![]() |
Mam nadzieję, że chcący/potrzebujący wymiotowali, co trzeba.
Na razie nie mogę docenić smaku, bo zero węchu i pełny nos. Tymczasem powolutku wątek przejdzie w formę archiwum. Biorąc pod uwagę moje zamiłowanie do map , im starszych, tym lepiej a zwłaszcza do identyfikacji starych duktów i traktów, to podsyłam linka: dla równie zainteresowanych. W szeroko pojętej okolicy Przystanku Oliwa mam zlokalizowane kilka traktów, które w niezmienionej (sic!) formie przetrwały kilkaset lat. Sądzę, że o takie nietknięte rodzynki będzie mi łatwiej odnaleźć w rejonie Suwalszczyzny i Podlasia. Eksplorowanie z kulminacja mi jak znalazł. Redzisław mi potwierdził, że w trakcie jednej z naszych wspólnych, rowerowych wycieczek zaliczyliśmy kulminację Wzgórz Sokólskich. Zatem będę się teraz kierował bardziej na północ. |
Śmietanka do kawy...
"W małym, szarym państwie o wielkich aspiracjach, gdzie ulice pachniały wilgocią i strachem, od wielu lat działały dwie bandy. Pierwsza, zwana „Prawdziwi Prawi”, kupiła wielką beczkę trucizny. Sprzedawali ją na początku dyskretnie – w małych fiolkach, jako „specyfik na szczury”. Ludzie brali i pili truciznę bo wszyscy wokoło krzyczeli że jest plaga szczurów. Przecież Prawdziwi Prawi obiecywali szybkie rozwiązanie problemów. Druga banda, „Lewi Czerwoni”, gdy dowiedziała się o interesie i natychmiast zaczęła naciskać: – Kupcie więcej! Uruchomcie lepsze kanały dostaw, musimy zaszczepić dwa razy tyle obywateli aby nie zjadły ich szczury!!! Prawdziwi Prawi ochoczo zajęli się kupowaniem. Dostarczyli kolejną beczkę, tym razem większą. Beczki jedna za drugą były dostarczane do małego, szarego państwa gdzie ludzie umierali, jak się okazało 'ponad-wymiarowo' Ale to zapewne była wina procedury stukania kijaszkiem w parapet dzięki czemu otwierały się drzwi do gabinetu lokalnego szamana. Później gdzieś wybuchła wojna i nagle 'trucizna na szczury' magicznie nie była już potrzebna...szczury wyparowały. Kiedy przyszło co do czego czyli trzeba było zapłacić za zamówione beczki trucizny, Prawdziwi Prawi odmówili zapłaty. – Sami sobie radźcie – powiedzieli. – My już swoje zainwestowaliśmy. Lewi Czerwoni natomiast siedzieli cicho, udawali że nic nie wiedzą i nic nie słyszą. Nie nasze małpy nie nasz cyrk mówili i koncentrowali się na krytykowaniu jakiegoś przekopu... Ale gdy wielki nadzorca wszystkich wokoło nakazał zapłacić zwołali zebranie w opuszczonej hali i zaczęli krzyczeć: – To jest niegospodarność! Marnotrawstwo! Wy, Prawdziwi Prawi, kupiliście za dużo, a teraz nie chcecie zapłacić! Przez was tracimy pieniądze i reputację! Prawdziwi Prawi nie pozostawali dłużni: – To wy Lewi Czerwoni nalegaliście! Myśmy chcieli kupić mniej! Kłótnia rosła. Ludzie na ulicach zaczęli szeptać. Niektórzy leżeli w szpitalach – trucizna działała jak się okazało nie tylko na szczury, czyli dobrze ale tak jakby skutecznie inaczej. Wtedy obie bandy opamiętały się i zgodnie odwróciły głowy w jedną stronę. Na rogu ulicy stał stary jednooki gość z megafonem. Od miesięcy chodził po państwie i ostrzegał: – Nie bierzcie tego świństwa! To trucizna! Zabije was! Prawdziwi Prawi splunęli z odrazą – To przez niego! Ostrzegał ludzi, więc mniej kupowali! Lewi Czerwoni pokiwali głowami: – Dokładnie! Gdyby nie on, wszystko poszłoby gładko. Wszyscy obywatele wypiliby wszystkie zakupione beczki trucizny! A tak jest problem co z nimi zrobić! To On jest winny całemu bałaganowi! Obie bandy, choć jeszcze przed chwilą gotowe się pozabijać, teraz zgodnie pokazywały palcami na jednookiego. – On zniszczył rynek! – krzyczeli razem. – On jest winny, że trucizna nie sprzedała się lepiej! A w tle, w ciemnych bramach, kolejni ludzie kupowali małe fiolki. Bo przecież ktoś musiał mieć rację. Tylko jednooki, który widział więcej, wciąż powtarzał cicho, zachrypniętym głosem: – Nie bierzcie… to wszystko trucizna." Historia całkowicie zmyślona. Taka sobie. Ale mam lepszą. Wczoraj wieczorem minęło 21 lat, kiedy odszedł pewien starzec. Przybył z dalekiego kraju i nosił się na biało. Na czarnym tle był mocno widoczny. Był ludziom potrzebny, kiedy było im źle. Uczynił świat wkoło nas lepszym ale... Nie mów o tym nikomu. Można by jeszcze jedną historię przytoczyć. O pasterzu, który nie miał owiec. To jest dopiero historia. Jeszcze wczoraj jadł kolację, akurat jak ten biały odchodził. Pasterz bez owiec... Dobre sobie. Dlatego pisał o jednej chociaż. Ludzie do dzisiaj wierzą w tę bajkę. Dlatego lubimy bajki. Młodsza koleżanka z pracy Strażnika Domowego, dla której Strażnik jest mentorem (osoba prowadząca) uzyskała tytuł mgr z pedagogiki. Broniła pracę z... bajkoterapii. Tatiana jest Ukrainką. Modelowy przykład asymilacji migranta. Mama została z ojcem na zajętej przez Rosjan części Zaporoża. Brat walczy po właściwej stronie już czwarty rok. Rodzice żyją tylko dlatego, że tata Tatiany jest Rosjaninem. Wspiera brata jak może. Jak dzwoni do mamy, zawsze melduje się rosyjskie "echo". - No i jak tam ci w tej Polsce... dobrze? Kolejna historia zmyślona. Lubię bajki... |
:Thumbs_Up:
|
Formalnie, to za co skazał Jezusa sanhedryn?
|
Tradycję chrześcijańską, z całą jej symboliką zamienić na miłe, uśmiechnięte śniadanie przy stole, bo akurat weekend przedłużony. |
Archiwum
Kompleksowy przewodnik po zakupie używanych maszyn do obróbki drewna
Wyposażenie warsztatu stolarskiego od zera lub modernizacja obecnego parku maszynowego to ogromna inwestycja finansowa. Rozważenie zakupu używanych maszyn do obróbki drewna to doskonały sposób na znaczne obniżenie kosztów początkowych, a jednocześnie szansa na zdobycie sprzętu o legendarnej wręcz trwałości. Ten przewodnik krok po kroku przeprowadzi Cię przez proces poszukiwań, weryfikacji i zakupu używanego sprzętu stolarskiego, aby Twoja inwestycja była bezpieczna i opłacalna. Dlaczego warto kupować używane maszyny stolarskie? Wielu początkujących i doświadczonych stolarzy zadaje sobie pytanie, czy warto ryzykować zakup sprzętu z drugiej ręki. Odpowiedź w większości przypadków brzmi twierdząco. Istnieje kilka kluczowych zalet takiego rozwiązania. Po pierwsze, starsze maszyny często charakteryzują się nieporównywalnie lepszą jakością wykonania. Urządzenia produkowane w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych przez renomowane europejskie firmy, takie jak SCM, Felder czy Robland, opierały się na potężnych odlewach żeliwnych. Żeliwo doskonale tłumi wibracje, co bezpośrednio przekłada się na precyzję cięcia i gładkość obrabianej powierzchni. Współczesne maszyny z niższej półki cenowej często wykorzystują lżejsze stopy aluminium lub tłoczoną blachę, które nie oferują takiej samej stabilności. Po drugie, oszczędności finansowe są ogromne. Używana piła formatowa w dobrym stanie może kosztować ułamek ceny nowego odpowiednika o podobnych parametrach. Zaoszczędzone w ten sposób środki możesz przeznaczyć na zakup wysokiej jakości narzędzi skrawających, takich jak tarcze tnące marki Freud czy CMT, lub na modernizację systemu odciągu trocin, który jest kluczowy dla zdrowia w warsztacie. Kluczowe elementy do sprawdzenia przed zakupem Niezależnie od tego, czy kupujesz piłę taśmową, wyrówniarkę czy frezarkę dolnowrzecionową, istnieje zestaw uniwersalnych cech i funkcji, na które musisz zwrócić szczególną uwagę podczas oględzin. Stan blatów roboczych i prowadnic Serce każdej maszyny stolarskiej to jej stół roboczy. Zabierz ze sobą na oględziny precyzyjny liniał krawędziowy oraz szczelinomierz. Przyłóż liniał do blatów pod różnymi kątami, aby sprawdzić, czy nie są one wypaczone. Niewielki rdzawy nalot na żeliwie nie jest problemem, ponieważ można go łatwo usunąć za pomocą włókniny ściernej i środków odrdzewiających, takich jak WD-40. Należy jednak unikać maszyn z głębokimi wżerami rdzy lub widocznymi pęknięciami odlewów. Prowadnice (na przykład w pile formatowej) muszą przesuwać się płynnie, bez żadnych zacięć i wyczuwalnych luzów bocznych. Silnik i układ napędowy Silnik to najdroższy element wymienny w większości maszyn. Poproś sprzedawcę o uruchomienie urządzenia. Zwróć uwagę na dźwięk podczas rozruchu. Silnik powinien pracować równo, bez dziwnych trzasków, pisisków czy nadmiernego buczenia. Jeśli maszyna posiada silnik trójfazowy (często nazywany siłowym), upewnij się, że masz odpowiednie przyłącze w swoim warsztacie. Sprawdź również stan pasków klinowych. Popękane paski są tanie w wymianie, ale mogą świadczyć o tym, że maszyna stała nieużywana przez długi czas w nieodpowiednich warunkach. Łożyska i wrzeciona Zużyte łożyska to bardzo powszechny problem w starych maszynach. Nasłuchuj metalicznego szumu lub wycia podczas pracy urządzenia, co jest klasycznym objawem zatartego łożyska. W przypadku frezarek i pilarek warto chwycić za wał lub wrzeciono przy wyłączonej maszynie z odłączonym zasilaniem i spróbować poruszać nim na boki. Jakikolwiek wyczuwalny luz dyskwalifikuje maszynę lub oznacza konieczność natychmiastowego remontu. Na co uważać w poszczególnych typach maszyn? Każdy typ urządzenia wymaga specyficznego podejścia podczas inspekcji. Piły taśmowe Piły taśmowe, takie jak klasyczne modele marek Record Power czy Laguna, to niezwykle wszechstronne narzędzia. Przy ich zakupie najważniejsze jest sprawdzenie kół napędowych. Otwórz drzwiczki i obejrzyj gumowe okładziny na kołach, tak zwane bandaże. Jeśli są one stwardniałe, popękane lub nierówno zużyte, taśma tnąca będzie spadać lub wibrować. Sprawdź również mechanizm napinania taśmy oraz stan prowadnic górnych i dolnych. Prowadnice łożyskowe są zazwyczaj lepszym i trwalszym rozwiązaniem niż stare prowadnice klockowe. Wyrówniarki i grubościówki W przypadku maszyn strugających kluczowy jest wał nożowy. Sprawdź, w jakim stanie są śruby mocujące noże. Często bywają one wyrobione lub zapieczone. Coraz bardziej popularne staje się wymienianie tradycyjnych wałów na wały spiralne, które są cichsze i dają lepszą jakość powierzchni. Jeśli maszyna ma standardowy wał, upewnij się, że mechanizm podnoszenia i opuszczania blatów działa płynnie. W grubościówkach koniecznie sprawdź stan wałków ciągnących, ponieważ zużyte wałki gumowe nie będą prawidłowo przesuwać materiału. Pilarki stołowe Przy zakupie pilarki stołowej najważniejsza jest precyzja. Sprawdź, czy przykładnica równoległa blokuje się solidnie i czy po zablokowaniu jest idealnie równoległa do tarczy tnącej. Zwróć uwagę na mechanizm podnoszenia i pochylania tarczy. Powinien on działać lekko, bez konieczności używania dużej siły. Obejrzyj również mechanizm wewnętrzny pod kątem nagromadzenia zbitego pyłu drzewnego, który może blokować zębatki. Testowanie maszyny pod obciążeniem Nigdy nie kupuj używanej maszyny stolarskiej bez wcześniejszego przetestowania jej w praktyce. Zabierz ze sobą na oględziny kawałek twardego drewna, na przykład dębu lub buka. Poproś o możliwość wykonania cięcia próbnego lub przestrugania materiału. Obserwuj, jak maszyna radzi sobie z oporem. Czy silnik nie zwalnia drastycznie? Czy cięcie jest czyste i pozbawione śladów przypaleń? Test pod obciążeniem powie Ci o stanie maszyny znacznie więcej niż tylko jej włączenie “na sucho”. Często Zadawane Pytania Gdzie najlepiej szukać używanych maszyn stolarskich? Najlepszymi miejscami do poszukiwań są lokalne portale ogłoszeniowe, specjalistyczne grupy na portalach społecznościowych zrzeszające stolarzy oraz aukcje likwidacyjne zakładów stolarskich. Warto również pytać w lokalnych tartakach i większych zakładach, które czasami wymieniają sprzęt na nowszy. Czy warto kupować maszyny wymagające remontu? Zakup maszyny do remontu ma sens tylko wtedy, gdy masz odpowiednią wiedzę mechaniczną, dostęp do części zamiennych i czas. W przeciwnym razie koszty naprawy i frustracja mogą szybko przewyższyć wartość sprawnego, gotowego do pracy urządzenia. Jak bezpiecznie przetransportować ciężką maszynę żeliwną? Transport maszyn żeliwnych wymaga odpowiedniego przygotowania. Niezbędny będzie samochód dostawczy z windą załadowczą lub przyczepa o odpowiedniej ładowności. Do załadunku i rozładunku zawsze używaj pasów transportowych o wysokiej wytrzymałości, wózków paletowych, a w przypadku bardzo ciężkich maszyn warto wynająć usługi firmy dysponującej wózkiem widłowym. Nigdy nie podnoś maszyn za blaty robocze, ponieważ może to doprowadzić do ich uszkodzenia lub rozkalibrowania. Chwytaj zawsze za główny korpus urządzenia. © 2026 CORALDOCTORS • Copyright • Disclaimer • Privacy |
Matematyka to AI Boga.
Istnienie Boga, to kwestia komfortu. Wygodniej jest w niego nie wierzyć. No i nie ma tych obowiązków. Wystarczy ująć to hasłem: metafizyka, to wersja bezpieczna. Metafizyczny czyli ten, którego rozumem nie ogarniesz. P.S. Szukając odpowiedzi na pytanie: dlaczego nauka tak nas robi w balona, utknąłem ostatnio w strukturze rewolucji naukowych. Czuję się teraz jak ten student z Harvardu, którego pięknie w barze wyjaśnił buntownik z wyboru. Nauka to ciągły proces. Proces pomyłek. Czasami w złości wystarczy splunąć na projekt, by dnia następnego otrzymać długo spodziewany wynik. Tak wynaleziono duraluminium np. Dzisiaj Wielki Piątek. Współczesna wersja, to... boom na zakupy. No bo kiedy, skoro jutro zamknięte? Ktoś przypadkiem zauważy, że na krzyżu ktoś wisi ale teraz nie. Nie ma czasu. W sumie to zimno jest. |
Ja tam się nie znam ale pisałeś ,że fizyka najważniejsza jest więc rób jak z niej wyszło.
Ja się starałem żyć wg. przykazań tych dziesięciu...co prawda nie zawsze wychodzi ale...to już coś dla udających inteligentów lub co sie zwą nimi uważając innych bez wykształcania za chodzących w czapeczkach foliowych... |
Jesienią 1788 r. w Palermo aresztowano ubogą starowinę Giovannę Bonanno, która, jak powszechnie szeptano, była czarownicą. Ale Giovanna nie wyczarowywała zgubionych sakiewek ani zbłąkanych owiec. Miała poważniejszą specjalizację.
Pozbywała się mianowicie mężów. Czyniła to za pomocą balsamu przeciwko wszom, który sporządzał miejscowy zielarz, Severio La Monica. Giovanna Bonanno doszła mianowicie do wniosku, że specjał ten posiada pewne komercyjne możliwości, jakże cenne dla niewiasty, która w słusznym wieku 76 lat zmuszona jest utrzymywać się z żebrów. Mając empiryczne zacięcie, wypróbowała specyfik na pewnym bezdomnym psie, któremu zaserwowała nasączony balsamem kawałek chleba. Kiedy pies padł razem ze swymi wszami – jeśli je posiadał – jęła oferować to cudowne remedium na małżeńskie niesnaski wszystkim, którzy byli za nie gotowi zapłacić. Trucie mężów odbywało się z poszanowaniem wartości chrześcijańskich, jako że kordiał pani Bonanno wymagał od 8 do 15 dni, by osiągnąć pożądany skutek, co oznaczało, że delikwent zdążył się wyspowiadać i przyjąć eucharystię, zanim niemiło skonał wśród objawów przypominających cholerę. Poza tym, jak wyznała potem jedna z zadowolonych klientek, które ze wsparciem Giovanny Bonanno rozwiązały swoje małżeńskie kłopoty, w przeciwieństwie do magii, która była jednym wielkim szalbierstwem i wyłudzaniem kasy, naprawdę działał. Takich szczęśliwie owdowiałych klientek było więcej. Sąd zdołał namierzyć sześć. Był to już sąd nowego rodzaju, oświecony i kontestujący czary oraz polowanie na babiny, które jakoby hulały po nocach z czartem. Czasy się zmieniły, w Palermo czarownice uwalniano z więzień i puszczano wolno. Niestety Giovanna Bonanno nie wierzyła w czary. Wszystkie swoje klientki przekonywała, że jej cudowny balsam na kłopoty z mężami nie ma nic wspólnego z magią. Sąd roztropnie postanowił zweryfikować jej słowa. W dwa kolejne bezdomne psy później uznał, że owszem, pani Bonanno nie jest czarownicą. Kordiał na wszy zawierał arszenik, była więc po prostu fachową trucicielką. Giovanna Bonanno, nie dyskryminując i nie będąc seksistką, pomagała i żonom, i mężom. Wsparła na przykład pewnego piekarza, Giuseppe A’Ancona, od 14 lat żonatego, ale ze skłonnością do pozamałżeńskich romansów oraz małżeńskiej przemocy. Nie zajmowała się również moralnością. Z upodobaniem ratowała małżonki, przydybane in flagranti i zagrożone zemstą przez rozjuszonych małżonków. Co ciekawe, finansowaniem trucicielstwa zajmowali się kochankowie. Nie, zielarz nie zadawał pytań, dlaczego stareńka pani Bonanno nieustannie walczy z wszami. Bez słowa inkasował kasę, mimo że leki na arszeniku miał prawo sprzedawać jedynie tym, którzy okazali mu zalecenie lekarskie. Interes się kręcił szczęśliwie przez dwa lata, póki grupka kobiet z sąsiedztwa – wskutek kłótni, odnotował kronikarz – nie zadenuncjowała Giovanny. Można rzec, że do zguby przywiodła ją matczyna miłość. Otóż jedna z jej ofiar – niejaki Francesco Costanzo – miał nieszczęście zastać ślubną małżonkę na wymianie uprzejmości z kochankiem. Wprawdzie kilka dni później sąsiedzi doprowadzili do pojednania zwaśnionych małżonków, lecz niebawem Francesco zaczął słabować. Co wtedy uczynił? Uciekł do mamusi, gdzie niestety w kilka dni potem, pomimo jej starań oraz wysiłków sprowadzonych medyków, skonał. Mamusia, pielęgnując synalka, nabrał słusznych podejrzeń. Zwierzyła się z nich jego matce chrzestnej, ta zaś udała się do domu Giovanny Bonanno, gdzie dokonała zakupu kontrolowanego. Następnie zrozpaczona matka pobiegła do spowiedzi, by wyznać w konfesjonale, jaka to się w okolicy zalęgła straszliwa czarownica i jak za pomocą czarów zamordowała jej syna. Ale ksiądz wykazał się nowożytnym sceptycyzmem, bo takie to już były paskudne czasy, że księża nie wierzyli w czary, ostatnią czarownicę spalono tam w 1724 r. Doradził jej natomiast, żeby wydała władzom trucicielkę, zanim ta doprowadzi do śmierci kolejnych ofiar. Tym sposobem sprawa wyszła na jaw. Śledztwo było gigantyczne, przesłuchiwano całe ulice. Ostatecznie Giovannę Bonanno skazano na śmierć. Większości pań, które pozbyły się mężów, wymierzono kary więzienia, co najmniej 3 lata. Jedną uniewinniono, nie wiadomo dlaczego, historycy spekulują, że może miała wpływowego kochanka, który pociągnął za sznurki. Piekarz trafił na wygnanie na jakiejś wyspie na 18 lat. Zielarza, który sporządzał specyfik na wszy i nie zadawał pytań, puszczono wolno. Za: Giovanna Fiume, Te Old Vinegar Lady, or the Judical Modernization of the Crime of Witchcraft, [in:] History from Crime, ed. Edward Muir, Giudo Ruggiero, trans. Corrada Biazzo Curry, Margaret A Gallucci, Mary M. Gallucci, Baltimore & London: The Johns Hopkins University Press, 1994, pp. 65-87. Zamówiłem w nocy biografię Jacka Londona. Walczę z infekcją, która szarpie mi gardłem, to czytam/słucham, by sprawniej "odlecieć". Irving Stronę był zawsze na moim topie. Jestem pewien, że się nie zawiodę. Historia mojego "podwórza" to biografia Jacka w takiej małej pigułce. Podejrzewam, że linkowana tu historia Jacka, oparta jest właśnie na Żeglarzu na koniu. Widzę sporo podobieństw, tylko ja miałem więcej szczęścia. |
Uwiedzeni ilością bodźców, z natychmiastową nagrodą...
I pamiętaj... życia nie zmienisz ale możesz zmienić ubiór, kolor włosów, paznokci, zjeść ciastko. P.S. Dla tych, co widzą przystań w Tajlandii na emeryturę. Takie obecnie szybciej wymierają niż my. |
Po 5-ciu latach małżeństwa mamy coś ma kształt domu.
Mamy coś, czego jesteśmy panami i jednocześnie coś, czemu musimy służyć... |
Do kompletu:
|
III część
Od 13:O0 Te czasy wróciły. Podobno policja jest niedofinansowana. Służba zdrowia też. Skoro pali się w piecu kasą, to kasy musi zabraknąć. Jest jeszcze piasek na pustyni. Jak pustynia wejdzie do UE, to... |
Jest tu jeden piewca wolności.
Dla niego to kułactwo było. Od myszy po cesarza, wszyscy żyli z gospodarza. Pamiętam te czasy za Gierka. Chwilowa odwilż, kredyty... Później powtórka, lata 90-te. Cudownie zrealizowany plan uwłaszczenia partyjnej nomenklatury. To dla niej była ustawa Wilczka. Później plan Balcerowicza. Mit liberalnej gospodarki i grabież polskiej gospodarki. Równolegle utopia Korwina, dzisiaj scentralizowanego Mentzena. Taki Morawiecki Konfederacji z wodzowskim zacięciem. Na pomniki wynoszą Leppera, Millera, Kwaśniewskiego... A gdyby tak wywalić wszystkie regulacje do kosza i zacząć od nowa? Czy naprawdę potrzebujemy kolczyka w uchu świni? O obowiązkowego ubezpieczenia od wszystkiego? To nieświąteczne myślenie... Dzisiaj wypada się uśmiechać. Jutro tylko trzeba uważać, bo cię jakiś Julian może oblać wodą. To ma pewno będzie kibol ale dziecko kibola Dzisiaj w nocy po mordach tłukło się dwóch dziadków. To była łącznie ich 101 walka. W sumie na ringu stanęło 82 lata. Starszy wyszedł po kasę, młodszy bo mu uczniów stanął na dużym minusie. Chcę jeszcze zostać mistrzem. W mojej pamięci zostanie jednak inna Natalia ciężkich... Foreman - Lyle . |
Dzisiaj żegnamy Czariusza.
Mówio, że forum odżyło. Kilka trupów padło ale Znachor wziął się za nich. Na szklanym ekranie świeżym popołudniem trzy wiodące szklane stacje wyemitowały ekranizację kultowej powieści Dołęgi-Mostowicza. Świąteczne szaleństwo. Stawiałem na Potop ale potop będzie na Boże Narodzenie. Nomen omen polecam biografię autora, bo to taki masz Jacek z Londynu. Misja nie została wypełniona ale miło było się tu popisać. W dobie powszechnej inwigilacji, podwórkowo też już Czariusza nie zobaczymy. Jego kolejne porażki mogły by nic rekordy popularności ale w każdym, brazylijskim Kamiennym Kręgu ktoś w końcu musi skończyć. |
1 Załącznik(ów)
|
Świat zwariował, czy stał się bliższy sercu?
Bo co... Dostrzegamy coś więcej...? Tymczasem ja w... |
Zarejestrowałem się z duszą na ramieniu prawie rok temu na forum.
Ponownie. Dzięki Wierny. Data pierwszej rejestracji stawiała by mnie przed Wasilczukiem np. Wspominałem o tym (ale tym postom pozwalałem "żyć" w ściśle określonym terminie) by zachować taką ciągłość narracji na jakiej mi zależało i by moje samobiczowanie, nie zdominowało tego wątku. Wątek powstał w określonym celu. O tym też pisałem. W momencie, kiedy się rejestrowałem toczyłem wojnę. Wojnę z władzami Gdańskich Nieruchomości, z sąsiadem, który przejął kontrole nad kamienicą w której mieszkam i był wstanie zdobyć się na każdą podłość, by osiągnąć swój cel. Istotą sporu było program Wspólne Podwórko 2023. Nie będę opisywał tego, co się działo. Dopiero po roku czasu mogłem dzisiaj stanąć przed Wysokiem Sądem (nie bez kozery piszę urząd z dużej litery) i w końcu przedstawić moje racje. Wysoki Sąd ze względów proceduralnych uniemożliwił mi korzystanie z niezbędnych, bardzo obszernych notatek. Wytłumaczył mi dlaczego ale zapowiedział, że będę je mógł wnieść na kolejnej rozprawie jako materiał dowodowy. Zapowiedział, kiedy mnie wysłuchał... Ja już dawno zatraciłem zdolność do ustnego przekazu. Są wyjątki. Wyjątkiem są młodzi ludzie, do których potrafię trafić jeszcze z tym ustnym przekazem. Czasami w pociągu ktoś mnie pociągnie za język ale ja się już ze swoimi "tematami" nie wyrywam. W podróży, to ja jestem intuicyjnie (jeszcze) "zaczepiany"... Czego już nie potrafię w środowisku moich przyjaciół, bo przypominam starą, zgraną płytę. Taki syndrom mojego bardzo serdecznego kolegi, który ma tu swój wątek i działa w tym samym trybie. Wystarczy zamknąć gębę, wyłączyć nadawanie. Jezuuuu, jak się tego uczę! Dzisiaj przed Wysokim Sądem stanąłem za tą "mównicą" i pierwsze, co usłyszałem, to prośbę by odłożył ten bardzo grubą teczkę notatek, pogrupowanych w odpowiednie czasowe koincydencje itd... Była tam wiodąca strona, na której miałem wypisane hasła miały mi ułatwić narrację w określonym porządku. Wszystko też po to, by nie "rozciągać tematów", co niestety mam w zwyczaju. Nie bez kozery wstawiłem wczoraj ilustrację strony tytułowej biografii Jacka z Londynu. Jego biografia to esencja duszy wojownika z jednej strony, z drugiej człowieka szukającego swojej tożsamości. Determinacja, z jaką walczył z zimnymi wodami Zatoki San Francisco przypomina moje "potyczki" z życiem... Nie w takim wymiarze ale finalnie to nieustająca walka z dyskomfortem. Porażka, za porażką ale... do przodu. Siedzimy wczoraj w południe z sąsiadką przy stole w jej mieszkaniu. Sąsiadka po udarze, jej mąż po dwóch. Wszystko ma miejsce w ciągu tego roku, kiedy ja do Was nadaję. Piszę pierwszy raz "W"as, z dużej litery. Nie musicie tego wiedzieć. Wystarczy, że ja wiem. Siedzi przy tym stole też Strażnik Domowy z nasilonymi migrenami... Tylko mi kurwa nic nie jest... Cdn... |
No więc zeznaję.
Nie potrzebuję tych grubych notatek. Operuję datami, cytuję treści zawarte w mailach, dokumentach, kosztorysach zawierających setki informacji. Pisałem o tym w tym wątku. W jaki sposób opanowałem język węgierski w wojsku (na chuj komu potrzebny), jak potrafiłem wykuć na blachę przy tym regulamin służby wewnętrznej w ... stronami... wierszami... Nie wspominając o opanowanie banalnie ubogie w treści regulaminy: warty czy musztry... Na tym etapie "przesłuchań" Wysoki Sąd uprzedził mnie, że mam odpowiadać na pytania Sądu przede wszystkim... Wspominałem o tym. Przepraszam kolegę dra_twa, że po raz kolejny nadaję to samo. No właśnie tak mam, starcza słabość... Pozbawiony ułatwiających mi przedstawienie naszego punktu widzenia narzędzi, zaczynam nadawać... Mówię nieprzerwanie niemal przez pół godziny. Wysoki Sąd mi nie przerywa, dopytuje tylko jak gdzieś się trochę zapędziłem. Ale przede wszystkim... podaję dane jak z komputera. Jak bym miał ten zapis zdarzeń przed oczami. I najważniejsze... Cytuję seriami kłamstwa wypowiedziane przez sąsiada odnosząc je do nagranych rozmów. Podaję raz za razem dokładny czas wypowiedzianych słów/zdań, które stoją w sprzeczności do zeznań... cisza. Przywołuję daty, godziny, treści. Cytuję je z pamięci. Jak katarynka. Pół godziny... Pozycje z kosztorysów, dziesiątki wierszów... Strona ta i ta, wiersz ten i ten, pozycja taka, koszt taki... Krok po kroku demaskuje kłamstwa tak banalne... Sąsiad nie wierzył, że go nagrałem, sąsiad uważał, że będzie jak było... Było się skończyło. Czułem się jak na granicy TJK/KGZ w 2018-tym. Podszedł do mnie Bartek Grąbczewski, mocno już ogarnięty "granicznie" chłopak, który doskonale posługuje się językiem rosyjskim i ukraińskim i mówi: - El... Nie jesteśmy wstanie przeskoczyć tematu. Bez 10$ od łebka nie ma przejazdu... Ok. Znikam z gościem na pół... godziny. Jak w sądzie. Czas dla chłopaków ciągnie się jak guma z majtek. W końcu się pojawiam z... innym gościem i mówię: - Potrzebuję garnek. Wszyscy szukają garnka. Ostatecznie znajduję mój "wyprawowy". Nadaje się. Po co ci ten garnek? - Za to, co jest w tym garnku w życiu byśmy tej granicy nie przekroczyli. Cdn... |
Tu "wtręt".
Pojawia się moim wątku/życiu ni pies, ni wydra - chuj mazeno. Mazeniak - to miano nadane mu przeze mnie. Tu się ukrywał pod nickiem "arbo". Z tym chujem będę walczył na tym forum - jego bronią. I chuja wychowam. |
Już dobra zostaw Mazeniaka , pisz co tam w sądzie nawywijałeś bo akcja trwa. :D
|
Wrócił Elwood.
|
Cytat:
Formę "Mazeniak" wymyślił mój kumpel od wspinania "dr Know" z Kielc, na długo zanim poznałem Ciebie. Znowu nie jesteś pierwszy, choćbyś chciał. Ciągle wychodzą z Ciebie kompleksy na moim punkcie jak nic. I ciągle musisz o mnie wspominać. Chyba masz z tym gruby problem. |
Nie ma twojego punktu.
Jest mazeniak, o którym nikt nie słyszał, dopóki ci tego miana nie nadałem. W przeciwieństwie do Fazika. Też ode mnie otrzymał te "miano', które ty używasz i nawet nie wiesz dlaczego. Wszędzie za mną łaziłeś i przyszedłeś też tutaj. Będę cię wychowywał i doznasz mojej szkoły. Sam tego chciałes i otrzymasz baty z nawiązką. |
Twoja wersja dlaczego Fazik jest Fazik również nie zgadza się z rzeczywistością, bo akurat o to pytałem Fazika jakiś miesiąc temu.
Możesz sobie wymyślać tysiące różnych wersji własnej rzeczywistości. Mnie ona wali. Może jedynie świadomość, że łazisz za mną i dopraszasz się mojej uwagi, w minimalnym stopniu łechce moje ego. Może. Ale bez tego (czy jak wolisz pomimo tego) mnie się życie udaje. Tobie chyba nie bardzo, skoro tak wyłazi z Ciebie zazdrość. |
Gdyby nie Fazik, w ogóle byś tu nie zaistniał.To jest otwarty wątek więc poziom kultury twoich wypowiedzi rośnie.
Nie ma "wypierdalaj" jak w wątkach, które wymagają logowania nie ma innych inwektyw. Bardzo dobrze mały gnojku. Ja ciebie tu wychowam. To, co ty piszesz nie ma żadnego znaczenia. Jak tracisz argument, wymyślasz nowy, którego nie ma sensu weryfikować. Dla mnie jesteś szmatą, przypisująca sobie dokonania innych a szczytem chamstwa były twoje wypowiedzi na Brytanie. Kopiujesz wszystkie moje pomysły, bo nigdy nie byłeś kreatywny. Nasz wyjazd w Panie Lublinem i Golfem wiesz ile kosztował? Dopytaj Fazika. Tyle ile ty skasowałem kasy od "kumpla" jadąc rok po nas "pioniersko" jakimś VW (chyba Vento). Taki z ciebie Kozak. My zaś rzekomo obwieszeni reklamami... Dobre sobie. Golf obwieszony zdjęciami z wypraw kolegów, w tym słynne zdjęcie z dupą Pastora na 4655. To była oiękna reklama tylko do końca nie wiem dlaczego. Jakie rozkminy przy tym. Weszli na "piątkę" ale co to za oiątka, po której szczycie można chodzić:) Na Lublinie za to była piękna, jedna reklama. Firmy transportowej MARLEP, która przygotowała Lublina blacharski, bo pracował w niej Zepsuty. Miał z nami jechać ale rodzinnie mu się położył temat Ta jedyna reklama miał swój fajny, osobisty wymiar głupi gnojku. Otóż autor tego malunku (aerografem) równiez pracujący w MARLEPie był autorem oięknej grafiki na polskim TIRze jeżdżącym po GB. Było głośno o tej grafice nie tylko w Polsce ale i na Wyspach, bo przedstawiała Dywizjon 303. I tak to byliśmy obwieszeni reklamami matole... Oto pierwsza reklamowa choinka A tu druga matole... Zżerala cię zwykła zazdrość. Ja ciebie tu wychowam |
Nawet mi Cię nie żal.
I wypierdalaj. |
Kto cię nazwał mazeno a Fazika fassi, nie wiele mnie obchodzi. Spolszczyłem Fazika a ty zostaleś mazeniakiem.
Jesteś baba bez jaj. Zalogowałem się tutaj ukrywajac się tutaj pod nickiem arbo. Zmieniłeś czcionkę, zacząłeś nawet pisać Polak, Polska z dużej. To akurat plus. Wysypał cię Heniek. Możesz spadać leszczu. |
:):) Paradne mazeniak.
Przez swoje wysrywy i błyskotliwość więcej osób zraziłeś do tego miejsca niż zachęciłeś... Rozdajesz "wypierdalaj" jakbyś przyciągnął tych użytkowników do których kierujesz swoje dzbanowate teksty, Tadziu. Kot ma nowe imię. Wkrótce poznasz.:D |
Co za kocioł :) masakra jakaś
|
E tam...
Matjas, nie dostałeś jeszcze priva od leszcza? Nie wierzę, że nie. Nie ftroncaj się a będzie dobrze;) |
Na ostatniej rozprawie Sąd zdecydował o powołaniu mediatora. Sąsiad, to mentalnie mazeniak.
Ten ostatni nigdy nie przyzna się do błędu i jesteśmy pewni, że sąsiad również tego nie zrobi. Dał pokaz manipulacji, którą obnażałem krok po kroku. Sąd zdecydował, że dopuści moje dowody, które przedstawiałem. Wszystkie maja poparcie w faktach. Jego żona (już raczej była) to radca prawny. Wymiksowała się ze sprawy ale nie z odpowiedzialności. Oboje sądzili, że info o nagraniu sąsiada, to mój blef. Obecnie posiadają 3 lokale z 6-ściu i dysponują większością głosów, ze względu na metraż. Do tego doszło do zmian własnościowych, w której sąsiad ma obecnie dwa mieszkania a jego rodzice trzecie. Po zmianach przepisów przez które zostaliśmy "dużą" wspólnotą, nie mamy obecnie nic do gadania, tym bardziej, że jeden lokal należy do miasta, które teraz robi wszystko, by doprowadzić "projekt" do końca i że zarząd w osobie małżeństwa działał zgodnie z prawem. Nie będę wchodził dalej w szczegóły, bo to się epopeja zrobi jak moja 25-cio letnia batalia z ZUS. Minął rok czasu i dopiero teraz zostałem przesłuchany (jako ostatni) i dokonałem sporego zwrotu akcji. Moja zona i druga rodzina (zostaliśmy wydymani przez sąsiadów), to po prostu uczciwi ludzie. Ja jestem gruboskórny ale też zaufałem sąsiadowi. Wydawało by się to niewiarygodnym, co oni zrobili ale to są powszechne praktyki. Powszechne tam, gdzie źli ludzie idą po trupach do celu. To już jest nieważne. Jako słabsi podjęliśmy walkę z oszustami (nie boję się tego otwarcie napisać), bo takie jest nasze zdanie. My tej sprawy nie przegramy, bez względu na ostateczny wynik. Pozwana strona dostała warunki ugody. Nie przegramy, nawet, gdy jej wynik okaże się dla nas niekorzystny. gdybyśmy zrezygnowali z walki, bylibyśmy przegranymi. Mazeniaka mam w dupie ale dodam jedną historię jaka miałem z jego udziałem i to nie ja byłem "sędzią" w ocenie. "Uśmiechniętym" świadkiem. Sędzią okazała się Strażnik Domowy i mój serdeczny kolega. |
Cytat:
|
Cytat:
Cytat:
Wart Pac pałaca. |
Ja zaczynam rozumieć Twoją krucjatę Szymbeuszu. Dopiero z pewnej perspektywy człowiek widzi lepiej. Udzielasz się w wielu wątkach ale wykazujesz sporo empatii. Pomijam wątki stricte mechaniczne, bo to nie moje podwórko i ich nie czytam choć coś zadrgalo jak pojawiła się w ofercie dr-ka 350...
Szybko wyrzuciłem jej obraz z pamięci, bo gdybym miał pojeździć sobie gdzieś dalej, to właśnie na niej ale... mam Simsona "pastorowego" u Szparaga i pora go od niego zabrać. Dam się zobowiązał, że mi go zrobi ale wyszło jak wyszło. Nieźle przećwiczył mnie sąsiad ale z nim pozostaje mi żyć. Z mazeniakiem nic mnie nie łączy już i nie mam zamiaru nawiązywac relacji z nim. Opiszę za to, jak się "pożegnaliśmy". To w ramach jego wychowania i moich inklinacji pedagogicznych. |
Cytat:
A podumowując: Szkocka się rozlała lub szambo wybiło. Można zamiennie. :D |
Primum non nocere - czyli po pierwsze nie cerować ;)
To tak apropos empatii mej. Twierdzę że każdy człowiek to historia. Każda historia, tak jak każde życie wymaga uszanowania i naprawdę im jestem starszy tym bardziej właśnie tak myślę nawet o głupim dresie w BMW co koniecznie chce być pierwszy. Oczywiście - mam już dość niemłode stopy i gdzieniegdzie odcisk. |
Mnie się nie tak dawno podsumowanie Mazurkasa spodobało. Po iekad do niego nawiązałeś i niech tak zostanie.
W sumie, to mi dwa poważne tematy zostały do zrobienia i szkoda czasu na jakiegoś arbo. Sąsiad i wiejski dom. Dwa potrzebne, do ułożenia sobie życia na starość. Trzeci, nieustający to wnuki. Ostatnio za rzadko się widujemy i boję się, że im komfort w dochodach poprzewraca. Jest plan je wywieźć na biwak gdzieś bliżej ale muszę zrobić Lublina. Na bliżej jest zgoda z dzieciakami, na wieś już nie bardzo ale z teściową załatwię l temat, bo ona chętnie się na wieś wybierze, nawet śpiąc na materacu. Ale prababci to ja łóżko złożę, z oięknego zabytku na miejscu. |
Miało być: komfort w dupciach poprzewraca.
Moje wnuki mają wszystko a nawet więcej. |
Nie cieszysz się że mają?
Wiercę słonym palcem w ranie, wiem. Moje dzieci też mają wszystko, na moje własne życzenie. Dla ich własnego dobra wolałbym żeby nie miały nic i miały takie piękne dzieciństwo jak ja miałem ale ONE nie chcą takiego pięknego dzieciństwa. Gdybym miał wnuki to już w ogóle rozziew byłby ogromny. Oczywiście, okazjonalne ognisko, nocleg w chałupie⌠brum brum Lublinem. Można. Trzeba. Ale nie wstrzymasz tej rzeki czasu. |
Jo.
Szukam sposobu. Dokształcam się, uczę się czytać dzieci. Ważne - próbować. Jakoś się wkomponować, ostatecznie być ostoją. No i ta szczera radość, kiedy się spotykamy. Największą nagrodą. |
W sądzie sąsiad chciał pokazać zdjęcie pomieszczenia gospodarczego, które jeszcze cudem ostało się na podwórku a na tym zdjęciu...
Sąd olał sąsiada ale ja napiszę, co zdążył powiedzieć sąsiad. - Wysoki Sądzie, pomieszczenie jest zastawione sprzętem budowlanym i złomem rowerowym! Nie mogę z pomieszczenia korzystać! Pomijam fakt, że spokojnie może, ale nazywanie mojego rowerowego magazynu złomem?! Akurat w pomieszczeniu stoją asy mojej kolekcji, w tym dwa karbonowe gianty, o innych nie wspomnę. Stoi ich tam (i wisi) 8 ale na potrzeby sądowej narracji padła z ust sąsiada liczba 30. To tylko jeden przykład aberracji, stąd może niektórzy mimo wszystko wybaczą mi moje emocjonalne wycieczki w przestrzeń polskiego/forumowego eteru. łatwiej mi o tym pisać niż mówić. P.S. Zwracam cejloński cynamom, ponieważ nie jest zgodny z przedstawioną ofertą i opisem. Kupiony na allegro więc procedura reklamacyjna akurat jest dość przyjazna konsumentowi. Musiałem kilka lasek zużyć, by się o tym przekonać. No zawiedziony jestem. Więcej aromatu ma kora brzozy niż ten cynamon a smak, to już w ogóle. Podparłem się autorytetem babci, która testowała ów w każdej postaci. I taki jest ten świat... Świat jest do dupy ale życie jest cudem. Chcę jeszcze pożyć w dobrej kondycji 25 lat. Teraz rozliczyć robotę, wziąć urlop i pojechać na wieś stawiać trzon kuchenny od nowa, robić porządki w stodole no i ruszać z tematem. W sądzie kolejna rozprawa pod koniec lipca ale wyprzedzamy bieg wypadków i będzie kolejny pozew. Jak mamy się porozumieć, to teraz na moich zasadach. |
|
|
Moc dyskomfortu.
|
Twarda dziewczyna i tak się powinno dzieci wychowywać , a nie srajfon, facebuk i piękniejemy.
|
Zacytuję siebie:
Ty nie możesz narzekać. Lewactwo nie musi, bo żyje z ciebie. Ale... dzwoniła do mnie Wiosna, ta polecona przez Matjasa. Rzuciła myślami Św. Antoniego Padewskiego. Nie sądź i nie karć surowo człowieka błądzącego, ale łagodnie. Nie chcę osądzać tego grzesznika, bo albo byłem, albo jestem, albo mogę być takim jak on. Na wsi podeprę się kolejną: Kto żyje w samotności, wolny jest od trzech niebezpiecznych rzeczy: od zbytniego mówienia, słuchania i patrzenia. Jako zagubiona dusza. Święty Antoni Padewski, pośredniku niebieski, niech się dzieje wola twoja, niech się znajdzie zguba moja... https://i.ibb.co/G3tDnqn1/IMG-20230421-152158.jpg |
Wiosna mnie trzasła 33-calowym kołem w łeb.
No cóż... Taki ze mnie kiep, że trzeba mnie kołem po łbie walić, kiedy wiosna a w piecu jednak trzeba palić... Piosenkę dedykuję tym, którym się chciało, i poszli za mną w dym, mimo, że zwątpiło ciało. |
1 Załącznik(ów)
Patrzymy, co bezpowrotnie tracimy.
Cytuję z FB. Scena ujeżdżania narowistego konia z darów UNRRA przez Witię w filmie Sami swoi to jeden z najbardziej autentycznych i technicznie wymagających momentów w całej trylogii. Jerzy Janeczek, grający rolę syna Pawlaka, wykazał się niezwykłym profesjonalizmem i odwagą, ponieważ kategorycznie odmówił zastępstwa przez kaskadera, chcąc samodzielnie wykonać wszystkie ewolucje w siodle. Było to dla niego ogromne wyzwanie, ponieważ przed rozpoczęciem zdjęć aktor nigdy wcześniej nie jeździł konno. Aby podołać temu zadaniu, Janeczek musiał przejść dwutygodniowy, intensywny kurs jazdy konnej w stadninie w Książu pod Wałbrzychem. Jego determinacja bardzo ucieszyła reżysera Sylwestra Chęcińskiego, gdyż brak konieczności ukrywania twarzy dublera znacznie ułatwiał montaż i pozwalał na dynamiczne kadrowanie postaci. Do realizacji tej konkretnej sekwencji sprowadzono ze stadniny w Książu dwa różne konie. Jeden z nich był zwierzęciem bardzo narwanym i porywczym, idealnym do scen walki z jeźdźcem, natomiast drugi był wyjątkowo łagodny i służył do ujęć, w których Witia spokojnie wraca wierzchem do gospodarstwa. Co ciekawe, na planie pojawił się nieoczekiwany problem – podczas kluczowych ujęć dziki koń wcale nie chciał stawiać oporu Janeczkowi i zachowywał się zbyt potulnie, co odbierało scenie dramatyzm. Aby wykreować na ekranie wrażenie walki i napięcia, operator Andrzej Ramlau musiał niemal dreptać i biegać wokół konia z ogromną kamerą, starając się nadać obrazowi dynamiki. Ramlau wspominał później, że praca ta była fizycznie wycieńczająca i powodowała dotkliwy ból rąk, a on sam musiał być asekurowany przez asystenta, by nie zaplątać się w kable rozciągnięte wokół. Z obecnością koni na planie wiąże się również zabawna anegdota dotycząca mieszkańców Dobrzykowic, gdzie kręcono zdjęcia. Zwierzęta były trzymane w obejściu Pawlaka, a nocami opiekującego się nimi pracownika stadniny odwiedzali miejscowi rolnicy. Oferowali mu oni alkohol lub pieniądze w zamian za możliwość dopuszczenia rasowych ogierów do swoich klaczy. Opiekun zazwyczaj nie odmawiał, co sprawiło, że po wyjeździe ekipy filmowej we wsi urodziło się wiele pięknych źrebiąt, będących żywą pamiątką po produkcji. Sam Jerzy Janeczek po latach przyznał, że choć początkowo nie darzył filmu wielką sympatią ze względu na trudne wspomnienia z planu, to z perspektywy czasu uważał, że jako student drugiego roku świetnie wykonał swoją pracę i był dumny z tej sceny. |
Forumowy Africa Tigg zarzuca mi, że jestem " mądry,", potem wykłada elegancko, dlaczego:
https://youtu.be/rk-bh5sFn5c?is=Jfb0Eqm8p96sjsWi tak jest. Ale... kiedy jak ja piszę o "szkolnej", dokładnie takiej samej sytuacji, to... sarkazm. A to, o czym mówi Stanowiski w Kanale Zero dotyczy także mego podwórza. Przede mną kolejna batalia. Pewnie potrwa kolejny rok, dwa... Taki mamy klimat. Jak by kto miał wątpliwości, to ja... https://youtube.com/shorts/TWeH5Nd9p...hmdbeWGG3oNJKk ...ten w tatuarzach. Mogę przegrać bitwę... |
| Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 01:31. |
Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.