Africa Twin Forum - POLAND

Africa Twin Forum - POLAND (https://africatwin.com.pl/index.php)
-   Kwestie różne, ale podróżne. (https://africatwin.com.pl/forumdisplay.php?f=80)
-   -   Historia jednego podwórza czyli Elwood, skąd Ty mieszkasz? (https://africatwin.com.pl/showthread.php?t=47245)

fassi 09.01.2026 15:43

W domu nie mam żadnego plastiku ani styropianu. I nie będzie , a jak już to minimalnie.

Rozumiem że dziki wchodzą do domów i pożerają papier do pieczenia? Skąd te dziki mają ten PFAS w wątrobie? Możesz podać źródło?


Muszę znaleźć badanie frauenhifer Institut , gdzie badali jedna łopatę na ścieranie.

Chodzi o to, że deszcz, śnieg, wiatr ścierają te łopaty.

Skąd w tych dzikach ten plastik?

arbo 09.01.2026 15:43

Cwianiak zawsze w końcu wychodzi na durnia.

https://africatwin.com.pl/showthread...378#post895378

arbo 09.01.2026 15:45

Cytat:

Napisał fassi (Post 895668)
Skąd w tych dzikach ten plastik?

Używały plastikowych rurek do drinków, nie wiesz?

Sorry za posta pod postem, ale Fazik niegodzien w jednej linijce z zimiokiem.

Emek 09.01.2026 15:49

Cytat:

Napisał arbo (Post 895666)
Emek, świetną logikę prezentujesz.
Plastik w żarciu jest be, w wiatraku cacy.

Z Twoją logiką nie mam zamiaru polemizować. Nie wchodzę na ten level. Poczekam aż przejdziesz do czynów.
https://africatwin.pl/showthread.php?t=18200&page=13

arbo 09.01.2026 15:51

Fajnie, to mi się najbardziej podoba:
https://africatwin.pl/showpost.php?p...&postcount=127

A idzie, idze, bajoku.

fassi 09.01.2026 15:51

Emek, pytanie aktualne. Skąd u dzikow w wielu rejonach wiatrakowych, tyle PFAS w wątrobie?

Jest zakaz spożycia i nakaz utylizacji. Nawet psu nie możesz dać.

Emek 09.01.2026 15:59

Fazik skąd ja mam kurła wiedzieć co wpierdalają dziki w NRD?

arbo 09.01.2026 16:01

Cytat:

Napisał Emek (Post 895664)
Plastik z wiatraków :mur:.

Tak-że-tak.

Melon 09.01.2026 16:02

Idzie lepsze, będą butelki skupować, plastik itd ale mortadelę dostać w papierze to rarytas chyba teraz jest :D
Tak to prawda w tamtej komunie wszystko można było sprzedać na skupie, folii i plastików praktycznie nie było.

fassi 09.01.2026 16:07

Emek, nie rób że mnie idioty ani z ludzi którzy tę wątroby badaja. To wszystko pochodzi z łopat wiatraków które się ścierają mechanicznie. Dzik nie ryje w plastikowej kuchni, w szafie, na smietnisku, nie pije wody przez plastikowa słomkę, ryje na wolnej przestrzeni, gdzie glownym źródłem plastiku jest właśnie wiatrak. I nie ma tego mało, jeśli wątrobę dzika trzeba oddać do utylizacji aby nie trafiła do łańcucha pokarmowego ludzi.

Nie umiem znaleźć tego frauenhofera o tym wiecznym plastiku. Kiedyś go tu linkowalem. Pewnie skasowali jak większość o zdrowej szczepionce.

Ciekawe co Chomik powie o Czarnobylu w nowej komunie i jego ukrywaniu.

arbo 09.01.2026 16:13

https://i.postimg.cc/j5sb0P8w/MG-4634.jpg

Komunistyczny radziecki MiG.
A nie, czekaj...

Melon 09.01.2026 16:20

Chomik ja pisałem o komunie którą znam i dokładnie pamiętam jak mama płakała bo tato był na strajku w LZNSie , a czołgi stały pod bramą. Po strajkach taty sb nie ścigała ale teraz te ścierwa z sb, prokuratury i sędziowie razem z całym tym aparatem co mordowali Polaków emerytury kosmiczne biorą, to jest ta niby wolność o którą śp tata walczył ???

Pawel_z_Jasla 09.01.2026 23:45

Gówno wiem, w dupie byłem ale jak Was czytam:mur: Na cztery tematy, które z ciekawości śledzę w dwóch jest gównoburza bo:

"Nadęło się ego jak balon
i dalej rośnie i rośnie
każe się wszystkim podziwiać
marudząc przy tym nieznośnie

patrzcie jak jestem ogromne
jak emanuję mądrością
pokłońcie się wszyscy przede mną
olśnieni moją wielkością

ja ja mnie moje i dla mnie
te słowa wciąż powtarzało
aż pękło z tego nadęcia
i nic z niego nie zostało

Bo warto jest siebie doceniać
z uśmiechem przyjmować gdy chwalą
lecz trzeba zachować rozsądek
inaczej pękniemy jak balon"

Jedni toczą boje o e-wizę i kto był pierwszy, drudzy o plastik z wiatraków, dziki i lata słusznie minione a Ja dalej się dziwię skąd tylu wyborców Brauna:confused:

arbo 09.01.2026 23:47

A co, wyborcy Kaczora i Donalda lepsi, tak?

fassi 10.01.2026 00:06

Niemiecki Braun, jest partią nr1 w Niemczech z największym poparciem. No dobra, nie tak jak Braun extremalnie, ale tak na pół.

Co w tym złego? Stare partie tak rozjebaly kraj, że ludzie poszli do niemieckiego Brauna z nadzieją że da radę. Stare partie są w tej chwili w kosmosie, kompletnie nie widząc co się dzieje na ziemii.

Pod koniec cesarstwa rzymskiego, mianowano konia na posła. To właśnie dzieje się u nas.

Africa Tigg 10.01.2026 00:16

pewnie wiesz o tym , jak wszystko oczywiście, ale tą historie o Incitatusie, że został mianowany senatorem czy też konsulem przez Kaligulę, to Swetoniusz wymyślił, a później tą głupotę powtarzano, jak tez obecnie lubi się powtarzać wiele głupot...

arbo 10.01.2026 00:55

Pewnie wiesz o tym, jak wszystko oczywiście, że piszemy/mówimy "tę historię" i "tę głupotę". Co nie zmienia postaci rzeczy, zarówno jeśli idzie o Swetoniusza, jak i o parlamenty, w tym te współczesne. W polskim również zasiada koń. I jeszcze prawnika udaje.

fassi 10.01.2026 01:07

W zeszłym roku zalegalizowano narkotyki u nas. Tysiące problemów dookoła, a oni legalizują narkotyki, jakby to była najważniejsza rzecz w tej chwili.

To jest właśnie ten koń senator. Jest symbolem władzy w kosmosie niewidzącej spraw na ziemii

El Czariusz 10.01.2026 09:55

W dniu moich urodzin mam dwa życzenia.
Fazik, piszesz tu o swoich marzeniach. O domu, rodzinie, podróżach tych małych, tych dużych i przede wszystkim o tych, których moc jest przed Tobą.
O tym. O niczym więcej.
Masz proroczy wątek ze starymi afrykami, które nie wjadą do miast. Tam masz znakomite pole i okazję, by pokazać mu czemu zmierza świat nakazów i zakazów realizowanych w imię chorych idei.

Ten wątek jest bardziej osobisty, refleksyjny. Czasami ktoś rzyganie, bo wirus żołądkowy czy opryszczki towarzyszy nam przez całe życie.
Nie chcę tu żadnej napierdala mi poza "biciem samego siebie".

To jest niewiarygodne jakiej tu od maja zeszłego roku doświadczyłem rewolucji. Przy tym ktoś w końcu zauważył, że jestem ekstrawertykiem z chujową manierá, której się sukcesywnie wyzbywam. Oczywista emocje jeszcze biorą górę ale wolę je przekierować na realizację... marzeń.
Znamy się jak łyse konie. Napisałem tu przy okazji, że lubię się z Tobą kłócić ale to nie prawda. Wcale nie lubię... Kocham:) Dzięki tym kłótniom robię jednak też mały kroczek do przodu . Np. już na zawsze zostaniesz dla mnie Panem Inżynierem.

Zobacz jaki w tych dwóch słowach drzemie potencjał.
Tyle inżynierów pcha się przez globus PL a tylko Pan Inżynier nie chce. Ja to szanuję.

A poważnie, to do arbo się zwracam.
Idź stąd w pizdu. Nie zamierzam odbudowywać z Tobą żadnych relacji. Dla mnie jesteś wzorem na dupie.
Od mojego ostatniego wpisu na Pamir26 niczego już nie czytam na forum. Na pewno nie Ciebie.
Chomik Ciebie elegancko uświadomił w swoim wątku, do czego i komu jesteś potrzebny.
Zacytuję Cejrowskiego WON z mego globusa - tego Podwórza.

Infekuje sobie innych wiadomościami prywatnymi.

Co że mną?
Właśnie kończę 63 lata. Mój Kochany Strażnik Domowy starzeję się równi że mną. Dzisiaj przyjeżdżają do nas wnuki.
Będzie zjeżdżanie na sankach, wieczorne podchody i najciemniejszym zakątku podwórza postawię globus na wyimaginowanej orbicie i będę słońcem w naszym układzie. Dzieci ustawię na ich orbitach. Marysia będzie Wenus, a Kacper Jowiszem

Mikołaj będzie księżycem.

Takie są moje plany urodzinowe.
Wpadnę tu 10 kwietnia. Mam nadzieję, że z dobrymi dla mnie wieściami, bo walka o honor i Podwórze ciągle się toczy.



Globusa pl nie naprawię. Siebie mogę i konsekwentnie próbuję.
https://www.facebook.com/share/r/1CjGNjjELy/

P.S.
Z eteru amerykańskiego netu/AI(?).
Nie chce mi sięweryfikowac.

Noc, gdy jedna kobieta ocaliła 79 motocyklistów
Miała 68 lat.
Eleanor Briggs całe swoje życie spędziła w małym miasteczku Hollister w stanie Missouri.

O 16:47 niebo zrobiło się zielone.
Od razu wiedziała, co to oznacza. Ten kolor widziała w życiu tylko dwa razy. Po raz pierwszy w dzieciństwie, gdy tornado zniszczyło rodzinną stodołę. Po raz drugi, wiele lat później, gdy żywioł odebrał jej męża. Zielone niebo nigdy nie zapowiadało deszczu. Zapowiadało niebezpieczeństwo.

Syreny wyły już od dłuższego czasu, gdy Eleanor zauważyła światła na drodze.
To nie były samochody.
To były motocykle.
Dziesiątki motocyklistów z trudem poruszały się drogą nr 76, walcząc z wiatrem, który unosił kurz, gałęzie i fragmenty dachów. Zatrzymywali się, wahali, rozglądali, szukali schronienia, którego po prostu nie było.
Gospodarstwo Eleanor stało samotnie pośród pól.
Zobaczyła, jak jeden z motocyklistów upadł. Widziała, jak dwóch innych pomogło mu wstać, gdy niebo stawało się coraz ciemniejsze. I wtedy zrozumiała coś bardzo prostego: jeśli nie znajdą schronienia natychmiast, nie przeżyją tej burzy.

Eleanor z całej siły zadzwoniła w ciężki, żelazny dzwon na ganku i wskazała na stodołę.
Nie padło ani jedno pytanie.
Siedemdziesiąt dziewięć motocykli wjechało na jej posesję.
Poprowadziła ich do betonowej piwnicy pod stodołą - edynego miejsca, które mogło wytrzymać tornado. Drzwi zamknęły się dokładnie w chwili, gdy nad nimi przeszedł ryk wiatru.

Przez długie, niekończące się minuty ziemia drżała, a konstrukcja jęczała.
Gdy wszystko ucichło, Eleanor przyniosła gorącą kawę i koce.
Jeden z mężczyzn zauważył fotografię wiszącą na ścianie: mechanik stojący obok starego motocykla.
- Kto to? Zapytał.
Mój mąż - odpowiedziała. Zmarł wiele lat temu.

Mężczyzna rozpoznał nazwę warsztatu. Opowiedział historię, której Eleanor nigdy wcześniej nie słyszała: dekady temu jej mąż pomógł rannym motocyklistom, gdy nikt inny nie chciał tego zrobić. Jednemu z nich uratował nogę przed amputacją.
Burza minęła.
Stodoła była uszkodzona. Dom również.
Eleanor nie miała ubezpieczenia.

Pięć dni później znów usłyszała dźwięk silników.
Tym razem nie było ich siedemdziesięciu dziewięciu.
Były setki.
Trzystu motocyklistów przyjechało z ciężarówkami, narzędziami, drewnem, materiałami budowlanymi i pieniędzmi zebranymi przez klub. Naprawili dach. Odbudowali stodołę. Pomalowali dom. Postawili na nowo ogrodzenia.
Przed odjazdem zostawili jej pieniądze na podatki i leczenie.
- Twój mąż pomógł nam, gdy nikt inny tego nie zrobił - powiedzieli. — A ty uratowałaś nam życie. My tylko spłacamy dług.

Od tamtej pory Eleanor nigdy nie była już sama na tej drodze.
Czasem w niedzielę przed jej gospodarstwem zatrzymuje się motocykl.
Nie z konieczności.
Po prostu, żeby zapytać, czy ma ochotę na kawę.

Konkluzja?
Fajna bajka.
Idealna dla dzieci.
Na kolejne dobranoc opowiem ją wnukom.

fassi 10.01.2026 20:13

Z okazji Twoich urodzin, zebrało się pół wsi na naszej budowie



Popili, potańcowali i pierogi zjedli. NRD zatrzymało się w rozwoju w 1992 roku.

Dziś wieczorem zakończenie w knajpie. Pierwsze piwo polało się z kija o 9:42

Twoje Zdrowie El

El Czariusz 11.01.2026 11:41

Dzięki Faziku.
Należy Ci się przed nastaniem ciszy coś ode mnie extra.
Opowieść noworoczna w dwóch aktach

Akt pierwszy.
Z eteru świata równoległego.

Przyszłość Polski pod rządami siły sprawczej Brukseli.

Pieniądze z Unii znów płyną do Polski szerokim strumieniem. Kamery migają, konferencje się mnożą, a politycy z minami księgowych, którym właśnie odblokowano kartę kredytową, przekonują, że oto wróciliśmy do głównego nurtu Europy. Słowo "suwerenność" schowano głęboko do szuflady, pewnie obok "repolonizacji' i "wstawania z kolan'. Teraz się nie wychyla. Teraz się rozlicza faktury.
Bo te miliardy nie są żadnym darem. To nie manna z nieba ani nagroda za dobre sprawowanie. To pieniądz warunkowy, polityczny, obciążony ideologicznym leasingiem. Dostajesz, ale w pakiecie instrukcję obsługi państwa. A raczej: aktualizację oprogramowania, której nie możesz odrzucić.

Rząd, który jeszcze wczoraj obiecywał silną Polskę w silnej Europie, dziś coraz częściej przypomina lokalnego administratora unijnego projektu. Szeryfa Brukseli eleganckiego, uśmiechniętego, mówiącego płynnie w kilku językach, ale podejmującego kluczowe decyzje w rytm kalendarza Komisji Europejskiej, nie wyborców. Demokracja? Owszem - dopóki głosuje, jak trzeba.
Unijne środki płyną, więc trzeba płynąć z prądem. Reforma sądownictwa - do poprawki. Energetyka - zgodnie z pakietem klimatycznym, nawet jeśli rachunki przerażają bardziej niż prognozy pogody. Migracja, solidarność europejska, nawet gdy lokalne społeczności nie miały nic do powiedzenia. Wszystko da się uzasadnić: bo fundusze, bo rynki, bo Bruksela patrzy...
I będzie tak do 2027 roku. Do wyborów, które zapowiadają się nie jako starcie wizji Polski, ale jako plebiscyt lojalności. Nie wobec narodu, lecz wobec europejskiego centrum decyzyjnego. Kto lepiej gwarantuje stabilność? Kto nie będzie zadawał niewygodnych pytań? Kto podpisze się pod kolejnym kompromisem, zanim jeszcze pozna jego treść?

Prawdziwa debata o przyszłości kraju została zamieniona w technokratyczne zarządzanie oczekiwaniami Brukseli. Suwerenność sprowadzono do przypisu, a interes narodowy do prezentacji w PowerPoincie. Polska ma się rozwijać, ale odpowiedzialnie. Ma być ambitna, ale "w ramach'. Ma mieć głos - pod warunkiem, że nie będzie zbyt głośny.
Największym paradoksem jest to, że wszystko to dzieje się przy aplauzie części elit, które jeszcze niedawno biły na alarm, gdy ktoś w Europie Zachodniej próbował pouczać Polskę. Dziś te same pouczenia nazywa się "standardami", a podporządkowanie - dojrzałością.

Pytanie brzmi nie - co dalej po 2027 roku?, lecz: czy wtedy będzie jeszcze o co pytać. Czy Polska będzie podmiotem, czy już tylko dobrze zarządzanym regionem peryferyjnym Unii. Z flagą, hymnem i miejscem przy stole - pod warunkiem, że nie pomyli miejscówek.

Pieniądze płyną. Cena przyjdzie później. Jak zawsze.

Cdn.

El Czariusz 11.01.2026 13:23

Akt drugi.

Dziadku, drogi dziadku...



Bajka będzie o panu inżynierze. Enerdowska, jak tytułowa.

Pewnego, dnia upadłą, enerdowską wieś odwiedził pan i pani inżynier. Inżynierska para szukała swojego miejsca na ziemi.
Po niemałych perypetiach kupili we wsi jej kawałek (tej ziemi) i postanowili się budować. Wcale nie było łatwo na początku, bo wieś bała się bogatych miastowych. Doszło do tego, że jakiś sygnalista enerdowski doniósł władzy, że na tej działce dzieją się rożne, dziwne rzeczy.

Pan inżynier się nieco zdziwił ale postanowił użyć fortelu. W słynnej Wytworni Podlaskich Likierów nabył kilka 5-tek eliksiru. Coś na wzór tego z Poprawki z geografii Polski. Owa "poprawka" to jedna z równie słynnych, zakazanych ksiąg prawiących o przygodach małpy mówiącej ludzkim głosem. Księgi spisane zostały w czasach, kiedy małpa była małpą, murzyn murzynem
a z wanny dało się zbudować wannolot.

Zatem oczytany porządnie pan inżynier, przeszedł się po wsi (zakolendował tak jakby) i częstował mieszkańców w zależności od ich płci - "kawą" lub mlekiem od wściekłej krowy.
W ten sposób wpuścił do enerdowkich mózgów słowiańskiego wirusa. Wirus zaczął działać.
Mieszkańcy wsi nie zaglądali już na plac budowy, by pana inżyniera podpierdolić ale z czystej ciekawości. Pan inżynier częstował kawą i mlekiem z jeszcze większą intensywnością. Wirus opanował całą wieś.

Pan inżynier zastosował jeszcze jeden wybieg. Na działce postawił Wóz Drzymały 2, który przez to, że nie był trwale związany z gruntem...
Pozwalał po prostu grać na nosie "nadzorowi budowlanemu".
Ale nie do końca o tym. Pan inżynier okazał się przy tym niezwykle pomysłowym Dobromirem. Zaopatrzył się lub zbudował sobie wszystko, co było niezbędne do budowy domu. Kupił zepsutą koparkę/ładowarkę - naprawił. Zbudował sobie tartak itd. Stał się niemal samowystarczalny i nagle...

Potrzebny we wsi.
Do tej pory we wsi panował marazm. Jak za dotknięciem różdżki pani Leszczyny wszystko zaczęło się we wsi zmieniać. Pan inżynier umiał praktycznie wszystko to, co jest potrzebne do przetrwania w prerii samotnej parze ranczerów. No kurwa wszystko.
Dysponował jeszcze jedną cechą. Potrafił pomagać i integrować wokoło siebie ludzi, aktywizować ich społecznie.
Zaskakiwał pomysłowością.

Pewnego dnia przywiózł na wieś dwa... byki.
Po kolei...



Cdn.

El Czariusz 11.01.2026 22:42

1 Załącznik(ów)
W jeża mordę.
Wczoraj, w dniu moich faktycznych urodzin odszedł Erich von Däniken. Pewnie dlatego przyśnił mi się... Tusk. To wyraźny sygnał, by zerwać się ze smyczy, bo świat stanął na głowie. Oczywista świat demokratycznej i pełnej wartości Europy.

Tego dnia i mca urodziła się prócz mnie Strażnik Domowy i nestorka naszej małej kamienicy.
Z tej okazji dostaliśmy od Pani Wandy nalewkę.
10 stycznia urodził się George Foreman. Ten, którego stłukł Ali w Kinszasie.
Ale to walka Forma z Ronem Lele ma większy ciężar gatunkowy dla mnie.

Jutro z rana dokończę enerdowską bajkę/sen, został sam finał i zapadnę w obiecany sen zimowy. Z tego, co widzę odebrano możliwość usunięcia/edycji posta, co nie ma znaczenia dla ludzi, którzy mało piszą a trochę ogranicza tych, co piszą więcej. Coś jak ja ale to rzadkość. Nowa konwencja wpisuje się jednak znakomicie w to, co powinienem robić.
Czyli - milczeć. Od poniedziałku wdrożenie terapii szokowej.
Zamiana słów na złoto. Wchodzę w to.
Denominacja mowy. 1000 słów na jedno.
Na papierze ten rygoryzm w innej formie.

Tymczasem jutro finał bajki.

fassi 12.01.2026 09:13

1 Załącznik(ów)
Legenda głosi, że tak powstają codziennie rano legendy w enerdowskich bajkach

Załącznik 148072

I zyli długo i szczęśliwie.

El Czariusz 12.01.2026 09:49

Finał enerdowskiego snu.

Kiedy było już pięknie, byki waliły kupę na kompost, dla potrzeb własnego ogródka, we wsi pojawił się agent.
Przykleił się do naszego bohatera i jak to się pisze w bajkach dla dorosłych zaczął mu wchodzić w dupę.
Esencja moralności, arbiter ortografii - Herr Dot alias Punkt. Zwiedził wszystkie dupy świata. Najlepiej jednak czuje się w czarnej. Zawsze zostawia po sobie charakterystyczny podpis. Jedni trzy krzyżyki, drudzy 8 gwiazdek. On trzy kropki, stąd łatwo poznać gdzie był.

Ta bajka się nie kończy.
Nie ma swojego, charakterystycznego dla normalnych bajek końca, bo to jest bajka enerdowska.

To nie jest jednak problem Fazika. Problemem (brakuje mi właściwego słowa) Fazika jest wrzód na dupie. To nie jest normalny wrzód. To marker stanu zapalnego. Bezdomni mówią na niego El Primero Pioniero. Zawsze da piątaka, nawet jak nie ma. Wtedy piątaka przybija. Ale on jest "ciu ciu ciu" do czasu.
Jeden morał z bajki wyciągnąć można już. Jeden człowiek dużo może. Może zrobić dużo dobrego i wszystko spierdolić.

https://i.ibb.co/WWHWyQky/DSC05265.jpg

Powyżej łeb El Primero Pioniero z dnia 2018-01-10. Z dnia jego urodzin.
Wstrząśnienie mózgu na samym początku przygotowań do Szlakiem Grąbczewskiego 1889-2018.
Rok 2018 był jednym z najgorszych w moim życiu z jednej strony, z drugiej pięknym doświadczeniem.
Ilu ludzi próbowało mi wtedy pomóc i... pomogło.

Potem nastał kowit. Czas próby. Zdałem wewnętrzny egzamin. Zdała go Strażnik Domowy.
Dzisiaj nie marzę o podróżach.
Marzę, by być lepszym. Chcę być nikim. Kimś dla najbliższych.

Bohater naszej bajki ma dwa byki, ja będę miał konia i łódkę z żaglem.
Na urodziny dostałem dłuta i dwie piły japońskie. Znaczy pieniądze na nie. Tak się pierwszy raz umówiłem.
Wrócę tu, jak zbuduję model stodoły w oparciu o tradycyjną (zabytkową ciesiołkę). Będzie do złożenia jak klocki lego. Skala mniej więcej jak 1:10.
To może potrwać.

Faziku, ajlowiu.
Jeszcze nie jeden raz świat zadziwisz.

chomik 12.01.2026 10:23

Zauważyliście, że na końcu zawsze jest rodzina najważniejsza, nie mówię o końcu życia, ale w pewnym momencie dochodzimy do takich wniosków. Część dochodzi do nich na początku, część na końcu. Nie liczy się stan posiadania, w każdym aspekcie i materialnym i duchowym. Bez względu na to ile mamy to na koniec jesteśmy z rodziną.
Wydaje się nam w życiu, że za mało mamy i ciułamy wspomnienia, pieniądze, władzę i co tam jeszcze, a na koniec a może to początek, jesteśmy i chcemy być z Rodziną. Bo to zajebista przygoda ta RODZINA... i wcale ta RODZINA nie musi być z krwi.... :oldman:

Artek 12.01.2026 11:46

Nie wiem jak jest na końcu:) ale
znam rodziców, którzy tłamszą latami swoje dzieci.
dzieci, którzy swoich rodziców nie odwiedzają na łożu smierci lub pogrzebie

Rodzina jest wygodna ekonomicznie dla pewnej płci.

Poświęć jeden dzień na korytarzu sądowym, pomóż dzień w hospicjum. Tam można zobaczyć rodzinę na końcu.

Mazurkas007 12.01.2026 11:54

Nie to że się chwalę, ale miałem szczęście mieszkać i pracować w ponad czterdziestu krajach. Poznałem chyba wszelkie główne narodowości, religie i ideologie.
Na końcu najważniejszy jest spokój, przychodzi zawsze taki moment, że po prostu zaczynasz mieć wyj....ne na drobnicę a doceniasz to, co cię uspokaja.
Cokolwiek to jest i jakkolwiek to nazwiemy. Człowiek na końcu życiowej drogi, z bagażem doświadczeń, po prostu chce spokoju.

chomik 12.01.2026 11:55

Cytat:

Napisał Artek (Post 895878)
Nie wiem jak jest na końcu:) ale
znam rodziców, którzy tłamszą latami swoje dzieci.
dzieci, którzy swoich rodziców nie odwiedzają na łożu smierci lub pogrzebie

Rodzina jest wygodna ekonomicznie dla pewnej płci.

Poświęć jeden dzień na korytarzu sądowym, pomóż dzień w hospicjum. Tam można zobaczyć rodzinę na końcu.

Doczytaj ostatnie moje zdanie, proszę :)

Artek 12.01.2026 13:11

Cytat:

Napisał chomik (Post 895881)
Doczytaj ostatnie moje zdanie, proszę :)

Rodzina motocyklowa?





Rozważ, jak trudno jest zmienić siebie, a zrozumiesz, jak znikome masz szanse zmienić innych.
Pewnie pisane po winie.



Mazurkas-fajne doświadczenie. Zazdroszczę! Ale w tym spokoju masz jeszcze ten atomowy młodzieńczy napęd do "robienia rzeczy"?

RonDell 12.01.2026 14:33

Cytat:

Napisał Mazurkas007 (Post 895880)
Nie to że się chwalę, ale miałem szczęście mieszkać i pracować w ponad czterdziestu krajach. Poznałem chyba wszelkie główne narodowości, religie i ideologie.
Na końcu najważniejszy jest spokój, przychodzi zawsze taki moment, że po prostu zaczynasz mieć wyj....ne na drobnicę a doceniasz to, co cię uspokaja.
Cokolwiek to jest i jakkolwiek to nazwiemy. Człowiek na końcu życiowej drogi, z bagażem doświadczeń, po prostu chce spokoju.

"Z wiekiem spada zapotrzebowanie na zysk, a rośnie popyt na święty spokój".
Duńczyk, Vabank

Melon 12.01.2026 15:36

Chyba klisza się spaliła bo ciemność widzę https://imgbb.com/

Mazurkas007 12.01.2026 15:44

Cytat:

Napisał Artek (Post 895888)
Ale w tym spokoju masz jeszcze ten atomowy młodzieńczy napęd do "robienia rzeczy"?

Mam, i to mnie czasami zadziwia. Jak wielu moich pracowników w wieku 25-35 wymięka. Strasznie słabe pokolenie nasze miejsce zajmie. Ale jak to ktoś kiedyś powiedział : twardzi luzie tworzą dobre czasy, dobre czasy dają miękkich ludzi, miękcy ludzie dają słabe czasy, ....

El Czariusz 12.01.2026 18:20

Łba nie będzie, za to o pewnym Niemcu w zastępstwie na finalny deser. To skutek zmiany warunków edytowania.
Zanim, dodam że łatwiej naprawiać innych niż siebie. Siebie najtrudniej.

Oskar Speck (Szopek) mu było.
Wyruszył w poszukiwaniu pracy, nieświadomy, że jego podróż przejdzie do legendy. W 1932 roku, w dobie wielkiego kryzysu, Oskar Speck stracił swój biznes w Hamburgu. Zdesperowany, 13 maja zwodował składany kajak w Ulm, planując dotrzeć do kopalni miedzi na Cyprze. Jednak gdy dotarł do celu, uznał, że chce płynąć dalej. Przez kolejne 7 lat pokonywał rzeki Europy, wody Eufratu i Tygrysu aż po niebezpieczne wybrzeża Indii i Indonezji.

Podróżował samotnie, walcząc z malarią, atakami krokodyli i wrogością lokalnych plemion w Nowej Gwinei. W Iranie wzięto go za szpiega i ostrzelano, w innych miejscach cierpiał z powodu ekstremalnego upału i braku wody. W trakcie wyprawy zużył 5 kajaków, które regularnie przesyłał mu niemiecki producent (firma Pionier-Faltboot-Werft), widząc w jego wyczynie doskonałą reklamę.

Finał podróży był tragikomiczny. We wrześniu 1939 roku, gdy Speck po 50.000 kilometrów w końcu ujrzał brzegi Australii na wyspie Saibai, zamiast wiwatów powitali go policjanci. Z powodu wybuchu II Wojny Światowej i jego niemieckiego pochodzenia, Speck został natychmiast aresztowany jako „wrogi cudzoziemiec”. Spędził kolejne 6 lat w obozie dla internowanych w Tatura a po wojnie osiadł w Australii, gdzie zmarł w 1995 roku jako ceniony kolekcjoner opali.

Dodam więcej pierwszego dnia wiosny. O rozlewiskach będzie.
Amen.

El Czariusz 12.01.2026 19:02

Skoro jeszcze dzisiaj rozgadany jestem to wrzucę kupamięci.

Wojtówce. Muzeum Stolarstwa

We wsi Wojtówce na rozległej posesji nr #46, nieopodal Knyszyna i zaledwie nieco ponad 30 kilometrów od Białegostoku, znajduje się miejsce absolutnie wyjątkowe na mapie kulturalnej Podlasia – „Wioska Mnicha”, stworzona przez Pana Krzysztofa Mnicha. To nie pojedyncza ekspozycja, lecz cały rozległy zespół muzealnych kolekcji, gromadzonych przez lata z pasją, konsekwencją i ogromnym nakładem pracy. Jednym z najważniejszych i najbardziej sugestywnych elementów tego zespołu jest muzealna wystawa stolarni, wypełniona historycznym wyposażeniem oraz tysiącami narzędzi stolarskich ręcznych i mechanicznych.

Ekspozycja stolarska pokazuje wielowiekowy rozwój rzemiosła – od prostych, niemal archaicznych narzędzi, po coraz bardziej wyszukane i wyspecjalizowane przyrządy. Obok toporów ciesielskich, siekier i dłut można tu zobaczyć heble różnego rodzaju: zdzieraki, równiaki, spustniki i strugi profilowe do wykonywania ozdobnych listew. Są piły ramowe i płatnice, świdry i wiertarki korbowe, pobijaki, młotki, ściski stolarskie, kątowniki, znaczniki traserskie, cykliny do wygładzania drewna, a także dawne tokarki i maszyny stolarskie napędzane ręcznie lub przy pomocy prostych mechanizmów pasowych. Każde z tych narzędzi nosi ślady intensywnej pracy i stanowi materialny zapis doświadczeń kolejnych pokoleń rzemieślników.

To jednak nie jest muzeum „za szybą”. Zgromadzone narzędzia są podstawą do prowadzenia przez Pana Krzysztofa Mnicha warsztatów stolarskich dla młodzieży i osób starszych. Pod okiem gospodarza uczestnicy nie tylko oglądają narzędzia, lecz uczą się ich praktycznego użycia. Własnoręcznie wykonują proste przedmioty – deseczki, skrzynki, ramki czy drobne elementy użytkowe – które stają się cenną pamiątką spotkania z żywym rzemiosłem i dowodem, że tradycyjne stolarstwo wciąż może być źródłem radości i satysfakcji.
„Wioska Mnicha” to jednak znacznie więcej niż tylko stolarnia. To całe uniwersum kolekcjonerskie, będące świadectwem tytanicznej pracy jednego człowieka. Na szczególną uwagę zasługuje chyba największa w Polsce kolekcja siekier – narzędzi prostych w formie, a jednocześnie niezwykle zróżnicowanych pod względem kształtu, przeznaczenia i pochodzenia. Obok niej można zwiedzać ekspozycję Starej Kowalskiej Kuźni, przypominającą czasy, gdy metal, ogień i młot stanowiły podstawę lokalnej gospodarki i rzemiosła.

Wyjątkowym dopełnieniem całości jest zbiór historycznych szyldów emaliowanych – pochodzących sprzed II wojny światowej oraz z okresu PRL. Te barwne, dziś już niemal zapomniane tablice przywracają pamięć nazw i adresów nieistniejących firm, szkół i instytucji. Wiele z nich to także świadectwa pracy służb BHP – ostrzeżenia, nakazy i zakazy, których celem było zapewnienie możliwie bezpiecznych warunków pracy w fabrykach, warsztatach rzemieślniczych i na placach budów. Każdy szyld to mały dokument epoki, fragment codzienności minionych dekad.
Historia stolarstwa – w Polsce i na świecie – sięga najdawniejszych cywilizacji. Już w starożytnym Egipcie wytwarzano meble i skrzynie, Grecy i Rzymianie rozwijali techniki łączenia drewna, a średniowieczna Europa opierała system rzemieślniczy na cechach i długim procesie nauki zawodu. W Polsce drewno przez wieki było podstawowym materiałem budowlanym i artystycznym, a kunszt stolarski i snycerski osiągał wysoki poziom, zwłaszcza w epoce renesansu i baroku.
Nieprzypadkowo symboliczną postacią tego zawodu pozostaje św. Józef – uznawany za najbardziej znanego stolarza w historii świata. Jest on uosobieniem cierpliwej, uczciwej i odpowiedzialnej pracy rąk. Ten właśnie etos przenika „Wioskę Mnicha” – miejsce stworzone nie dla szybkiego efektu, lecz z miłości do pracy, historii i rzeczy prostych, ale trwałych.

Ogrom zgromadzonych eksponatów, różnorodność tematyczna kolekcji oraz ich spójność pokazują skalę wysiłku, jaki Pan Krzysztof Mnich włożył w stworzenie tego niezwykłego muzealnego świata. „Wioska Mnicha” jest dziś nie tylko prywatną kolekcją, lecz prawdziwym centrum pamięci rzemiosła, pracy i codzienności minionych pokoleń – miejscem, gdzie historię nie tylko się ogląda, ale można jej dotknąć, usłyszeć i doświadczyć.

chomik 12.01.2026 19:20

Cytat:

Napisał Artek (Post 895888)
Pewnie pisane po winie.

Oj, to źle trafiłeś, ostatni alkohol jaki piłem to w Białej.

A Rodziny mogą być różne.

A moja uwaga łączy się z obserwacją, co mówią, piszą ludzie, co dla nich staje się ważne z biegiem, czasu. Tak samo to odczuwam, ale nie jestem takim egocentrykiem aby uważać, że jak ja, to wszyscy, była to moja obserwacja na temat świata. Ty wcale mogłeś nie dojść do tego etapu i luzz.

El Czariusz 12.01.2026 20:04

Alkohol to zguba ludzkości.

https://event.webinarjam.com/registr...X978q0hpuLfdmg
Ja się zapisałem.
Zostały mi trzy czereśnie i walczą o przetrwanie.
Spisana na straty szara reneta (nasiona) zaczęła kiełkować w inkubatorze.

Artek 12.01.2026 20:07

Cytat:

Napisał chomik (Post 895917)
Oj, to źle trafiłeś, ostatni alkohol jaki piłem to w Białej.

Mój wpis dotyczący wina odnosił się do spisanej myśli (zdanie powyżej wina) przez Wolter'a, który był Francuzem. Absolutnie nie do Ciebie. Mnie nic do tego kto co i ile robi ze swoim życiem.

chomik 12.01.2026 20:39

Cytat:

Napisał Artek (Post 895922)
Mój wpis dotyczący wina odnosił się do spisanej myśli (zdanie powyżej wina) przez Wolter'a, który był Francuzem. Absolutnie nie do Ciebie. Mnie nic do tego kto co i ile robi ze swoim życiem.

Rozumiem, przepraszam, nie jestem obeznany w filozofach, i nie skumałem, ja prosty chomik.
Po za tym dałeś quotę z tym co napisałem, więc sugerowałem się, że to do mnie bezpośrednio i, że niby na bańce to napisałem w przypływie uczuć ogólnospołecznych :D

Artek 12.01.2026 21:00

Każdy przypadek jest inny.
Cytat zasłyszany od pewnego chirurga-ortopedy:) Świetnie pokazuje też analogię do moich obserwacji różnych ludzi/rodzin. Choć schematów w mych obserwacjach mnóstwo.

Ja bym chciał być lepszy z UCZUĆ. Ale już coraz rzadziej bym chciał.
Zdrowia! Nie w formie toastu, a szeroko rozumianego dobrostanu ciała i ducha.

El Czariusz 12.01.2026 21:31

Mam/muszę/vhcę wrócić na zaordynowaną ścieżkę.
Zostałem zdyscyplinowany.
Gadulstwo jest złą manierą. Pauza miała być i koniec
Miał być "po" stodole jak klocki LEGO.
To prawda.

Ale nałożono mi (w sumie w formie kontynuacji terapii) dodatkowe zadania.
Ten wątek zaczyna się Sonatą księżycową, którą miałem opanować na 50-tkę mojego zacnego Kolegi. Zrezygnowałem po 1/3...
Zatem w ramach terapii douczyć się mam pozostałych 2/3 (tempo large) i postawić 50-tkę owemu Koledze i potem zagrać Sonatę w zadanej już sobie transkrypcji.
Zatem tak szybko się tu nie zamelduję.

Mało tego, za nonszalancję i trele wszelkie opanować/zagrać mi zadano ten utwór.
Zatem raz jeszcze: stodoła, sonata i romans...
Może się wyrobię na dzień dziecka?
Dziękuję za bat na tyłek i tylko trzy konkrety.
Zaprawdę wolałbym ich 100 mieć na sumieniu. Kto tam by się ich doliczył.
Nie mam, nie muszę do niczego wracać nawiasem pisząc.



Dobranoc.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:27.

Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.