniny i pełni szczęścia wpakowaliśmy się na... wielkie kamienie:-). Filmik tego nie oddaje, ale kamulce były naprawdę duże, do tego dochodziła stromizna. Do tego dochodziło zmęczenie i upał...to była prawdziwa walka. Ta walka trwała jakieś pół godziny i w końcu wyjechaliśmy na drogę bez kamieni. Też nie było łatwo, ale już dało się jechać:-). Teraz droga miała ekspozycję na południe, więc nawierzchnia była naprawdę sucha. Inaczej nie dalibyśmy rady, bo było stromo jak cholera:-). Po jakiejś godzinie dojechaliśmy na skraj wioski, gdzie było płasko i fajnie. https://lh3.googleusercontent.com/pw...-gm?authuser=0 Mieliśmy przed sobą chyba 2 godziny jazdy fajnymi przełęczami po asfalcie, ale najpierw tankowanie https://lh3.googleusercontent.com/pw...-gm?authuser=0 Okazało się, że te dwie godziny jazdy prowadziły nas pięknym asfaltem po zajebistych przełęczach. Do tego ruch był minimalny, więc było idealnie. Nocleg znaleźliśmy blisko drogi przy fajnym strumieniu. Potrzebowaliśmy się umyć, bo wylaliśmy z siebie dzisiaj litry potu-) https://lh3.googleusercontent.com/pw...-gm?authuser=0 |
Cytat:
pozdrawiam trolik |
Ło panie, toć to chet, górami 2 dni zejdzie.
|
Cytat:
pozdrawiam trolik |
I o to chodzi. :Thumbs_Up:
Dawaj dalej. Btw, z czego te zrzuty map? |
Cytat:
pozdrawiam trolik |
Wyraziłem się nie precyzyjnie. Chodziło mi o to z jakiej mapy to screeny. Pomijając formę blisko klasycznych topo, bardzo uplastycznia obraz cieniowanie.
|
Cytat:
pozdrawiam trolik |
Uuuuu........ Już mnie zniechęciłeś :lol8:
|
12ty dzień wyprawy, 26 sierpnia. Góry Cindrel, czyli raj na ziemi.
https://lh3.googleusercontent.com/pw...-gm?authuser=0 Oj jak dobrze było spać po tej kąpieli w strumieniu!:). Rano oczywiście było mycie, kawka, sniadanko... zwykłe wyprawowe rytuały, które już zdążyły wejść nam w krew. Nasze życie na wyprawie tak różniło się od życia typu: pobudka, biuro, dom, spanie, pobudka... Uwielbiam ten kontrast. Nasza apka pokazywała na ten dzień brak trudnych odcinków, więc nastrój był dobry - ostatnie kilka dni bardzo nas wymęczyły. Podnoszenie naszych osiołków, upał, ciągłe skupienie itd. To wszystko jest oczywiście część wspaniałej przygody, ale dwóch starszych panów było troszkę zmęczonych:-). Początek dnia stał pod znakiem asfaltu na ruchliwej drodze wojewódzkiej. W związku z tym jazda aż do Targu Dżiu była średnio przyjemna, ale po godzinie zaczął się spokojny szuter w lesie. Na obiad pożarliśmy rumuńskiego fueta z chlebem, bo byliśmy w środku jakiegoś wielkiego lasu bez nadziei na cywilizację:-). Po około godzinie takiego przyjemnego pierdzenia w lesie na płaskim zaczęliśmy powoli wspinać się na pierwszą przełęcz. Rzeczywiście teren był stosunkowo łatwy z fajnymi widoczkami Po półgodzinnej wspinaczce dotarliśmy do szczytu przełęczy. Widok mył mniamuśny!:-) . Na przełęczy nie spędziliśmy zbyt wiele czasu, bo mielięmy jeszcze kupę kilometrów do zrobienia, a nie chcieliśmy się spieszyć. Zjazd z przełęczy wyglądał tak: Jak widać jedziemy bardzo wolno, bo szybciej się nie dało! Widoki były cudowne, byliśmy samiuteńcy w tych całych górach, pogoda była idealna... Pisząc te słowa zowu się tam przenoszę i mam w sobie to uczucie spełnienia... Jakąś godzinę później była kolejna przełęcz Powoli nadchodził wieczór i postanowiliśmy za max 2 godziny być już na biwaku w jakimś ładnym miejscu. Jazda była cudowna - spokojne szutry, samotne przełęcze, od czasu do czasu pasterski szałas z zagrodą dla owiec, pasterzem i owczarkami. No i krowy, z którymi Wojtek sobie ewidentnie nie radził:-) Mijane przez nas owczarki miały patyki przywiązane do szyi - ewidentny znak, że jesteśmy w krainie niedzwiadków:-). No ale co zrobić - no risk, no fun... Jedziemy dalej i powoli szukamy idealnego spotu na nocleg Cóż mogę powiedzieć - było ciężko.... https://lh3.googleusercontent.com/pw...-gm?authuser=0 W związku z zagrożeniem misiowym postanowiliśmy szybko zapiąć się w śpiworach i mocno spać:-) |
Cytat:
|
| Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:00. |
Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.