![]() |
Wysoki Sądzie,
urodziłem się w styczniu. W pierwszej połowie stycznia. Dokładniej 10-tego. Dzisiaj obchodzę imieniny. Imieniny są sztuczne. Chciałbym je obchodzić wtedy, kiedy któremuś z moich rodziców przyszło do głowy, by nadać mi imię Dariusz. Wiem, że to Mama. Pamiętam jak kręciła mi palcami loczki na dobranoc i mówiła: - A na imię było mu Dariusz. Tysiąc niewolnic mu usługuje... Dariusz I i... III. tak chciałem być pierwszym (cha cha!). Tak rodziło się we mnie enpede:) Przede wszystkim rodziła się moja ciekawość. Ciekawość Orientu. Baśnie Tysiąca i Jednej Nocy... Jako wzorowy przykład enpede składam sobie w ten sztuczny dzień najlepsze życzenia. DARIUSZU... ...proszę dopisywać! Zobaczymy ilu Was jest cfaniaczki i czego mi życzycie. P.S. Dzięki chopy za wcześniejsze ciepłe, pedalskie słowa. Nakarmiły moje enpede do końca roku:) W ramach chorobliwej pedagogizacji posłuchajcie jaką nam sieczkę (przede wszystkim waszym dzieciom/wnukom) w mózgu robi smartfon. To się w pale nie mieści? O AI popełniłem już treść. Chodzi właśnie o to, by nie było w życiu "słodko". Na Grąbczewskim (2018) siedzimy u stóp 5-ciotysięcznika. Wieczór. Jutro "atak szczytowy". W kamiennym kręgu koralu siedzi 7 osób. Wszyscy w smartfonach, poza jednym. Ten jeden się odzywa: - Po chuj wam tutaj, na tym pięknym zadupiu (ale łączność jest) ten telefon? Bo musimy mieć łączność ze światem. Ten jeden smutnie się temu przygląda. https://i.ibb.co/39SHsDLr/87550852-5...78235904-n.jpg |
Zdrowia :)
|
Musiała się znaleźć Czarna Owca...:)
Internety. Czytajcie uważnie. Pisałem już o tym, że wszyscy rodzimy się geniuszami. Autorka wspomina o nauce chodzenia ale intelektualnie największym wysiłkiem jest nauka mowy.. Zauważcie, ten proces przechodzą niemal dzieci, Te, które z różnych przyczyn nie mogą (ledwie kilka procent) znajdują swój pomysł. 40 lat szukałem geniusza w sobie. Wiem, gdzie nasze drogi się rozeszły:) Cytuję. Świat przeciera oczy ze zdumienia. Metoda Szubartowskiego - polskiego nauczyciela informatyki może zmienić podejście do nauki w wielu krajach. To właśnie z jego klas wywodzili się uczniowie, którzy zdobyli łącznie 126 medali na międzynarodowych olimpiadach informatycznych, w tym 22 złote. Szubartowski od lat pracuje z młodymi ludźmi w sposób, który sam określa jako naturalny. Jak tłumaczy, chodzi o pracę twórczą, rozwój i tworzenie warunków, w których uczeń sam chce się uczyć. Na czym polega to w szczegółach? Zamiast lekcji opartych na programie uczniowie dostawali wyzwania, które musieli rozwiązać samodzielnie, bez podpowiedzi i bez teorii. Istotnym elementem są emocje i środowisko. Uczeń, który rozwiązał wyzwanie, tłumaczy je innym. - To się nazywa tutoring młodzieżowy. W tym systemie nie ma rywalizacji. - Nie wolno rywalizować. Uczniowie współpracują ze sobą - Nie ma też przymusu wychodzenia do tablicy. - Uczeń ma chcieć opowiedzieć o tym, czego się nauczył, a nie być sprawdzany z braków. Co nie działa w polskiej szkole? Szubartowski krytycznie odnosi się do tradycyjnego systemu oceniania i modelu nauczania w szkole. Oceny nie są dla niego celem samym w sobie. - Oceny nie są elementem priorytetowym - mówi. W jego pracy pojawia się pojęcie "prawdy" zamiast klasówki, a zadania do sprawdzianów pochodzą z warsztatów prowadzonych przez samych uczniów. Jego zdaniem jednego roku uczeń nie powinien mieć więcej jak trzy przedmioty i w czasie całego liceum nie więcej jak pięć. Według niego szkoła powinna być oparta na pracy twórczej, bo wtedy organizm wytwarza endorfiny, a nauka przebiega w sposób spokojny, oparty na ciekawości i wewnętrznej chęci działania. Dziś natomiast przeważa drugi tryb związany z wydzielaniem adrenaliny. To stan stresu, w którym uruchamia się instynkt przetrwania, a podświadomość skupia się nie na rozumieniu, lecz na walce o bezpieczeństwo. Zdaniem Szubartowskiego właśnie ten drugi mechanizm dominuje w szkołach: straszenie odpowiedzią przy tablicy, krzyk, ośmieszanie, presja ocen i ciągłe poczucie zagrożenia. Uczeń uczy się szybciej, ale nie dlatego, że rozumie, tylko dlatego, że się boi. Taka nauka odbywa się kosztem zdrowia. - I co robi edukacja? Mówi, zwiększamy liczbę psychologów, zwiększamy liczbę pedagogów i tak dalej - mówi. To według niego błędne koło. - Realizowanie programów i robienie tego, żeby jak najwięcej uczniów miało oceny bardzo dobre, jak najmniejsza różnica żeby była między słabszym a tym najlepszym. Jak zatrzymać talenty w Polsce? Zdaniem Szubartowskiego kluczowe są warunki. Odwołując się do przykładów sportowych, mówi wprost, że ludzie wybierają miejsca, w których mogą się rozwijać. Jednocześnie podkreśla, że wielu jego uczniów utrzymuje więzi z Polską, a część z nich pracuje na polskich uczelniach i w międzynarodowych strukturach naukowych. Szubartowski nie mówi o wychowywaniu geniuszy. Wraca raczej do prostego porównania: - Dziecko się samo nauczyło chodzić. Rodzice mu tylko stworzyli warunki - dodaje. I podkreśla, że w edukacji, podobnie jak w życiu, "nie chodzi o to, żeby udowodnić, czego uczeń nie umie, tylko żeby dać mu przestrzeń, w której sam będzie chciał iść dalej". Gdyby to tylko było możliwe. |
Aż się utopiłem w powodzi imieninowych życzeń:)
Napiszę wam, kto o nich pamiętał. Strażnik Domowy, moja druga Mama (mama Strażnika Domowego) i Pierworodniak. Najważniejsza jest rodzina. Pamiętał Mario. Jego życzenia były krótkie, bo ratował akurat... Murzyna z Zimbabwe. Kurwa... w moje imieniny! Czarnego "nie uznaję" bo to moderator. On jeszcze uważa, że warto. Rany Julek... jak ja lubię jego opisy. Przekopałem się przez jego bloga już dawno temu i... gdyby miał jeszcze tylko mój talent w pisaniu... Cha, cha, cha... To uwaga do... arbo. Obiecałem Ci, że pocierpisz arbo trochę a to dopiero preludium. Przepraszam, ze pisze przez małe "a" ale to bardzo dobrze znana mi głupia maniera. Rozumiem "chomik". Ale dla mnie forumowy chomik jest Chomik. No jakoś mi na klawiaturze nie wchodzi z małej litery, choć sam się tak "pisze". To jest właśnie ta jego "miałkość". Ja mam swój system wartości, swoje zasady i ich się trzymam, jak William Willys swojej One. Dla mnie wzór gościa, który zmierza ku śmierci ale... w jakim stylu?! Poświeciłem fchuj czasu, by od A do N rozkminić jego NIESAMOWITĄ historię. Pozyskałem wszystkie dostępne w eterze materiały. Tego arbo nie wie, ale to jest mój prawdziwy konik. W 2011-tym na Kolosach za 2010 (byliśmy nominowani za Afganistan 2010) przy okazji słuchałem Aleksandra Doby. Wszyscy byli zachwyceni a jak tak jakoś nie bardzo. Jak bym słuchał... siebie. Konsekwencja? Wgryzłem się w temat. Tak się wgryzłem, że jak Matka Ziemia zabrała Pana Aleksandra, to poczułem stratę. Dzięki niemu pochłonął mnie żywioł, którego się boję. Ten żywioł to morze. Morze wody. Ale strach, to strach a ocena? Doszedłem do wniosku, że jest jedna, jedyna droga przez Atlantyk, z której korzystają "miałcy" żeglarze, która zasadniczo nie jest... wielkim problemem. Dla tych śmiałków nie jest ale na Kolosach błyśniesz. Jeszcze dwa lata temu miałem opierdolony temat jak arbo rosyjskiej literatury dotyczącej Azji Centralnej. Pech arbo w tym względzie polega na tym, że ja miałem w domu mojej mamy rosyjski księgozbiór przekraczający 6000 pozycji. Cuda tam były, biorąc zamiłowanie mojej Mamy do kultury Orientu. Jak arbo wspinał się na nocnik po drabinie ja już miałem zaliczoną Drogę Wojenną. Nie miałem wtedy jeszcze 10-ciu lat, kiedy za zgodą wszystkich pasażerów mogłem usiąść na miejscu konduktora, a miejsce to było po prawej od kierowcy. Do dzisiaj pamiętam te zakręty, kiedy wydawało się, że jesteśmy poza drogą! Trzymałem się kurczowo takich małych poręczy a moim ciałem miotało na lewo i prawo co chwila i... ja byłem szczęśliwy! Cały autobus też. Bo nikt nie spodziewał się polskiej rodziny w takim otoczeniu. Czym nas nam wtedy nie częstowano. Arbuzem, winogronami, brzoskwniiami... Ja z siostrą byłem w raju. I nagle... Pisze do mnie na priv... arbo. No więc słuchaj kolego. F-cznie w stosunku do mnie w dupie byłeś a jak byłeś, to ZAWSZE po mnie. Byłeś pod Nagna Parbat tylko, że... ja byłem tam przed Tobą. Wiesz kiedy Ci to udowodniłem. Dobrze wiesz. Była Twoja Żona przy tym. Wykazałeś wtedy ignorancją ale... wyjątkowo przyznałeś mi rację. Słuchaj arbo. Dzisiaj są moje imieniny. Twój pierwszy priv odebrałem jak... odebrałem. Dobrze wiesz, jakie jest moje stanowisko w Twojej sprawie. Skoro próbujesz nawiązać ze mną relację to ja stawiam Ci jeden warunek. Czysto imieninowy. Jeżeli "odszczekasz" to, co mnie najbardziej boli, to ok. Co mnie boli przypomnę. Twój wywiad dla jakiejś tadżyckiej TV, kiedy to piałeś, że pioniersko przebiłeś się przez góry, by dostać się do doliny Wancz. Bohater. Tylko... Tą drogę my z Benkiem wyczailiśmy i dojechaliśmy do przełęczy, która otwierała drogę do tej doliny. Bajer polegał na tym, że akurat była wojna w Pamirze... Zamknięto wszystkie drogi w Pamir. A my z Benkiem zupełnie przypadkowo spotkaliśmy w Tawildarze tadżyckiego geologa i on nam ten "objazd" wskazał. Kiedy wjeżdżaliśmy na przełęcz w ciszy i skupieniu pierwszy raz (a był to mój czwarty pobyt w regionie) zaczął padać deszcz. Deszcz przeszedł w ulewę na przełęczy. Woda zaczęła płynąć rwącym potokiem po nieutwardzonej drodze gruntowej. Po 10 minutach to była rzeka... Mówię do Benka: - Przeczekamy, to rzadkość taki opad. Ale Benek był tu pierwszy raz. Jego samochód, on prowadzi... - Elwood... Benio... To Twoje auto, Ty prowadzisz, Ty decydujesz. Skoro nie czujesz się pewnie, spokojnie się wycofujemy. - Elwood... Twoja decyzja Benek jest święta. Ja ją przyjmuję z pełną pokorą. Benek... ile razy ja się wycofałem w podobnych sytuacjach, tylko ja wiem:) To była jedna z najlepszych moich wyryp w życiu. Po tym "akcie" płynęliśmy Z Benkiem pod Pik Lenina. Tam spotkaliśmy się z arbo i tam przekazaliśmy arbo info o tej alternatywnej drodze. Tam dostałeś kolego wszelkie wytyczne, nawet wyjechałem poza mapę, bo brakowało dosłwnie kilometra. Wiedziałeś dzięki nam, jak objechać ten odcinek. I nie ważna jest ta tadżycka tv... Jak się zacząłeś tym chwalić - klasyk enpede, to ja Ci zwróciłem uwagę, że kłamiesz. Szedłeś w zaparte jak ten skurwiel, obecny mój sąsiad. Ale ja mam tę mapę ze wskazówkami, żyje Benek... To jeszcze może bym przebolał... Ale to, co działo się na forum Brytana, to przekroczyłeś wszelkie granice uczciwości. Ja tę wymianę "poglądów" tu opublikuję. Bo skurwyństwo należy tępić. Najgorsze jest to, na jaką kasę naciągnąłeś swojego kumpla. Masz jedną, moją imieninową szansę. Napisz tylko jedno zadanie: - Popełniłem błąd. Ok... ja nie chcę budować z Tobą żadnej relacji. Podejmujesz próby w swoim stylu. Rozsiewasz na priv informacje, które mają "budować" Twoją narrację. I nagle ja... otrzymuję od Ciebie trzy wiadomości na priv... takie... budujące, zapraszające... Masz indywidualnie ciekawe portofolio. Ale na moje enpede za małe. Byłeś w Afryce? Nie. Dotarłeś jedynie do Maroko. Gdyby Chomik dysponował czasem Homerów, którzy objechali Afrykę w rok czasu... Wyobraź sobie, że nie dysponował. Jesteś mega rodzinny gość. Chomik też. Zdecydował się na tę wyrypę przy dwójce małych dzieci. Musi mieć takie wsparcie, jakie Ty miałeś od żony. I tu ostatnie Twoje skurwielstwo. Jak brakło Ci argumentów zacytowałeś moją prywatną wiadomość do Ciebie. Ale przerobiłeś ją tak, by wyszło, że ja obrażam Twoją Żonę. Ja miałem i mam do nie zawsze szacunek. Naprawdę należy się szacunek kobietom, które trwają przy takich indywiduach jak my. Byłem z Tobą na wyrypie w 2011-tym. Wszyscy na forum 3po3 byli przekonani, że wyjazd takich samców jak my, to katastrofa. I co...? Centuś z Bochni okazał się... rozrzutnikiem kasy. Przy mnie się nauczyłeś tej wyprawowej oszczędności. Tak się nauczyłeś, że na własny koszt (sic!) zaproponowałeś przedłużenie wyrypy. I to była super wyrypa! Jedna z lepszych, w jakiej brałem udział. Lokuje ją w piewrszej 5-tce. i co arbo... Zjebałeś klimat, kiedy poprosiłem Ciebie o Twoje zdjęcia z wyrypy... Co mi odpisałeś? Pamiętasz! Tak... po mojej odpowiedzi, przysłałeś mi zdjęcia, filmy, nawet podarowałeś Łysiaka z dedykacją. Nawet dostałem od Ciebie piękny, dedykowany osobiście dla mnie kalendarz... Niestety, potem grałeś swoje jak ten chuj sąsiad. Ja mam swoje zasady. Napiszesz tutaj: - Popełniłem błąd. Ja opublikuję ten piękny kalendarz. Nie zrobisz tego? Nie pisz do mnie na priv więcej. Tutaj możesz ale ja Ci już NIGDY nie odpowiem. I jeszcze jedno. Skoro chcesz, żebym się ogolił (przestrzeliłeś miejsce) opublikuj tu swoje zdjęcia z Azring i z Paszimgar. Byłem w obydwu miejscach i nawet z tej perspektywy wielu lat, będę wstanie je zweryfikować. Nie będzie - Popełniłem błąd do Wigilii, kasuję ten post, bo zdecydowanie dzisiaj ponad Ciebie przedkładam drewniane tematy i dobrze mi z tym. |
"Robert Sapolsky, profesor neurologii i biologii na Uniwersytecie Stanforda przez ponad trzy dekady prowadził badania terenowe nad zachowaniem pawianów we wschodniej Afryce. To, co początkowo miało być klasycznym studium hierarchii, dominacji i rywalizacji – zjawisk dobrze znanych zarówno u naczelnych, jak i u ludzi – z czasem przerodziło się w jedno z najbardziej zaskakujących odkryć współczesnej biologii behawioralnej.
Badane stado funkcjonowało według typowego dla pawianów modelu społecznego. Na jego szczycie znajdowali się agresywni samce alfa, którzy poprzez przemoc i zastraszanie kontrolowali dostęp do zasobów oraz samic. Napięcie, ciągłe walki i wysoki poziom stresu były codziennością, a hierarchia oparta na sile wydawała się czymś oczywistym i „naturalnym”. Przez wiele lat nic nie zapowiadało zmiany tego porządku. Przełom nastąpił w sposób całkowicie nieplanowany. Około dziesięciu lat po rozpoczęciu badań stado dotknęła epidemia gruźlicy bydlęcej. Choroba nie rozprzestrzeniła się losowo – uderzyła przede wszystkim w najbardziej dominujące samce, które regularnie żerowały na wysypisku śmieci przy pobliskim hotelu turystycznym. W krótkim czasie niemal cała agresywna elita stada wymarła, pozostawiając po sobie grupę złożoną głównie z samic oraz podporządkowanych, mniej agresywnych samców. To, co wydarzyło się później, podważyło wiele utrwalonych przekonań na temat hierarchii i władzy: w stadzie nie wyłonił się nowy samiec alfa. Nie nastąpiła brutalna walka o dominację ani odbudowa dawnego porządku. Zamiast tego relacje społeczne uległy głębokiej przemianie. Poziom agresji spadł drastycznie, zniknęły niemal całkowicie brutalne konfrontacje, a zachowania oparte na współpracy i wzajemnym uspokajaniu stały się normą. Pawiany zaczęły spędzać więcej czasu na wzajemnym iskaniu, także pomiędzy samcami, co wcześniej należało do rzadkości. Sapolsky, jako neurobiolog badał również fizjologiczne skutki nowej organizacji społecznej. Poziom hormonów stresu, takich jak kortyzol wyraźnie się obniżył, a ogólny stan zdrowia zwierząt uległ poprawie. Stado funkcjonowało stabilniej, spokojniej i – co kluczowe – bez potrzeby istnienia agresywnej hierarchii. Najbardziej zdumiewający okazał się jednak fakt, że ten nowy model społeczny utrzymał się przez kolejne dwadzieścia lat. Pawiany, w przeciwieństwie do ludzi nie mają instytucji, religii ani spisanych norm/prawa. Co więcej, samce regularnie migrują pomiędzy stadami. Nowi przybysze, wychowani w klasycznych, brutalnych hierarchiach początkowo próbowali narzucać dominację. Jednak w ciągu kilku miesięcy ich zachowanie ulegało zmianie. Agresja przestawała się opłacać, a normą stawało się dostosowanie do spokojniejszej kultury grupy. Nie była to zmiana genetyczna ani efekt selekcji naturalnej, lecz czyste uczenie się społecznych zasad. Historia tego stada jest wyjątkowa, ponieważ pokazuje coś, co często bywa kwestionowane: że zachowania uznawane za „naturalne” wcale nie muszą być nieuchronne. Pawiany nie zmieniły swojej biologii ani instynktów – zmieniło się środowisko społeczne, a wraz z nim reguły, które regulowały codzienne interakcje. Kultura okazała się silniejsza niż impuls do dominacji. Sapolsky wielokrotnie podkreślał, że ten przypadek jest niewygodny dla narracji usprawiedliwiających przemoc i hierarchię jako coś koniecznego. Jeśli społeczeństwo bliskich nam ewolucyjnie naczelnych potrafi funkcjonować bez agresywnego przywództwa to argument, że u ludzi „inaczej się nie da” traci swoją moc. Oczywiście nie oznacza to prostego przełożenia jednego przypadku na złożone społeczeństwa ludzkie, ale stanowi ważne ostrzeżenie przed biologicznym determinizmem. Badania Sapolsky’ego pokazują, że władza oparta na strachu nie jest jedynym możliwym porządkiem społecznym, a normy zachowań nie muszą być narzucane przemocą, by stały się trwałe. Czasem wystarczy zmiana warunków, by ujawniła się zupełnie inna logika współżycia – spokojniejsza, zdrowsza i bardziej stabilna. To lekcja, która wykracza daleko poza sawannę i zmusza do ponownego przemyślenia tego, co naprawdę rozumiemy poprzez „ludzką naturę”. Prawda, że cudowne "odkrycie"? Niestety... Na drodze tej narracji stanął mózg pawiana. Znaczy poziom jego rozwoju. Wygląda na to, że taka ministra jedna z trzecią jeszcze nie są na tym etapie. |
Cytat:
Tadżycka TV? Aleś wymyślił. Jest w ogóle taka? I czy była wtedy? Tak, masz rację, wszędzie byłeś pierwszy. I wszystkiego Ty mnie nauczyłeś, do tej pory uczysz. Sambora też chciałeś uczyć, Kajmana, i paru innych też, hie, hie. Właśnie - pierwszą rozmowę o Azji Centralnej na kołach miałem z Kajmanem, na długo zanim Ciebie w ogóle poznałem. Zdjęć z naszej bałkańskiej wycieczki to Ty nie chciałeś mi udostępnić, do tej pory ich nie mam. A dostawalem z różnych wyjazdów zdjęcia nawet od gości, z którymi nie miałem dobrych relacji. Więc-tak-że-tak. Próbowałem dać Ci szansę na powrót do normalnych relacji, przyjaźni już nie, nie po tym co odwaliłeś w stosunku do mojej żony, i to PUBLICZNIE, ale normalnych relacji. Wyciągnąłem rękę na zgodę - ale nie. Elwood prima balerina. Ale ja nie muszę mieć Cię w swoim gronie. Ty chyba musisz mnie, jak wielu innych, ale jako adoratorów. Ja kumplem mogę być, adoratorem nigdy. Nie masz jaj, skoro się musisz publiką podpierać w prostej rozmowie na priw. Potrzebujesz kolegów, boisz się iść na solo. No to masz teraz dookoła adoratorów, pardon: kolegów, ja zostanę sam - i nie przeszkadza mi to. Odpadłeś. Nie masz nawet odrobiny przyzwoitości, żeby się ogolić, migasz się. A Pashimigar z pewnością se wygulowałem, tak. Żenujący jesteś. Nie chce mi się więcej z Tobą gadać, damski bokserze. |
Uff.
Nie muszę czekać do Wigilii:) 02.04.2025. Ten sąsiad, który chciał wydymać Wspólnotę, mówił dokładnie to samo, co arbo. Toczka w toczkę - taki sam nikczemny typ. Tam nikczemny od razu... Zwykły sk... Cieszę się, że opuszczasz ten wątek:) Piękny prezent na moje imieniny. Taki rzut gównem na taśmę. Nie mogłem się doczekać! |
Zdjęcia...
Nikt mnie NIGDY o zdjęcia nie prosił. Powód banalny. Nie robię zdjęć ładnych. Czasami trafi się ślepemu ziarno. Za to kiedyś bardzo często proszono mnie o info wszelakie. Udzielałem pełne albo czasami oferowałem pomoc jak onegdaj Emkowi, co w sumie bardzo mi się opłaciło, bo Emkowi udało się zgrać z mojej starej 60-tki szlak, który przejechałem w 2008. Przez blisko 17 lat byłem tylko hipotetycznie pewien, że zawitałem na przełęcz Bedel. Po odczytaniu zapisu, stało się to faktem. Jedna zapomnianych, historycznych nitek jedwabnego szlaku. Ta opisywana przeze mnie związana z tym szlakiem historia na całe lata podzieliła środowisko. Finałem tej historii jest słynny sen. Sen dopisał niesamowity jej koniec. Kończąc temat zdjęć wraz z dyskiem poszedł w niebyt archiwalny zapis mażenady:) Po dwóch przeprowadzkach zdjęcia i filmy zapisane na nigdy nieodczytanych płytach też gdzieś gniją powoli we własnym mroku. Ostał się jeno ten kalendarz. Nie chcę się "zgubić". Ostał na dysku kompa. Tak dumając nad sprinterskim charakterem wyprawy Chomika zupełnie się jemu nie dziwię. Tak ja zawsze traktowałem Rosję czy Kazachstan. Zwłaszcza ten ostatni. Rosję naogladałem się stacjonarnie jeszcze za komuny. Za komuny zaliczyłem transsyberyjska kolej i to też niezła historia sama w sobie. Najgorzej wrażenie Rosja zrobiła na mnie tuż po rozpadzie ZSRR. Im dalej na wschód tym większy dramat. Kiedyś jedynym dostępnym zapisem drogi w Rosji był ich i atlas samochodowy. Mam jego dwie wersje papierowe. Komunistyczna i poradziecką. Mniejsze miasteczka miały obwodnicę, większe musiałes przejechać i to było wyzwanie samo w sobie albowiem globus radziecki nie inwestował w tablice informacyjne. Mając na kolanach atlas jechałeś na słońce (najlepiej) wcześniej określając świata strony. Zasadniczo głównym kierunkiem dla takich jak my była od wschód/zachód. Trza było mieć trochę szczęścia by od razu trafić w drogę wyjazdową. Przejedź tak kilkumilionową, rosyjską metropolię... Pamiętam, że w 2007 z Omska wyprowadził mnie taksówkarz. Niestety (lub stety) trza do roboty. Kupa zrobiona, można startować. |
El, Arbo zreflektował się i zaczął pisać na PW, a Ty mu to wyciągasz publicznie?!??
No ręce opadają, coś chyba jakby podobny poziom prezentujecie :/ Wesołych Świąt, bawcie się dalej w tej Waszej piaskownicy, radości dla wszystkich L. |
Nic mu nie wyciągam. To, że piszę do mnie na pri v a ja nie mam na to ochoty? Zajebista tajemnica korespondencji.
Zwariowałeś? To, co napisałem w tym momencie było warunkiem a'priori jakiejkolwiek dalszej "konwersacji". Napisałem tylko, że to jego taktyka. Wypisywanie na priv, by tworzyć swoją narrację jak pijawka. Ciekawe ilu ludzi tu piszącychcych dostało od niego pocztę. Przecież to on upublicznił treść nie ja! Wiedziałem, że warunku nie spełni i mam znowu święty spokój. Wiem, dlaczego przypierdala się do Chomika i tyle, to zupełnie co innego. Nie wciągnie mnie w swój pierdoloing . Prawie mu się udalo.Zdemaskował się tu wcześniej. Jeżeli ktoś tu nie ma jak, to on. Mnie każdy odbierał od razu a tu taki nurek. Heniek wpadł szybciej niż ja. |
Kurde mol... Aż musiałem to jeszcze raz przeczytać. To, co pisał na priv dotyczyło zupełnie czego innego. Kompletnie innego. Dla niego to miało znaczenie, dla mnie żadnego.
Intencja była ważna. Cokolwiek sobie wyobrażał dostał zadanie. Podbić kartę. Nie podbił. Z łaski jaśnie pana nie zamierzałem korzystać. Łaskę sam wyjawił. Taki łaskawy pan. |
Szkoda się odzywać... obaj cię pisemnie...
|
I... byli za tobą co nie dawno wieszali psy na tobie :D
Zdrówka to nic złośliwego :) |
Postarałeś się Melonie jak...
Nie zauważyłeś ale ja przyjąłem krytykę, dałem temu wyraz nawet w wątku Chomika. Wchodzi do mojego wątku gość, którego nie znam ale on mnie zna. Ukrywa się pod pseudonimem dlatego go "nie znam". Nie ważne, co pisze o mnie ale zaczyna sypać literaturą jak ten, którego znam. Szacunek - podaję autora tej listy. W tym momencie ja nie wiem, że arbo to autor. Ale Heniek łapie. W tym momencie zaczyna się prywatna korespondencja, której treści nie ujawniam a na forum pojawia się hasło: to taka "nasza gra". Po pierwsze żadna nasza, po drugie nie dotyczyła formalnie odbudowania jakiś relacji, tylko zupełnie czego innego. To coś inne, to stary zabieg arbo, który ja znam. Najłatwiej dyskretydować drugą/trzecią osobę podając na priwa info, wymagającego poważnego zastanowienia i weryfikacji. Tego dotyczyła "korspondencja". Grać na twojej nucie, którą znasz, rzucić w eter hasło, którego nie możesz od razu zweryfikować, bo dotyczy zdarzeń... przyszłych. W moim wątku pisze: nasza gra. Żadnej gry mojej nie było, zdarzenia przyszłe nie były mi znane. Ale dobrze znana mi była ta strategia. Intencja sugerowana: odbudowa relacji? Pomyliłem się. Tak się relacji nie odbudowuje. Ja w ogóle nie nawiązuje do treści, którymi się "dzielił" arbo. Więc przecinam tę jego grę i podaję warunki Królestwa El`a. Ucinam grę stawiając warunki a`priori. Nie dotyczą treści prywatnych informacji, które - dosłownie olewam. Zbywam insynuacje jednym krótkim zdaniem. Żeby odbudować zjebane przez siebie (czyli arbo) relacje przyznajesz się do błędu. Wytkniętego najpierw po koleżeńsku (dużo wcześniej).. I to była moja propozycja ad hoc. Bez dyskusji, wracamy do korzeni. Nie. Chcesz odbudować relacje przyznaj się, ze kłamałeś. Kłamałeś zaspakajając własnego enpede. Enpede ma kilka plusów. Masz rację Melon. Ja zdecydowanie lepiej wyrażam "złote moje myśli" pisząc niż mówiąc. Od tej strony wszyscy, co mnie dobrze znają, to mnie... znają. Niestety, bywam bezkompromisowy (bardziej w mowie) i nad tym pracuję. W dupie mam terapie arbo, bo też znam ten zabieg. W tym arbo jest naprawdę dobry. Artek zarzucił mi manipulacje. Wszyscy w jakiś sposób manipulują a mistrzem manipulacji jest arbo. Artek nie chce mieć ze mną relacji i ja z nim też. To jest bardzo dobra forma terapii. Ja do niego nic nie mam. Po prostu przestałem go lubić. Wszystko. Nie dzwonię do niego, nie wypisuję do niego na priw o tym, sramtym, tamtym czy owamtmym czekając na jego odpowiedź. Nie zastawiam pułapki pijawki. Pijawka sugeruje (jak widać) że ujawniam prywatne wiadomości. Nie. Ja ujawniłem jedynie, że pijawka koresponduje ze mną, by osiągnąć SWÓJ cel. Nie nasz, tylko SWÓJ. Relacje zjebał kłamiąc. O tej "tadżyckiej" tv pisał przecież w swojej relacji z Azji 2012. Spotkał panią redaktor w Duszanbe i podał jej info, że pioniersko znalazł drogę/objazd do doliny Wancz... - Trochę przesadziłeś. Wypada chyba podać prawdziwych "pionierów". Teraz ujawniam naszą "korespondencję" starą!. Cisza. Wcześniej była akcja z tymi zdjęciami. Na moja prośbę, by mi udostępnił materiał, który kręciliśmy RAZEM. Tak moi drodzy i tani. Kręciliśmy RAZEM. Bo zdarzało się, że to ja stałem za kamerą, kiedy warto było ująć scenę z autem w jakimś fantastycznym eterze. No i zdjęcia przy okazji, bo chcę napisać... mażenadę. - Sory Elwood ale to jest autorski materiał (moje kręcenia?) itd. Ja doceniałem jego materiał. Fajnie mi opowiadał jak tworzy kadry, kompozycje itd. To naprawdę piękny kawałek wiedzy. Ja to naprawdę doceniałem, tym bardziej, że materiał cyfrowy dublował analogowym. I właśnie te zdolności arbo zdecydowały, że spróbowałem liznąć ten temat. Ale nie tym teraz. Zatem odpisuję krótko koledze arbo. Zawsze była taka niepisana tradycja, że materiał tworzony na danej wyrypie jest materiałem wspólnym. Wyobraźcie sobie sytuację, że ja nie mam zdjęć z wyrypy Grąbczewskiego... Mógłbym tylko pisać. Pisałem, wklejałem zdjęcia. Zdjęcia nie moje. Ja nie zrobiłem żadnego zdjęcia. Tuż przed wyrypą (kilka dni) zaginął mi sony rx 100... Chciałem wziąć analoga ale akurat nie miałem filmów do niego. Poza tym walczyliśmy w pośpiechu itp., itd. Wyraziłem arbo to ze smutkiem i że tym głupim ruchem niweczy wspaniałą atmosferę, którą udało się stworzyć na mażenadzie... Chłop się reflektuje. Myśli, zrobię mu niespodziankę. I f-cznie któregoś dnia dociera do mnie przesyłka. Zdjęcia i filmy. Nigdy ich nie otwieram. Wtedy akurat dlatego, bo ja też już tworzyłem niespodziankę. Tak "napiszę to" z akcentem enepde... Powstał jeden z najlepszych opisów moich wypraw. Tak cudownie sarkastyczny, który miał oddawać hołd... arbo. Np. doceniając jego tworzenie obrazów. Większość moich zdjęć zamieszczonych w realcji, to były zdjęcia jak arbo... robił zdjęcia. Wchodziłem mu "na plecy" i tworzyłem kadr jak arbo tworzył kadr. Wyszło wyśmienicie. Ponieważ cały światek "podróżniczy" 3po3 twierdził, że się pozabijamy a nie wrócimy szczęśliwi, stworzyłem mityczną narrację, że jestem całkowicie podporządkowany apodyktycznemu charakterowi. Prawda jest taka, ze zrobiłem wszystko, by to była jego wycieczka. Drugiego dnia ustaliłem (ja kurwa) hierarchię. Ja robię (i kupuję ze wspólnej kasy produkty) posiłki a arbo jest... kierownikiem pozostałych czynności. On wybiera trasę, kieruje, wybiera miejscówki na nocleg itd. Role były grane przednio. Relację opublikowałem na zdychającym, dużym forum outdoorowym. Były tam grupowe wątki, które cieszyły się sporą liczbą odsłon. Mój w ciągu roku przebił wszystkie. Dwa największe nie miały takiej liczby odsłon jak mój. Przekroczył pół miliona w ciągu jednego roku. Odsłony mnie nie interesują. ZAWSZE podkreślałem, ze przede wszystkim piszę dla siebie. Po prostu sprawia mi to przyjemność. Mózg świetnie pracuje, palce współpracują z mózgiem doskonale. Gorzej z mową. Moja terapia obecna, to milczeć. zaprawdę nie chcę być Magdaleną Marią Żukowską;) To relacją spłaciłem "dług". Tym pół milionem odsłon mogłem podziękować arbo za wycieczkę. Być może nic by się nie wydarzyło ale... się wydarzyło. Relacja z Azji 2012. Wic w tym, że chłop jechał za nami ze swoją ekipą. Mieliśmy kilka dni wyprzedzenia. Dostawał od nas info na bieżąco jak jest a było bardzo nieciekawie. Pamir został zamknięty. Spotkaliśmy się pod Pikiem Lenina. Tamże arbo dostał dokładny opis objazdu. Gruntową, roboczą drogą prowadzącą ostatecznie do doliny Wancz. Do dziś mam mapę, do której dorysowalismy z Benkiem arbo zjazd na tę drogę, bo nie był ujęty na mapie. Koniec kropka. W sensie koniec tadżyckiej tv, której (jak pisał na foumie) udzielał wywiadu i wszyscy byli w szoku. Nie chodzi o tadżycką tv tylko o to co w niej mówił. Jestem wstanie sprawdzić ten fakt, bo mam kontakt z dwoma członkami jego wyrypy. To była ciekawa relacja, zwłaszcza zdjęcia. Bo te arbo robić potrafi. Arbo już miał plan. Będzie drugim Samborem. Zrobił sobie marketing odpowiedni i z travelbitu pozyskał klientów na kolejny wyjazd. Miał pecha (f-cznie) bo zabrał dwie panie, którym akurat taki styl nie odpowiadał. Styl jazdy. Nieważne. Arbo poprosił mnie o pomoc. Byłem opiniotwórczy. napisałem na travelbicie uczciwie, że znam ten styl jazdy i że jest styl idealny dla minimalistów, ludzi chcących przeżyć prawdziwszą przygodę. Zdegustowane panie podały kwotę, w sensie ile musiały wybulić i kurwa zdzifko mnie złapało ale nie zazdrość:) - Chłopie... za tę kasę mogłeś się trochę bardziej nad paniami pochylić. Ale do kasy zarzutu nie było. Absolutnie. W końcu był to wyjazd komercyjny. Ziściło się tylko znane prawidło... Płacę i wymagam. Tu arbo poległ. Współczułem mu, bo znam te zjawisko. Ale to wszystko nic. Finał był po Grąbczewskim. Okazało się, że to sponsorska wycieczka a nasze pojazdy oklejone reklamami. To pisał na forum brytana. Pisał jeszcze więcej bzdur. Co mysmy reklamowali? Ja na golfie m.in. dupę... Pastora. Okleiłem golfa zdjęciami, które uważałem za "fajne". Ten golf był ze mną dwa razy na Bałkanach wcześniej, na Białorusi i cały byl... popisany niezmywalnym flamastrem. Napisy i tak schodziły ale mnożyły się nowe. Pierwszy wpis powstał na nim od Zarodka w 2015-tym. Jechałem wtedy do Iranu przez Gruzję. W Tbilisi byłem umówiony z Golkiem. Gościem (super koleś), który był pasażerem Azji 2012:) W Sumach na granicy z Rosją hulał wiatr. Ruch zerowy. Miałem ze sobą całą elektronikę i aparaty foto Golka (laureat Kolosów w fotografii, wydaje mi się, ze robi lepsze zdjęcia niż arbo), laptopy Golka itd. Sprzęt za kilkanaście tysi. Jednym zdaniem - jestem skamuflowanym dziennikarzem. W paszporcie poza aktualną, jeszcze dwie irańskie wizy, afgańska... dawać go na "dołek"! Blisko 3h przesłuchań... Ale nie po to jestem specjalną odmianą enpede z wybujałą... wyobraźnią a nie zwykłym enepede jak arbo. Z przesłuchującym mnie obejrzeliśmy filmy i zdjęcia Golka (z-ca komendanta robił oczy jak chuj) i przede wszystkim moje z tuby. Po nich autentyczne niedowierzanie... Ok. Jestem... odprawiony. Został golf 2. Aaaa, dodam jeszcze jadąc przez PL jak na moście siekierkowskim spotkaliśmy się z Tomkiem Domkiem (gigant a`la Czarny EZG). Może on dopisze, co tam "przeżyliśmy". gdyby nie Tomek (świadek zdarzenia) znowu by ktoś napisał, że "ElWOODA". Golf zarejestrowany na syna albo... babcię. Miał być autem studenta o niskich kosztach eksploatacji, został... babci. Otóż w VIN był błąd (na upoważnieniu). trudny do wyłapania. Dlatego nie wyłapały go służby ukraińskie rok wcześniej np. jak jechaliśmy ze Strażnikiem Domowym nim do Lwowa, czy choćby teraz. Znaczy się przecież dojechałem do Sum, prawda? ... Niestety muszę jechać do... roboty. Ale wrócę i rozliczę temat od A do N. Tak Melonie... Od A do N. kurwa. Gówno wiesz ale musiałeś się odezwać. |
Tak tylko wtrącę ,że heniek jarnął się już przy pierwszych wpisach jakie popełnił mazeniak w nowym wcieleniu..Czekał tylko kiedy nastąpi zwarcie obwodów. Ale to nieistotne.. Jeśli myślisz, że na trzy po trzy uwierzyli w hołd bez drugiego dna, to muszę zmartwić.:)
|
1 Załącznik(ów)
Dobre:)
Ale to prawda, wchodziłem arbo w dupę jak mogłem, bo chłop potrzebował wsparcia Siedzę sam na hali, która ma łącznie kilkanaście tysięcy m2. Nikt mi dupy nie zawraca. Jest super. Chwilowy odpoczynek. Zawsze się ze mnie śmiano, że zabieram na wyrypy krzesełko. Właśnie, zapomniałem chyba dodać: biały w klapkach, z gitarą i krzesełkiem. Ale jakby ktoś kurwa znalazł mimo wszystko takiego pierwowzora czy choćby dublera, to dorzucam jeszcze torbę plażową sponsorowaną przez Warkę. Można zatem dopisać, że był sponsor kurwa jednak. Torba była zdolna pomieścić 12 puszek piwa. Piwa nietu. Edycja. Wieczorem albo jutro rano dopiszę finał arboretrycznej historii. Tymczasem: Niech się toczy ognista kula. Upubliczniam ostatnią moją wiadomość prywatną! Uwaga. Oto ona. "Przychodzi baba do lekarza i mówi: - Panie doktorze, z bliska nie widzę. A z daleka? - Z Bochni." Rywalizowała z babą, co przyszła cała obsrana. Lekarz się pyta: - Co pani jest? Przekupa. Ważny tu akurat przedrostek (?) - "prze". Arbo wie, gdzie jest powszechnie używany. Np. jako przykład: ale przechuj z Ciebie arbo. Niekoniecznie w kontekście: no przedobry jesteś. Przechuj, to gość Wyższa marketowe półka. Niby też chujowy towar ale prze. |
1 Załącznik(ów)
Godzina przerwy technologicznej.
Roboty jeszcze jest w cholerę ale ja wybrałem leżak. Zastawiłem pułapkę i czekam. Wczasiemiędzy rozciągam gruszkowate. Zadzwoniłem w pierwszym czasiemiędzy do dwóch kolegów, którzy tu zaglądają i żaden nie odebrał a ja chciałem tylko życzenia świąteczne złożyć. Nie składam życzeń smsami ale w tej sytuacji wyjątkowo sobie na to pozwoliłem. Pierwszy jest w robocie na bank, drugi był w... kościele zapewne, bo tak pora była:) Taki to żywot człowieka niepoczciwego. Zapewniam, że historia (dokończona) będzie ciekawa Wzniosę się na wyżyny. Na wyższy poziom marketowy. Wejdę do galerii z futrami lub złotem. Jak kiedyś wychodząc z kina z Marysią, wtedy czteroletni brzdąc zapędził mnie do... jubilera. Ten mój śliczny aniołek już wtedy zaskakiwał zasobem słów i ich wyrafinowanym przekazem. Wyraziła taki zachwyt nad biżuterią, że panie z obsługi wyrwało z obcasów. Zobaczymy się na Wigilię. Przejdę się z Kacprem postrzelać z procy i do pytam o podróżnicze plany. To moja replika. Będę nastawiony na odbiór. Zresztą diabli tylko wiedzą jak będzie, bo to Wigilia. Dzień, w którym Mikołaj przynosi prezenty. Dwa razy przechytrzyłem szkraby ale w tym roku "tego" Mikołaja nie będzie, no chyba, że... |
Jeszcze 25 minut leżakowania. Potem kolejne 4h zabawy z żywicą i do domu.
Akurat dosłucham: Tęcza. Nie znam genezy nazwy ale im starszy jestem tym bardziej doceniam Blekmura. Perfekcjonista. Konserwatywny muzycznie dlatego Purple (purpura, potem tęcza...) się rozeszli. Gilan miał inną koncepcję ale nie przekonał lidera. Kto na tym wygrał? Dio. Miał się gdzie wokalizować. Robił świetną robotę. |
Cytat:
|
Fajny myk.
Babcia, a gdzie jest dziadek? - Dziadka sąsiad poprosił na chwilę do siebie, bo ma awarię w domu. Dziadek zaraz przyjdzie. Ale... chyba widziałam Mikołaja! Coś zaszurało na podwórku! Dzieci lecą do okna. Marysia zaraz skończy 5 lat, Kacper ma cztery (trzy lata temu). Nagle ktoś stuka do drzwi. Bum, bum, bum. Marysia chowa się pod stołem w jadalni, Kacper zwiewa do mamy na kolana. W drzwiach staje wielki, rubaszny Mikołaj, z wielkim workiem na plecach. Mikołaj nie wleciał przez komin ale dostał się przez piwnicę. Tam na niego czekał wór, służbowy strój wypożyczony ze szkoły, cały piękny komplet od pompona, po buty, z wielkimi mikołajowymi łapawicami. Wcześniej była próba generalna. Wszystkie detale dopięte. W końcu pierwszy raz w życiu miałem być Mikołajem. Brakowało tylko jednego detalu ale ten leżał w znacznej liczbie w wiklinowym koszyku. Dzięki temu detalowi policzki Mikołaja nabrały szczególnego wyrazu a głos automatycznie przeszedł w tony niskie. Rok później dubel. Dzieci z wypiekami na twarzy czekały na Mikołaja! Marysia już nie chowała się pod stół. Kacper pod krawatem od razu ruszył za workiem. Marysia trochę zdegustowana zachowaniem Kacpra nie... wytrzymała i... też się rwała do prezentów! Ca za cwane drapichrusty! Ten Mikołaj sprzed roku okazał się sympatycznym, bardzo starym dziadkiem, to dlaczego ten ma być inny? Rok temu przyszedł na świat "nasz" Mikołaj. Mamy więc własnego. Kurde molek... Cieszę się z wszystkich Mikołajów. Wszystkie były i są udane. Ja nie oczekuję prezentów. Wnuki są najlepszym, co mogło mnie spotkać. Trójka "szatanów". Na razie to dziadek Darek jest ich ME. Kto wejdzie pierwszy na dziadka ten wygrywa... lepszą pozycję. Walczą o nią zaciekle, śmiejąc się i kpiąc z tego, co się akurat mniej postarał. Marysia to duża dziewczynka. Przerasta wszystkie dzieci w swojej klasie. Jak jej tata swego czasu. Tylko ich nie tłucze:) Doprowadza do płaczu kolegów na macie. Walczy w judo ze starszymi rocznikami o rok, dwa lata starszymi. Dlatego nie zawsze wygrywa zawody ale rozumie już dlaczego. Dziadek zawsze wtedy powtarza ale miał farta ten, co z tobą wygrał w finale. Chłopak większy o głowę od Marysi. - Ale on był taki duży dziadek! Następnym razem takiego delikwenta złapiemy za nogi! Znajdziemy sposób. Jednak najlepiej poza matą reaguje tata. Każda wygrana Marysi to ME i Lhotse w ciągu 24h. Fajna ta rodzinka z mamą włącznie. Ona patrzy z lekkim dystansem na to wszystko i się tylko uśmiecha lub wzdycha. Dla mnie niesamowity zastrzyk energii i postęp w procesie resocjalizacji. Małymi kroczkami zmieniam się. To jest moja terapia. W maju dokonałem głębokiego resetu. Zrozumiałem, że jestem... nikim. Dotarło do mnie w końcu. Ciężkie przeżycie ale już za mną... ...Wysoki Sądzie nie będę się golił sześć razy czego żąda ode mnie pozwany. Nie będę, bo 2+2 = 4 a nie cztery przecinek jeden. Domniemam Wysoki Sądzie, że arbo nie był w Paszimgar. Nie był, bo w Paszimgar nie ma takiej zabudowy. Do Paszimgar z Azring, gdzie zostało zrobione zdjęcie jest jeszcze kawałek drogi.iętego zbocza. Wysoki Sąd: - Odraczam sprawę celem przesłuchania ostatniego świadka. Term P.S. Chomiku, mam dla Ciebie prezent pod choinkę. Nie wiem, czy znajdę obrazki ale historia może być Ci znana. tak czy owak Ci ja przypomnę. Była fajna a nawet bardzo. Niestety drugi świadek tej historii hula już tam... gdzieś wysoko... P.S.` Jadę po choinki i do... pracy. Edycja. Kto zdążył wyczytać wyedytowane treści, to jego. Faktyczna rozprawa 10.04. Zakończy I etap i chyba moją obecność tutaj. |
Choinka stoi przybrana.
W kuchni zakwas buraczany dochodzi w lodówce. Ostatni w tym roku ale to otwarcie sezonu. Makowce już zrobione. Śledziki w różnej postaci gotowe, to rodzinna specjalność zakładu. Nie ukisiłem jeno kapusty. Kiszenie buraków i kapusty to moje pole. Buraki przywiozłem ze wsi. To inny smak. Sadzone "dla siebie". Marchew niestety już wyszła a jej dodatek do kiszonych buraków to mój sekret. Wiem ile potrzeba by wyszedł taki jaki ma wyjść. Obecny będzie bez dodatku tejże. Drugim sekretem jest kardamon. Na finał po zalaniu góra popruszona jeszcze świeżo.ielonym pieprzem i dwie szczypty cynamonu. Cynamon to wróg pleśni. Dla mnie cloud to makowce. Tu nie zostawiam jeńców. Z trzech, dwa są tylko dla mnie. Wyszły perfekcyjnie. Makowiec, jak sama nazwa wskazuje składa się z maku. Ciasta drożdżowego ma być tyle by mak otrzymać i tylko tyle. Tak Wysoki Sądzie. Makowiec składa się z maku. Tyle go, co nagiej kobiety otulonej firaną.Firanka to forma plus bakalie. |
Wysoki Sądzie,
pozwany peva dla mnie tak: To jest naprawdę Wielka GRA. Prosper arbo Witkiewicz to prawdziwy wilk stepowy. Sam kopie rowy, w których potem sypia. I kiedyś do takiego rowu wpada... Cdn. |
...on.
Spadam do roboty. P.S. Jak tak sobie dreptam samotnie w eterze o polu podstawy kilkunastu tysięcy metrów wtedy tworzę: https://africatwin.com.pl/showpost.p...6&postcount=29 Śpiący w rowie wilk stepowy tego nie potrafi. |
:popcorn: lubię, jak napalm o poranku...
|
Słowo na Wigilę
Nie moje. Pani Liliany. Już Święta? Przecież dopiero były Zaduszki. Czas galopuje, jak nigdy wcześniej, bo my się starzejemy, a świat młodnieje i za chwilę osiągnie wiek przedszkolny. Dziadek mnie ostrzegał, że im człowiek starszy, tym szybciej czas mu umyka ale mu nie wierzyłam. Wakacje pełzły w ślimaczym tempie, jakby nigdy miały się nie skończyć. I miałoby się to zmienić? A jednak! Dziś dni mi mijają, jak mgnienie oka. Nauka zabrała się za wyjaśnianie przyczyny różnic w odczuwaniu upływu czasu przez ludzi młodych i niemłodych. Nasze mózgi z wiekiem wpadają w rutynę. Neurony nie muszą tak intensywnie harować jak u dzieci, dla których wszystko jest nowe i musi być dopiero rozpoznane, zarejestrowane, odczute. Im człowiek młodszy, tym więcej jego mózg ma âna głowieâ, na co potrzebuje masę czasu. Dlatego dziecku tygodnie wydają się epokowo długie. A kogo to wyjaśnienie nie przekonuje, ten ma inne: dla pięciolatka jeden rok to jedna piąta życia, dla sześćdziesięciolatka rok stanowi zaledwie jedną sześćdziesiątą. A że świat młodnieje? Nie młodnieje nasza cywilizacja. Europa robi się stara, lękliwa, opieszała i komplikująca wszystko tysiącami zakazów i nakazów. W zderzeniu z tym procesem nowe technologie wymuszają pęd, impet, ekspresowe reakcje i natychmiastowe działania. Na nic się zdają próby buntu. Żeby skutecznie funkcjonować w tym świecie poddajemy się jego szalonemu rytmowi. O tym co wydarzyło się na drugim końcu świata dowiadujemy się w czasie rzeczywistym, co w zasadzie uniemożliwia rzeczową analizę, jesteśmy więc zasypywani emocjami. Nawet fakty polityczne podawane są jako budzące lęk, złość, wrogość, czasem zadowolenie lub prostą satysfakcję. Czyż nie w podobny sposób odczuwają świat dzieci, których jeszcze nie nauczono bardziej skomplikowanych ciągów logicznych? Dzieci bazują na prostych emocjach zanim nauczą się racjonalności, lecz to jest tylko etap procesu rozwojowego. Ludzi dorosłych âmłodniejącyâ świat odmóżdża i wystawia na pastwę chaotycznych impulsów. Święta idą nam na pomoc. Są elementem stałym, stabilizującym i towarzyszy im zespół rytuałów, które jak kręgosłup, podtrzymują konstrukcję całości. Dlatego nie chcę ogołocenia Świąt z kolęd, wigilijnych zwyczajów, czy Pasterki. Niektórzy uważają, że to wszystko być nie musi: że kolędy proponują przestarzałe wzorce zachowań, a Wigilia jest tylko kolacją podczas której jemy potrawy, które niekoniecznie nam smakują i spotykamy się z osobami, które nie zawsze są nam miłe. Moim zdaniem takie argumenty są po prostu niepoważne wobec wagi tego, co Święta nam dają. A dają nam zatrzymanie czasu. Dla ludzi umiarkowanie religijnych nieuchronna powtarzalność Świąt przywołuje ważne chwile i ważnych dla nas kiedyś ludzi: jakby w ten wieczór kręcili się obok, przy stole. Nie chodzi o wspominki ani wrażenie powrotu do dzieciństwa. Chodzi o poczucie łączności z przeszłością i z przyszłością. O odczucie ciągłości, o to że nasze życie jest wpisane we wspólny los. Chyba o tym myślał Ahad Ha-Amow, kiedy twierdził, że ânie Żydzi przechowali szabat, tylko szabat przechował Żydów.â Natomiast dla ludzi o wyższej temperaturze wrażliwości religijnej wspomnienie narodzin Boga jako Człowieka relatywizuje czas, bo otwiera na perspektywę wieczności. Siła Świąt Bożego Narodzenia jest tak potężna, że nawet zza kolorowych paciorków potrafią się ujawnić istotne emocje i intuicje. Edycja. A teraz moja przypowieść wigilijna. Byłem dwa razy w Afganistanie. Akurat w tym bezpiecznym, na pewno relatywnie bezpiecznym. W 2008-ym nie widziałem tam tabunów ale nie rozglądałem się. "Zwiedzając" w strachu Eszkaszem, najpierw na targu zostałem otoczony przez tłum ludzi. Tabun panie arbo, to mało powiedziane. Tabun to jak... nic nie powiedzieć. Setki ludzi jak na jakiejś egzekucji. Potem drogę zamknął mi żołnierz wymachujący kałachem. Bardzo przekonująco. Bardzo. Tak bardzo, że szukając drogi wyjazdowej wjeżdżam w zabudowania i... ...brakuje tego kultowego (dla mnie zdjęcia). Siedzi (zdjęcie) zamknięte w eterze uszkodzonego dysku. Na drodze staje mi nie jeden gość z kałachem ale tabun Talibów. Dokładnie czterech. Czterech, to już w sumie więcej niż tabun. Teraz, to już koniec... myślę. Dwa lata później spacerowałem główną ulicą Eszkaszem jak gość. Ręce w kieszeni, czarna ramoneska Izi Rider... Izi. Zwany przeze mnie pieszczotliwie Izydorem. On wiedział, że ja byłem tu w AFG pierwszy. Śmieliśmy się razem z tego mojego "pionierstwa". On umiał się śmiać lepiej:) Kiedy pierwszy zlazłem z gór (AFG 2010) od Nasrallacha dostałem karteczkę. - To dla ciebie od bolanda. Tak mniej więcej brzmiały słowa Nasrallacha symultanicznie tłumaczone w owczym pędzie. Rozwijam tę karteczkę złożoną na cztery. Na karteczce znany emotikon [ : ) ] i napis. "BYŁEM TU PRZED TOBĄ". Izi zrobił mi dzień:) Schodzisz z czarnej dupy, żyjesz, jesteś już w cywilizacji i takie przywitanie po polsku. Wtedy się śmiałem do siebie. Ty łotrze!:) ...Żyjesz... Dzień później na posterunku w Sarhad melduje się para z Brytanii. Ruda Angielka i... Zygmunt. Polak jak się okazuje. Mieszkający na stałe w Londynie. Mówił ładnym angielskim ale jakoś tak myślę... i zagajam w ojczystym: - Jesteś Polakiem? Zaraz potem niedźwiedź itd. Fajna niespodzianka. Jeszcze długo po "afganie" utrzymywaliśmy kontakt, do póki mi się nie wysypała poczta. Ruda nie wytrzymała psychicznie tego szlaku jak się okazało ale nie o tym. Tak pogadaliśmy trochę i Zyga "strzela"... - Słyszałeś o Polaku, który tu zginął na motorze...? We mnie strzela piorun... Tylko nie ON, tylko nie ON! Znasz personalia? - Czekaj słyszałem... Robert...? - Tak Robert... KONIEC. Żegnamy się z Zygmuntem. Idzie do Doliny Małego Pamiru z Rudą, przewodnikami... Ja zostaję sam. Dużo się działo później. Ale była granica na koniec. Na tadżyckim posterunku służbę pełni z-ca komendanta. Dobrze mnie pamięta jeszcze z 2008. Ściskami się serdecznie, jak starzy znajomi. Żadnej odprawy. "Tych państwa nie obsługujemy" można by powiedzieć. To nasi. Biorę komendanta na bok. - Słuchaj brat... Komendant (znaczy z-ca) wie o co chodzi. W ciszy i skupieniu prosi bym sobie usiadł w kąciku. Dostaję książki odpraw, siadam w tym kącie i szukam. Nie ma tego dużo, w sensie jakiś europejskich nazwisk. Żadnych tabunów... Znajduję... Dzień wcześniej wjechaliśmy jeszcze w AFG w zasięg telefonii komórkowej. Czytam sms od Pastora. To są Przyjaciele. Wiem ile dla siebie znaczyli. Pastor w tych nerwach podaje mi nie tą lokalizację. Poza tym sms "czekał" na mnie... Nie ważne. Tu wszyscy wiedzą: gdzie. Dostaję właściwą lokalizację. Zanim będziemy "świętować" wjazd do cywilizacji, jedziemy tam całą ekipą. Wiem dokładnie gdzie to... ale w tych emocjach przejeżdżam to miejsce. Zatrzymuję elwooda i pytam jakiegoś starca. Z nim zawracamy. On nam pokaże... Wszyscy siedzą na murku i czekają w skupieniu. Na murku od strony południowej (afgańskiej) jeszcze ślady krwi... Starzec prowadzi mnie do zagrody, gdzie stoi afryka Iziego. Kapeć na przednim kole... Rozmawiam z właścicielem majdanu. Mówi mi, co wie... Więcej nie chcę wiedzieć. Nie teraz. Nie wyobrażam sobie tego, co musiała czuć ekipa, która z Izim jechała. Nigdy ich nie pytałem o szczegóły. Zresztą ze strony Oli spotkała mnie duża przykrość. Wracam do naszej ekipy. Gdzieś mam czarny tusz. Nie mogę znaleźć pędzelka... Biorę kawałek patyka i niezdarnie "maluję" nim na murku krzyż i inicjały Roberta z datą. I tu, pomyliłem się... Dodaję Izydorkowi JEDEN DZIEŃ życia. Za to mnie spotkał ostracyzm Oli, która w tej ekipie była. Po "wszystkim" zmawiam paciorek i jedziemy do baru siostry Malika w Iszkaszim. Kilka flaszek wódki na dwóch, trochę piw... Ja z Elą jadę do Garmczaszma, reszta przez Chargusz. Umawiamy się dwa dni później w Sary Tasz. Dzisiaj, kiedy to dla was piszę wracam pamięcią do doliny Małego Pamiru i... Zdjęcia z Afganistanu nr 2 mam w komplecie na kompie z którego piszę. Zostawiłem je tam. Coś mi lata o głowie... Sprawdzam daty. Niesamowite... W dniu, w którym odszedł Izydor ja stanąłem u wrót tej doliny. Postanowiłem się rozbić po drugiej stronie Wachanu, który tu wypływa z jeziora Czakmatyn. Przede mną mostek i panoram na wlot do doliny Wachdżiru. O tej dolinie napisze więcej w wątku Grąbczewskiego, który wczoraj aktywowałem. Chodzi oczywiście o Bronisława Grąbczewskiego. Stojąc u jej wrót podjąłem wtedy znamienną decyzję. Moim celem była baza mojej ekipy. Celem jej (ekipy) był rejon Kara Dżilgi. jednej z trzech historycznych przełęczy, którymi można dostać się bezpośrednio do Kafiristanu. By się dostać do bazy musiałbym przejść kolejne, dodatkowe 40km (nie mierzyłem dokładnie ale arbo zaraz wam napisze, że nie wiem, gdzie byłem i że tam tabuny...) w kompletnie nie znanym, dzikim terenie. Rozbijam się i... poddaję. Jestem wykończony. Pasek od spodni zapięty na ostatnie dziurki luźny... Do domu wróciłem z tej wyrypy o 25kg lżejszy ale już ciut przytyty. Tej nocy mam piękny sen (może go jeszcze zacytuję ale nie teraz). https://i.ibb.co/B5dsTnSb/IMG-0808.jpg https://i.ibb.co/HTdS93VL/IMG-0810.jpg To "mój" mostek. Następnego dnia monsum przetoczył się przez Hindukusz. Ten monsum spowodował największą od 100 lat powódź w Indiach. Odcięta od świata została dolina rzeki Hunzy. Suchy, pustynny klimat po stronie północnej nawiedziły opady śniegu i deszczu. Zrobiło się ciepło (okolice zera stopni w nocy) a na deszcz ja byłem kompletnie nie przygotowany. Gdybym się porwał na Kara Dżilge lub dolinę Wachdżiru mógłbym nie wrócić. Dwa dni później "dołek" psychiczny minął jak ręką odjął, widząc, co niebo wyprawia. Z jurty (najbogatszego jak się okazało) Kirgiza przez dwie doby wychodziłem tylko załatwiać potrzeby fizjologiczne, bardzo mikre zresztą. W nagrodę za rozsądek (podszyty strachem) pozwolono mi od A do N nagrać procedurę palenia opium formowanym tu w charakterystyczne kulki tarioku. Kto oglądał Godzinę zemsty z Melem Gibsonem (jedna z dwóch moich ulubionych produkcji z jego udziałem) ten już wie, o czym piszę. Trzy (bodaj) takie kulki lądują na stole bilardowym. Procedura (już linkowałem ale dla arbo powtórzę) dostępna tu: W pewnym momencie witam jako pierwszego schodzącego z gór Kubę, naszego wyprawowego tłumacza. Wsłuchaj się arbo w jego słowa, którymi wita mnie Kuba. Dobrze się wsłuchaj. Dlatego nie interesują mnie Twoje wycieczki. Nie ma w nich nic twórczego i spontanicznego. Czy mnie się ten Afganistan do czegoś przydał? Tak. Traktujmy to jako finał przypowieści. W 2019-tym na "Mikołaja" udało mi się wyciągnąć należna kasę dla znajomego Ukraińca. Zatrudniałem wtedy Vitka. fajny chłopak. Jego kumpel z podwórka został świeżo upieczonym ojcem dwójki bliźników i przyjechał na trzy mce podreperować swoje mocno upadłe finanse. Vitek pewnego grudniowego wieczora (pomagając mi przy remoncie Przystanku Oliwa) podzielił się informacją, że developer, który takich jak jego kumpel zatrudnia sporą liczbę i płaci tylko zaliczkami, które praktycznie wystarczają na opłacenie kwatery, którą załatwił im... ów developer. Ten developer, to był dwójka "sprytnych braci", którzy żerowali na tych biedakach z UA. Większość zatrudniona na minimum. Niektórzy w takiej sytuacji już od pół roku. To taki system, w którym pojawia się syndrom sztokholmski w specyficznej konfiguracji. Konfiguracji bez wyjścia. Tę "więź" po prostu trzeba przerwać ale... Znikąd wsparcia. Sprytni bracia (pozwoliłem sobie sprawdzić) otwierali kolejne spółki z ograniczoną odpowiedzialnością i cwanie je "upadali". Poprosiłem o telefon do jednego z braci. Bardzo ładnie i grzecznie ze mną rozmawiał, tłumacząc się tym, co dobrze znam. I ja wysłuchałem grzecznie pana brata i powiedziałem mu przez tel. mniej więcej coś takiego. - Więc teraz posłuchaj mnie panie bracie. Ten Ukrainiec to jest mój... kuzyn. Syn mojego stryja, z którym byłem dwa razy w Afganistanie. On w moim wieku, tak się złożyło. Jeszcze służy i poprosił o przysługę. Nie zajmowaliśmy się tam budowaniem zamków z piasku. Zresztą nie tylko tam. Słuchaj teraz gościu: jutro spotykamy się z tobą i twoim bratem na Polankach, przed domem Wałęsy a w waszych zębach ma być cała wypłata dla mojego kuzyna. Zdążyłem was sprawdzić i jakoś nie zamierzam mieć potencjalnych wyrzutów sumienia. Wybłagali "na razie" spłatę połowy, druga miała być przed świętami Bożego Narodzenia. Na spotkanie przyjechałem przereklamowanym (jak twierdził arbo) golfem 2. Jakież było zdziwienie braci. - Niech was ten golf nie zwiedzie. Nie jeden się już na nim przewiózł. Chłopcy wybulili (nie pamiętam... chyba 1700zł) i więcej się już nie widzieliśmy. W styczniu ich firma była już "upadłą". W sumie byłem dwa razy w AFG. |
Arbo... Nie ma stolika: "przy którym pijemy z Elwoodem".
Wyświetlają mi się tytuły nieprzeczytanych wątków. Nie ma takiej kawiarni, w której moglibyśmy wspólnie przysiąść. Nie ma i nie będzie. Po pierwsze, nie pijesz alko, no chyba, że się rozpiłeś ale wątpię. Ja piję tylko z wybranymi przez siebie. Ty na to nie zasługujesz. W kawiarni Fazencjusza nie pamiętam kiedy byłem. A ten ostatni raz był ostatnim raz. Z szacunku do szefa kawiarni. Jego majadan, o którego ja mam inne zdanie. Majdan jego. Koniec kropka.em Od dzisiaj posty z kawiarni nie będą mi się wyświetlać. A teraz niespodzianka. trochę pozwiedzałem dysk dla Chomika, bo to dla niego mam niespodziankę ale... Niewiarygodne... Znalazłem to. Zdjęcia też mam! Nie oryginały tylko "pomniejszone" ale... są. Zaprezentuję wam pierwszy odcinek. Zapiski bałkańskie Mażenada 2011 No więc Moi Drodzy, sprawa ma się mianowicie tak, że na ten moment będzie tylko wstęp albo ustęp (znaczy bliżej tego drugiego, w każdym razie ja). Sprawę rzeczoną będe prowadzil w aktach 5-ciu, jako, że wyrypa dramtyczną była. Przedstawiam ją pod tytułem: MAŻENADA - dramat nieklasyczny do końca, czyli ZAPISKI BAŁKAŃSKIE ELWOODA z pobytu w sanatorium na wczasach w góralskich lasach. Bohaterowie dramatu: 1. Kierownik mazeno. podpunkt a, czyli profil kierownika: - fota kierownika: Obrazek - wykres osobowości kierownika: Obrazek - zalety kierownika: oszczędny - wady kierownika: oszczędny - cechy szczególne: dziury po zębach 2. Elwood Blues Singels. - fota Elwooda Obrazek - wykres osobowości Elwooda: Obrazek - zalety Elwooda: same - wady Elwooda: brak - cechy szczególne: uroczy 3. Przedstawiciel medialny - Pastor 4. Przedstawiciel mentalny - Iszu vel Lupi 5. Autobus. - foto: Obrazek - marka kundel mieszaniec - wyposażenie spadający wężyk podciśnienia - zalety jedzie - wady kierownik 6. Bicykl. - marka Kogo Mijata? Wszystkich. - typ wredny - zalety jedzie - wady pedały... wyraźnie szkodzą dupie To, jakie warunki przedstawił mazeno ogólnie, były konkretne i czytelne. Niestety okazało się, że są to warunki dla zwykłego uczestnika a dla mnie... Są nawet linki do zdjęć... wygasłych:) |
1 Załącznik(ów)
Okazuje się, że w chmurze nie wiele ginie.
Ci panowie stanęli mi na drodze w Eszkaszem. Nad głową tego po prawej na dalekim planie - szpica Piku Majakowskiego, który oferuje bajeczną panoramę Hindukuszu aż po Karakorum. |
1 Załącznik(ów)
Na wigilijny finał, strzał z biodra.
PSOAS – „MIĘSIEŃ DUSZY” Mięsień biodrowo-lędźwiowy (psoas iliacus) jest potężnym zginaczem biodra oraz rotatorem zewnętrznym kości udowej. To najgłębiej położony i jeden z najważniejszych mięśni stabilizujących ludzkie ciało, mający ogromny wpływ na równowagę strukturalną, zakres ruchu, mobilność stawów oraz funkcjonowanie narządów jamy brzusznej. Jest to jedyny mięsień, który łączy kręgosłup (pięć kręgów lędźwiowych) z nogami. Odpowiada za utrzymanie pozycji stojącej oraz umożliwia unoszenie nóg podczas chodzenia. Zdrowy psoas stabilizuje kręgosłup, zapewnia wsparcie dla tułowia i tworzy solidne „rusztowanie” dla narządów jamy brzusznej. Psoas jest również „narządem percepcji”, silnie powiązanym z emocjami. Składa się z biointeligentnej tkanki i dosłownie ucieleśnia nasze najgłębsze pragnienie przetrwania oraz rozwoju. Jest on pierwotnym przekaźnikiem sygnałów centralnego układu nerwowego, dlatego bywa nazywany rzecznikiem emocji. Wynika to z jego bezpośredniego połączenia z przeponą poprzez tkankę łączną (powięź), co sprawia, że psoas reaguje zarówno na sposób oddychania, jak i na odruch strachu. Szybkie tempo życia i chroniczny stres prowadzą do nadprodukcji adrenaliny, która utrzymuje psoas w stałym napięciu, przygotowując ciało do ucieczki, działania lub obronnego skurczu. Jeśli napięcie to trwa zbyt długo, mięsień zaczyna się skracać i twardnieć. Prowadzi to do zaburzeń postawy oraz pogorszenia pracy narządów jamy brzusznej, czego skutkiem mogą być bóle pleców, rwa kulszowa, problemy z dyskami, zwyrodnienia bioder, bolesne miesiączki czy zaburzenia trawienne. Skrócony psoas powoduje pociąganie kręgów w dół, zwiększa nacisk na dyski międzykręgowe i sprzyja hiperlordozie lędźwiowej. Objawia się to bólem dolnego odcinka pleców, uciskami nerwowymi, napięciem w okolicach bioder oraz ud. Problem ten dotyczy zarówno uczniów, pracowników biurowych, kierowców, jak i osób prowadzących siedzący tryb życia. Narażeni są także sportowcy, kolarze, osoby trenujące spinning, triathlon, piłkarze z powodu ciągłej pracy w zgięciu. Napięty psoas wysyła sygnały stresu do układu nerwowego, zaburza przepływ płynów w organizmie i ogranicza oddychanie przeponowe. Ponieważ psoas jest głęboko zaangażowany w podstawowe reakcje fizyczne i emocjonalne, jego chroniczne napięcie sprawia, że ciało nieustannie otrzymuje sygnały ZAGROŻENIA, co może prowadzić do wyczerpania nadnerczy oraz osłabienia układu odpornościowego. Sytuację tę pogłębiają nieprawidłowe nawyki siedzenia i codzienne postawy, które ograniczają naturalny ruch i dodatkowo uciskają ten mięsień. Uwolniony psoas, pozwala na znaczne wydłużenie przedniej części ud oraz umożliwia nogom i miednicy poruszanie się z większą swobodą i niezależnością. Poprawia ułożenie kręgosłupa i całego tułowia, co bezpośrednio wpływa na lepszą pracę narządów jamy brzusznej, oddychanie oraz funkcjonowanie serca. Gdy dbamy o zdrowie psoasa, ożywają nasze siły witalne, a my ponownie łączymy się z własnym potencjałem twórczym. W niektórych filozofiach Wschodu psoas nazywany jest „mięśniem duszy”... głównym centrum energetycznym ciała. Już sama relaksacja psoasa i przepony poprzez rozciąganie może spektakularnie zmniejszyć dolegliwości bólowe i problemy posturalne. Im bardziej elastyczny i silny jest psoas, tym swobodniej energia życiowa przepływa przez kości, mięśnie i stawy. Psoas działa jak kanał przewodzenia energii. Rdzeń, który łączy nas z ziemią i pozwala budować stabilne, zrównoważone oparcie w centrum miednicy. Dzięki temu kręgosłup wydłuża się, a wraz z nim może swobodnie płynąć cała nasCoraz więcej osób odkrywa, że w procesie rozluźniania psoasa i przywracania wewnętrznej równowagi cennym wsparciem może być fototerapia. Nie jako metoda leczenia, lecz jako technologia, która stwarza organizmowi warunki do samoregulacji i naturalnej regeneracji. |
Proces starzenia mózgu rozpoczyna się znacznie wcześniej, niż zwykle go zauważamy, często już w wieku średnim. Coraz więcej badań pokazuje, że wpływ na ten proces ma ogólna sprawnośc organizmu, w tym kondycja mięśni.
W jednym z najbardziej interesujących badań w tym obszarze naukowcy przez 10 lat obserwowali grupę kobiet-bliźniaczek, które na początku badania miały średnio około 55 lat. Zmierzono u nich moc mięśni kończyn dolnych (parametr odzwierciedlający nie tylko siłę, ale również szybkość i efektywność pracy mięśni.) Po dekadzie ponownie oceniono funkcje poznawcze uczestniczek oraz, u części z nich, strukturę mózgu w badaniach neuroobrazowych. Wyniki okazały się zaskakująco spójne. Kobiety, które w wieku około 55 lat charakteryzowały się większą mocą mięśni nóg: - doświadczały wolniejszego pogarszania się funkcji poznawczych, - osiągały lepsze wyniki w testach pamięci i funkcji wykonawczych, - wykazywały mniejszą utratę istoty szarej mózgu wraz z wiekiem! Co szczególnie istotne, zależność ta była widoczna również u bliźniaczek jednojajowych a więc kobiet o identycznym materiale genetycznym. Sugeruje to, że obserwowany efekt nie może być wyjaśniony wyłącznie predyspozycjami genetycznymi. Co wynika z tego badania? Mięśnie kończyn dolnych pełnią nie tylko funkcję mechaniczną a sa aktywnym narządem metabolicznym, który poprzez sygnały biologiczne może wpływać na ukrwienie mózgu, neuroplastyczność i tzw. rezerwę poznawczą czyli czynniki kluczowe dla utrzymania sprawności umysłowej w starszym wieku. Sprawność mięśni nóg w wieku średnim może mieć długofalowe znaczenie dla zdrowia mózgu. Steves CJ et al. Gerontology PMID: 26551663 |
Święta.
Idealny czas na reset mózgu. To wcale nie znaczy, że gdzieś sobie odlecisz i... Refleksje rodem z Klubu Jagielońskiego na początek. NIEKONTROLOWANA MIGRACJA NAPĘDZA POLITYCZNĄ KSENOFOBIĘ. 5 LEKCJI Z MIGRACYJNYCH BŁĘDÓW ZACHODU 🕐Lekcja nr 1. Linearne teorie integracji migrantów – do Muzeum Iluzji (lub śmietnika) 💎Przez długie dekady rządy państw Zachodnich postępowały zgodnie z obowiązującym paradygmatem linearnych teorii integracji społecznej migrantów. W dużym uproszczeniu zakładały one modernistyczne podejście, zgodnie z którym każde kolejne pokolenie migrantów będzie coraz bardziej zintegrowane ze społeczeństwem przyjmującym. 💎O ile w przypadku migracji pomiędzy państwami EWG, a później UE, te założenie miało swoje uzasadnienie, to w przypadku imigracji z innych kręgów kulturowych, szczególnie Maghrebu i Bliskiego Wschodu okazało się zupełnie iluzoryczne. Nie ma żadnego „magicznego” mechanizmu, który zapewniały tak rozumiany „postęp”. 💎Niezwykle pouczający w tym zakresie jest casus Francji. Gdy w latach 60. XX w. rozpoczęła się migracja tzw. harkis do Francji, a więc muzułmańskich Algierczyków walczących u boku Francji, to w porównaniu do obecnego pokolenia młodych muzułmanów byli oni wyjątkowo „świeccy” i „profrancuscy”. Obecne badania społeczne wskazują, że 57 proc. młodych muzułmanów (18-24 lata) we Francji przedkłada prawo szariatu ponad konstytucję. 💎Dla Francji, która ufundowana została na laickiej wizji polityki, takie postawy są niezwykle alarmujące. Nie dziwi zatem fakt, że w maju tego roku francuski rząd opublikował raport, w którym określa działalność Bractwa Muzułmańskiego, matecznik takich ideologów jak Hassan Al-Banna czy Sajjid Qutb, jako zagrożenie dla spójności narodowej i republikańskiego modelu państwa. 💎Sytuacja jest tym bardziej niepokojąca, jeżeli zestawimy to z najnowszymi badaniami IFOP („francuski CBOS”) wskazującymi, że wśród muzułmanów w wieku 15-24 lat blisko 1/3 sympatyzuje z Bractwem. Magiczny mechanizm gwarantujący, że każde kolejne pokolenie będzie coraz lepiej zintegrowane można odłożyć do Muzeum Iluzji. 💎W praktyce okazuje się, że rzeczywistość jest dużo bardziej złożona i w dużym spektrum najmłodszego pokolenia muzułmanów obserwujemy proces dezintegracji. 💎Francuska wiara, że dzięki silnym instytucjom, dużemu naciskowi na naukę języka i znacznym środkom przeznaczanym na integrację ekonomiczną migrantów problemy rozwiążą się same, okazała się złudna. Polska ma tę lekcję w gratisie. 🕑Lekcja nr 2. Chcemy rąk do pracy (a przyjeżdżają ludzie) – lekcja z Niemiec 💎Również doświadczenia niemieckie mogą okazać się cenne. Po podziale Niemiec i w wyniku „cudu gospodarczego” (Wirtschaftswunder), gdy stopa bezrobocia zaczęła gwałtownie spadać, a potrzeby gospodarki rosnąć, w 1961 r. rząd podjął decyzję o podpisaniu umowy z Turcją o rekrutacji pracowników – potrzebowano „rąk do pracy”. 💎Tureccy migracji mieli być gastarbeiterami, a więc gośćmi-robotnikami, którzy – w założeniu – po dwóch latach pracy mieli powrócić do swojej ojczyzny. Tak się jednak nie stało, głównie w wyniku presji ze strony niemieckiego przemysłu. Wzrostu diaspory tureckiej w Niemczech nie powstrzymał nawet poważny kryzys gospodarczy lat 70. 💎Co więcej – jak się okazało, a świetnie wyraził to Max Frisch – chcieliśmy rąk do pracy, a przyjechali ludzie. Liberalny paradygmat „rąk” okazał się zupełnie fałszywy. Ludzie przybywają nie tylko z rękoma, ale i z sercem, mózgiem i kilkoma innymi częściami ciała (i ducha!), a także więziami rodzinnymi, relacjami społecznymi i swoimi „sposobami” odniesienia do transcendencji. 💎Człowiek ze swej natury jest wspólnotowy i nasiąknięty kulturą w znacznie większym stopniu, niż przewidywały to płaskie liberalne paradygmaty widzące człowieka jako jednostki-moduły dowolnie wpinane i odpinane od gospodarki za naciśnięciem „optymalizujących” guziczków. 💎Okazało się, że Turcy – co musiało być wielkim zaskoczeniem – są prawdziwymi ludźmi, a więc są zoon politikon – bytami wspólnotowymi ze swej natury, zaczęli zatem ściągać swoje rodziny do Niemiec, organizować się, zakładać stowarzyszenia, budować meczety. 💎Współczesne badania potwierdzają ten trend także w przypadku uchodźców z Syrii – zdecydowana większość z nich planuje złożyć wniosek o niemieckie obywatelstwo (o czym szerzej pisałem w raporcie dla Klubu Jagiellońskiego – Pakt migracyjny. Kontekst, krytyka i propozycje reform na rzecz nowej równowagi w UE). Ten, kto rozpoczyna proces migracji, musi się liczyć z prawdziwą naturą człowieka i jej wspólnotowym wymiarem. 🕒Lekcja nr 3. Kultura ma znaczenie 💎Z liberalnym paradygmatem związane jest także przeświadczenie o tym, że kultura jest niczym wierzchnie ubranie – dowolnie zmieniane w zależności od „klimatu” – także politycznego. Migranci, którzy przybywają dostają nowe, eleganckie i skrojone na miarę (liberalną!) wzorce kulturowe, które wystarczy założyć uprzednio wyrzucając stare, zużyte i już nie na czasie. 💎Przemiana wzorców kulturowych następuje samoczynnie, niemal przez osmozę, bo czy można racjonalnie założyć, że ktoś chciałby chodzić w czymś, co delikatnie mówiąc – nie jest modne, czyli postępowe? Niezrozumienie faktu, że wzorce kulturowe kształtowane przez setki lat są integralnym elementem tożsamości rodzi poważne konsekwencje. 💎Polityka migracyjna nie uwzględniająca różnic kulturowych musi z oczywistych przyczyn generować daleko idące wyzwania dla integracji. Migranci przybywający z kultur patriarchalnych z oczywistych przyczyn będą – w większym bądź mniejszym stopniu – kultywować znane sobie wzorce. 💎Przykładowo mieszane związki małżeńskie są uznawane za papierek lakmusowy udanej i najsilniejszej integracji społecznej przekraczającej granice kulturowe i etniczne. Co jednak, jeżeli w kulturze muzułmańskiej kobiety nie mogą wchodzić w związki z nie-muzułmanami (mężczyzn te ograniczenie nie dotyczy)? 💎Ze zrozumiałych względów w takiej sytuacji budowanie relacji społecznych musi być utrudnione, co potwierdzają badania empiryczne. Również współczesna (ciągnąca się od ponad 30 lat) debata we Francji dotyczą obecności hijabów w przestrzeni publicznej wskazuje, że przejmowanie wzorców kulturowych jest ograniczone. 🕓Lekcja nr 4. Demografia ma znaczenie. Trendy, dynamika i procesy, a nie „stop klatki” 💎Poważnym błędem w analizie kwestii integracji migrantów w kontekście demografii jest redukowanie jej do „zdjęć społecznych” – statycznych ujęć ukazujących obecny rozkład społeczny. Przykładowo obecnie w Wiedniu muzułmanie stanowią ok. 8 proc. społeczeństwa – uwzględniając jedynie tę informacje można byłoby przyjąć, że sytuacja ta nie odbiega znacznie od średniej dla państw UE i przyjąć ją za coś „stabilnego”. 💎Jednak, gdy uwzględnimy fakt, że wśród uczniów szkół podstawowych i średnich muzułmanie stanowią 41,2 proc., (odsetek chrześcijan wynosi 34,5 proc., a bezwyznaniowych 23 proc.), to kontekst nabiera zupełnie inny kształt. Za dekadę najmłodszą kohortę wiekową na wiedeńskim rynku pracy stanowić będą muzułmanie – czy ma to jakieś znaczenie? 💎Nie potrzeba dużej wyobraźni (i wiedzy), żeby zrozumieć, jak dalece czynnik demograficzny kształtować będzie płaszczyznę społeczną, kulturową, gospodarczą, edukacyjną czy mieszkaniową, a w końcu polityczną Wiednia. 💎Co z modelem integracji w takiej sytuacji? Czy wówczas to nie muzułmanie reprezentują „kulturę wiodącą”, do której dostosować powinni się pozostali? Pytanie nie jest retoryczne, ponieważ język niemiecki staje się coraz częściej drugim, a nie pierwszym językiem uczniów. 💎Przykładowo w pierwszych klasach szkoły podstawowej blisko połowa uczniów ma na tyle duży problem z językiem niemieckim, że nie jest w stanie samodzielnie nadążyć za tokiem lekcji (wynika to także z migracji Ukraińców uciekających przed wojną). 💎Ktoś mógłby stwierdzić, że sytuacja w Wiedniu jest wyjątkowa – i ma rację. Tendencja jest jednak jednoznaczna – odsetek muzułmanów, szczególnie w dużych miastach i w najmłodszych kohortach wiekowych wzrasta. 💎Badania PEW Research Center wskazują, że do 2050 r. liczba muzułmanów we Francji podwoi się (do ok. 12,5 mln), natomiast w Szwecji w scenariuszu „średniej migracji” odsetek muzułmanów w społeczeństwie wynosić będzie 20,5 proc. a w scenariuszu „wysokiej migracji” – 30,6 proc.. 💎W kontekście przywołanych danych jedynie pytaniem retorycznym jest to, czy Szwecja słynąca z progresywnych rozwiązań kulturowych i jeszcze nie tak dawno wskazywana jako wzorcowe państwo opiekuńcze, zdoła utrzymać swój dotychczasowy model rozwoju. Tych pytań nie będziemy stawiali, gdy zatrzymamy się jedynie na „stopklatkach”. 💎W kontekście muzułmanów przeprowadzenie takich analiz w Polsce jest wyjątkowo trudne – nikt nie wie, łącznie z instytucjami rządowymi, ilu muzułmanów mieszka w Polsce. Dane GUS-u ze spisu powszechnego z 2021 r. wskazujące na kilka tysięcy nie oddają rzeczywistej liczby. Brak takiej wiedzy utrudnia przeprowadzenia społecznej diagnozy, a jednocześnie może podsycać nastroje ksenofobiczne wyolbrzymiające zakres wyzwania. 💎Jest to o tyle zła sytuacja, że jeżeli gdziekolwiek istniał „prawdziwy euroislam”, to jedyny casus takiego fenomenu to polscy Tatarzy mieszkający na obszarach Rzeczypospolitej od ponad 600 lat. Te doświadczenie to element naszego dobra wspólnego. 🕔Lekcja nr 5. Chaotyczna polityka migracyjna – większa ksenofobia 💎O tym, jak daleko idące konsekwencje dla stabilności politycznej państwa ma chaotyczna polityka migracyjna, najlepiej przekonać się na niemieckim przykładzie. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że polityka Angeli Merkel przyczyniła się do wzrostu poparcia dla Alternatywy dla Niemiec (w tym momencie AfD prowadzi w sondażach z poparciem na poziomie 27 proc.). 💎Bagatelizowanie skali wyzwań, ukrywanie części informacji (noc sylwestrowa w Kolonii 2015/2016) i paraliżująca myślenie i działanie poprawność polityczna stworzyła grunt dla nacjonalistycznych i demagogicznych postulatów politycznych. Coraz bardziej oczywistym jest, że niekontrolowana migracja staje się paliwem dla partii i ruchów ksenofobicznych. 💎Dobrze zrozumiał tę zależność socjaldemokratyczny (sic!) rząd Danii, wprowadzając najbardziej rygorystyczną politykę migracyjną w UE, którą można podsumować jako polityka zasad, odpowiedzialności i stabilności. Rząd koncentruje się na ograniczaniu migracji, powrotach migrantów nielegalnych i deportacjach tych, którzy dokonali przestępstw, a także na samowystarczalności ekonomicznej uchodźców i migrantów. 💎Istotę tej polityki dobrze obrazują słowa Rasmusa Stoklunda, duńskiego ministra ds. imigracji i integracji: „musimy odejść od pojmowania integracji jako spotkania pośrodku (…), ponieważ integracja w dużej mierze polega na tym, że obcokrajowcy biorą na siebie odpowiedzialność za to, by stać się częścią duńskiego społeczeństwa”. 💎W tym momencie Dania sprawuje przewodnictwo w Radzie UE i nadaje główny ton w ewolucji Paktu migracyjnego. Latem tego roku kanclerz Merz na spotkaniu w Berlinie z premier Danii Mette Frederiksen stwierdził, że „to, co Dania osiągnęła w ostatnich latach, jest naprawdę wzorowe. Razem zmierzamy w kierunku nowych i bardziej rygorystycznych przepisów azylowych w Unii Europejskiej”. 💎Koalicja CDU/CSU i SPD będzie musiała wykonać dużą pracę, aby odzyskać zaufanie społeczne, o ile w ogóle będzie to możliwe. Puszkę Pandory otwiera się łatwo, także demagogiczną polityką, tak jak zrobiła to Angela Merkel puentującą się w haśle – „damy radę” (wir schaffen das). Zatem powodzenia! 👉Dr Mariusz Sulkowski opisuje, których błędów Europy Zachodniej w polityce migracyjnej powinniśmy uniknąć -> https://klubjagiellonski.pl/2025/12/...-jagiellonski/ |
Święta.
Jemy? Co jecie? ...Jedzenie z przyjemności, stało się przymusem... Dlaczego? Posłuchajcie, róbcie notatki. Włączcie myślenie, zanim zachorujecie. Bo jeżeli, to wpadniecie w pułapkę bez wyjścia. Wydacie wszystko na leki. Na kolejną iluzję. Cofnijcie się kilka postów i jeszcze raz przeczytajcie Słowo na Wigilię - tekst pani Liliany Sonik. "...Święta idą nam na pomoc. Są elementem stałym, stabilizującym i towarzyszy im zespół rytuałów, które jak kręgosłup, podtrzymują konstrukcję całości. Dlatego nie chcę ogołocenia Świąt z kolęd, wigilijnych zwyczajów, czy Pasterki. Niektórzy uważają, że to wszystko być nie musi: że kolędy proponują przestarzałe wzorce zachowań, a Wigilia jest tylko kolacją podczas której jemy potrawy, które niekoniecznie nam smakują i spotykamy się z osobami, które nie zawsze są nam miłe. Moim zdaniem takie argumenty są po prostu niepoważne wobec wagi tego, co Święta nam dają..." Jednym zdaniem: warto wracać do korzeni. Miałem kiedyś kolegę. Rozmawialiśmy o zdrowiu. Zeszło na... mleko. - Muszę kupować mleko w biedrze dla dzieci, bo jest po 2,10. W Bochni nie kupisz na rynku mleka od rolników? - Od kułaka, który sprzedaje litr po 4,50?! Dodaj do tego kułaczego mleka litr wody i to rozrzedzone mleko zachowa więcej właściwości prozdrowotnych niźli to czym poisz własne dzieci. No tak jest. Warto autora kanału "przesłuchać" dwa razy. Nie dotyka tego, na co porwał się obecny (jeszcze żyje) minister zdrowia USA. Mówi dokładnie to, co mówi autor ale niestety... Jest prawakiem, no i w służbie Trumpa. Tam, gdzie do gry wchodzi ideologia, to koniec. Skończysz we własnych odchodach. A przecież można inaczej... |
Z tym alkoholem to zgadzam się a i tak wszyscy pijemy, raz więcej, raz mniej, badania dowodzą, że najmniejsza ilość jest szkodliwa, wywołuje nieodwracalne zmiany w układzie nerwowym a nawet genetycznym i co i tak pijemy.
Jednak, wydaje się, że ostatnio ten trend zaczyna się odwracać, młodzi już tak nie piją, ciekawe, co teraz będzie czynnikiem wyniszczającym, braindancy lub coś podobnego, pewnie. |
W linkowanym podcaście kilka razy pada odpowiedź.
Śmieciowe żarcie - ultra przetworzone. Zacytuję ponownie: przyjemność staje się koniecznością/przymusem. Cukier prosty jak opioid. Media skrojone pod odbiorców: sieczka informacyjna oparta o tę samą zasadę. Szybka nagroda - bez wysiłku = wyrzut dopaminy i rodzi się przymus korzystania z telefonu/tableta itp. Media społecznościowe - pan "Cukier" po to wprowadził swój system nagród. Lajkujemy a brak lajka to niepokói. Ja też tylko czekam na "chomika";) Jesteśmy niewolnikami jakby z natury rzeczy.. W melonowym wątku tyle o wolności padło. Wolność... To chyba tylko u Pana Boga w ogródku...: krótki monolog komendanta policji. Z wolnością jest jak ze zdrowiem i ich definicją. Warto się przyjrzeć bliżej wspominanym też eksperymentom Calhouna. Ten z wymarłymi w komforcie myszami pięknisiami był zupełnie niespodziewanym finałem. Finałem bodaj dwóch dekad badań Calhouna. Numerował on swoje projekty. Pięknisie to 25-ty czy 26. Calhouna szukał pomysłu na zachowanie dzietności Domniemał, że komfort się temu przysłuży. Tworzył więc na szczurach (na początku) państwa miasta i obserwował. Każdy kolejny rojekt kończył się nie tak jak zakładał. Wyciągał kolejne wnioski, bo szczury/myszy zachowywały się dziwnie, przecząc oczekiwaniom. Egzystowały w ramach grupowych, "społecznych" zachowań. Gnieździły się w określonych miejscach stłoczone, wcale nie korzystając z dostępnej przestrzeni. Mimo wystarczającej liczby miejsc wygodnego spożywania posiłku, "stały w kolejce" w miejscach wybranych itd. Finalnie pokolenie pięknisiów nie miało od kogo czerpać wzorców, bo te starsze w końcu wymarło. Pięknisie nie wykazywały zainteresowania płcią przeciwną, tylko wyglądem władnego futra Przestały walczyć o cokolwiek jak jeszcze poprzedzające je pokolenie. Przenoszone w inne miejsce, nie potrafiły w ogóle zaadoptować do nowych warunków Straciły taką zdolność bezpowrotnie. Umierały jedne po drugich uzależnione od komfortu. Ale na początku było tak pięknie. Wczoraj miałem długi wyrzut dopaminy. Mikołaj sam przydreptal do dziadka, kazała się wziąć na ramiona i pokazując paluszkami różne dziwy rzucał krótkie hasła: cio to, cio to? Postawiłem go przy dużym globusie i tłukł w niego rączkami jak w bębenek aż się echo niosło. Na koniec pokazał mi "relaksik". Kucal przy poduszce i na rzeczone hasło, padał na poduszkę jak kawka z szerokim uśmiechem. Umie też zaryczeć jak lew. Marysia zaskoczył wszystkich, bo chciała zostać z dziadkami na noc. Nie wiem, co robić. Moje uzależnienie od tych szkrabów rośnie. Edycja (konsolidacja): Proszzz... Musimy sobie umieć postawić i konsekwentnie realizować cel/cele. Lepiej skończyć jak aktywny enpede niż piękniś. Zapraszam do reaktywowanego wątku Grąbczewskiego. Znowu tworzę Arcyplan. "Dogrywka" zmienię na "Siódme Wtajemniczenie". Edycja` To jak z tym alkoholem jest? Zasadniczo, to szkodzi zdrowiu. Ale... Brytyjczyki badali Czechów i wyszły im takie dziwota. Mianowicie, że. Czeski styl - dwie piva w restauracje i do domu ma swoje duże plusy. Kobiety tychże wiedzą, gdzie ich mężowie są i mają ten czas dla siebie. Co one wtedy robią, nie wnikam. Mogą np. przyjmować pocztę. Chopy w tym czasie siedzą w knajpie i cementują męskie relacje, co pozytywnie wpływa na ich psychę. Piwo w czeskim jest rodzaju żenskiego. Może dlatego? O to wynik. |
Wszystko się sypło.
Przed Świętami byłem wyregulowany cukrowo i teraz mechanizm starego zegara, w sensie sprężyna na nie tym napięciu chodzi. Miało być o kupie a jest o sikach. Ale krótko. Dwie pobudki w nocy, jedna nad ranem i... zmęczenie. Zaraz mi jednak odśnieżanie pomoże. Zatem szybko do przednoworocznych noworocznych postanowień. Zrobię to a tamto a tego i tamtego nie będę robił. Nie. Nic z tych rzeczy. Teraz krótko o kupie. Wstaję, robię kupę i już. Nie obiecujesz sobie, że codziennie rano zrobisz kupę, no nie? Wstajesz i robisz. Ja sobie obiecuję jedno z kupą. Bez jej zrobienia nigdzie się nie ruszam. U mnie od pomyślenia do wykonania są może dwie minuty? Bardzo rzadko eter znosi taki wymiar. Więc chodzi o to, by nie było obietnic, przysięgań i że od teraz to ja...!! Od teraz to ja robię nic. Rano. Do czasu kupy kompletnie nic. Piszę. Tak. To jest doskonałe nic nie robienie. Mózg pracuje na jednym bodźcu. Mi jest łatwiej trochę, bo piszę bezwiednie. Tu nie ma procesu. Jest proste działanie. Palce klikają w zdewastowaną klawiaturę i... tyle. Wypluwam cudowne nic. Oooo... kupa zrobiona ale to jeszcze nic. Czekam na drugą. W tym czasie słucham wiadomości ze świata i okolic. Smartfon się odzywa. Pluje jak karabin. Nie ważne, że nie skroluję, nie mam tik toka czy instagrama ale mam fb. To narzędzie pracy niby. No, nie niby ale jest narzędziem. Tylko, jak wchodzę na fb, to przewijam. Inaczej się nie da a mózg tego nie lubi. Właśnie tego przewijania. Wchodzisz w rolę. Każde info to taka mała nagroda. Potem te wieści. Są spersanolizowane ale przewinąć trzeba. To nie to, tego nie, tych cymbałów to na pewno nie. No bo tuba podrzuca ci barachło mimo twej woli kontroli. Kamraci u Stanowskiego. O kamratach u Stanowskiego. Prawa strona, lewa strona, środkowa strona, tylna strona... Wiele amigo buduje sobie zasięgi na tych kamratach. Nie wchodzę. Wystarczy, ze tutaj część odbiera mnie jak "kamrata". Taki fajny wyraz i tak go można spierdolić. W Poprawce z geografii Polski Tytus zwiał z listem przed Krzyżakami na drzewo. Rzucił Krzyżakom kopernika (10 zł). - Bracia kamraci! Kopernik własna monetę bije! No... Wróciłem na właściwe tory. Tytus jest de best. W Pierwszy Dzień Świąt Marysia pokazała mi swój komiks. Rewelacja. R E W E L A C J A. Wypada jeszcze skończyć grę planszową zainicjowaną rok temu pt.: Tur de Polska. Do brzegu. Robimy. Z ciekawostek. Lublin w Maroko? To jest dopiero historia. Miałem ją zostawić w spokoju. Historię w sensie ale ona sama puka do mojego mózgu. Może bardziej nadaje się do Szlakiem Grąbczewskiego ale pociągnę ją tutaj. Bo to jaja są jak berety. Ta historia. Zaczęła się w blisko dwa lata temu w Pirenejach... Cdn. |
Zabić drozda
Komu się udało przywitać z Nowym Rokiem?
U nas bajkowa sceneria. Bardzo mnie miło w ten pierwszy dzień nic nie robiąc - pisząc. Dzień dobry tym, którzy czytając mnie teraz także nic nie robią. Siedzą, leżą, może stoją lub kucają i czytają. Zero bodźców, cisza, sama przyjemność. Zatem bardzo nam przyjemnie razem. Przerwa. Robię kupę. Po przerwie. Zatem, skoro tak nam przyjemnie zdradzę sekret. Z Nowym Rokiem nikt mnie już nie spotka. Więcej zdradzić nie mogę. Uchylę opłotkiem. Zaniżona samoocena - gdzieś na końcu jej drogi depresja, myśli samobójcze lub... Moi drodzy i tani... lub... JA. Kliknąłem w przycisk RESET. Po siedmiu m-cach wyszło: NIE. 18 lat miałem 55 (już tuż tuż) lat temu. 55 lat temu wracamy ze szkoły SKM-ką. SKM z Wejherowa richtung Gdańsk. Jest już połączenie bezpośrednie z Gdynią Główną, nie trzeba się przesiadać z drewnianych wagonów berlińskiego metra do rodzimego produktu. Tak, po Trójmieście hulało berlińskie metro, te od kapitana Pawłowa, który miał: czietyre minuty do cziasa. Wracamy zatem ze szkoły. Siedzimy w służbówce. Na korytarzu jakiś gość. Wysiada w Śmiechowie, znaczy zamierzał. Odruchowo przy hamowaniu składu próbuje zachować równowagę i by nie upaść łapie się... dźwigni hamulca bezpieczeństwa. Pociąg gwałtownie hamuje, jak pies Pluto czterema łapami. Wtedy bajki Disneya były na mega topie plus gumy do żucia z kaczorem Donaldem. Kto nie żuł ten był zwykłym frajerem, co nie znał życia. Wystawnego, w sensie. Ludzie spadają z ławek, gość też fika orła. My jak pozostali. Trwają tylko ci, co plecami do kierunku jazdy, przyjmując pozostałych na lub między kolana itd. Nasz sprawca/bohater wstaje przerażony... Nie wie, co robić, gdzie się ukryć... Wpada do naszego przedziału (służbowego) i siada vis a vis drzwi przesuwnych po przeciw położnej. Cwany sprawca. Chce mieć oko na "przestrzał". Kto nie zna tej pozycji, ten zawsze z biletem jechał. Gość przerażony, blady i my. Jest nas kilku ale tylko dwóch trzy trzech z nas wie, o co chodzi. To ci (w tym JA), którzy nie zdążyli dopaść miękkich kanap. Ci na kanapach (to nie JA) plecami do wydarzenia i są zdezorientowani. My (reszta, w tym JA) nie. My zaciekawieni. Nagle gdzieś w tle pojawia się kierownik pociągu i konduktor. Zmierzają w naszym kierunku w ekspresowym tempie. Sprawca/bohater to widzi i... No szkoda na gościa patrzeć... szkoda. Zaraz wpadnie. Znaczy on tak myśli. To znaczy tak myślimy my, bo co on myśli nie wiemy ale przypuszczamy. Para kierownik/konduktor lecąc na nas stopują tylko na chwilkę w korytarzach. Ewidentnie wygląda na to, ze szukają sprawcy/bohatera. Znaczy pewnie wiedzą, kto nim jest. My nie wiemy skąd. Sprawca pewnie też ale my nie wiemy też i tego. Nie wiemy, bo stan sprawcy, to jak chwila przed wybuchem supernowej. Nikt nie wie o wybuchu, tylko potencjalnie wybuchnięta/ty. Drzwi od przedziału mamy otwarte. Kierownik z konduktorem wpadają do przyległego służbówce korytarza! Sprawca nie wytrzymuje i wybucha!! Kierownik i konduktor nie zwracają na niego uwagi. Oni już wiedzą. Wiedzą, gdzie jest zerwany hamulec i tylko to ich interesuje. Biegną dalej, wybiegają na peron i... znikają. Tymczasem nasz sprawca/bohater nadaje w amoku: - To nie ja, to nie ja, to nie... Ktoś z naszych rzuca w eter: - Wysiada pan... Zwiewaj pan. Ja dorzucam: - Wytrze pan tylko odciski palców z hamulca. Naród był wtedy zjednoczony przeciw władzy. No dajesz pan! Ostatnia szansa. Nikt nic nie wie, tylko my! Nie wydamy obywatela pana. Sprawca/bohater wstaje ale niezdecydowany... Widać uczciwy człowiek. Głupio było go popędzić kopniakiem. Aż chce mi się zacytować Michnikowskiego z Kabaretu Dudek... Opłotkami było a teraz do brzegu. Najpierw kiedyś tam kiedyś obejrzałem film. Potem przeczytałem książkę. Scenariusz zatem do tej książki już powstał ale... JA postanowiłem napisać swój i zeakranizować, zachowując tytuł Bo pasuje jak ulał do mojego scenariusza. Przedstawiam państwu... ZABIĆ DROZDA. https://i.ibb.co/vpbJGD3/IMG-20251231-162603.jpg Zdjęcie dla odciągnięcia uwagi. Podkreślam, by nie uszło. Nikt mnie z Nowym Rokiem już nie zobaczy. Edycja. Kapela! Grać! |
Zabić Drozda - Prolog
Internety.
1 listopada 1998 roku 29-letni były brytyjski spadochroniarz Karl Bushby stał w Punta Arenas w Chile, mając w kieszeni 500 dolarów i pomysł, który brzmiał jak czyste szaleństwo. Postanowił wrócić pieszo do swojego domu w Hull w Anglii. Nie lecieć. Nie jechać. Nie płynąć. Tylko iść — krok po kroku. Bez skrótów. Bez wyjątków. Dystans: 58 000 kilometrów przez cztery kontynenty. Szacowany czas: od 8 do 12 lat. Rzeczywistość: wciąż idzie… i jest już prawie w domu. Bushby narzucił sobie dwie żelazne zasady. Zasada pierwsza: żaden środek transportu z napędem nie może przesuwać trasy do przodu. Jeśli z powodów wizowych musi polecieć samolotem, musi wrócić dokładnie do miejsca, w którym przerwał marsz, i kontynuować stamtąd. Zasada druga: nie może wrócić do domu, dopóki nie będzie w stanie dojść tam pieszo. Te proste reguły zamieniły plan na dekadę w 27-letnią odyseję. Pierwsze lata spędził w Ameryce Południowej. Potem dotarł do Przesmyku Darién — pasa dżungli między Kolumbią a Panamą, kontrolowanego przez przemytników i uzbrojone grupy. Przez tygodnie przedzierał się przez teren, który walczy o każdy krok. Przeżył. I szedł dalej. Ameryka Środkowa. Meksyk. Całe Stany Zjednoczone. W 2005 roku dotarł na Alaskę. Przed nim było coś, co wydawało się niemożliwe — Cieśnina Beringa. W marcu 2006 roku Bushby wraz z francuskim poszukiwaczem przygód Dimitrim Kiefferem dokonali czegoś, czego nikt wcześniej nie zrobił w ramach nieprzerwanej pieszej podróży dookoła świata. Przez 14 dni pokonali około 240 kilometrów po popękanym, przemieszczającym się lodzie Arktyki. Skakali między krami lodowymi. Nosili broń na wypadek spotkania z niedźwiedziami polarnymi. Mieli kombinezony ratunkowe na wypadek wpadnięcia do wody. Dotarli do Rosji. Gdzie straż graniczna natychmiast ich aresztowała. Dopiero interwencja dyplomatyczna brytyjskiego wicepremiera Johna Prescotta oraz gubernatora Czukotki Romana Abramowicza uratowała wyprawę. Jednak problemy wizowe dopiero się zaczynały. Rosyjskie wizy turystyczne pozwalały na pobyt jedynie 90 dni w ciągu każdych 180. Bushby potrzebował lat, by pieszo przejść przez Syberię — obszar możliwy do pokonania tylko pod koniec zimy, gdy rzeki i bagna zamarzają. Mógł iść kilka miesięcy w roku, po czym musiał opuszczać kraj. W 2008 roku, wraz z kryzysem finansowym, zniknęli sponsorzy. Utknął w Meksyku na dwa lata, nie mogąc kontynuować wyprawy. W 2013 roku Rosja zakazała mu wjazdu na pięć lat. Odpowiedź Bushby’ego? Przeszedł pieszo 4 800 kilometrów z Los Angeles do Waszyngtonu, D.C., pod rosyjską ambasadę, by zaprotestować osobiście. Zakaz został cofnięty. Następnie przeszedł przez Mongolię, pustynię Gobi, dotarł do Kazachstanu, Uzbekistanu i Turkmenistanu. Potem nie otrzymał wizy do Iranu. Potem świat zatrzymała pandemia COVID-19. Uwięziony na wschodnim brzegu Morza Kaspijskiego, bez lądowej drogi naprzód, Bushby podjął niezwykłą decyzję: przepłynie je wpław. Morze Kaspijskie. Około 288 kilometrów otwartej wody. Jak sam przyznaje: „Zdecydowanie nie jestem pływakiem i nie lubię pływać”. Trenował przez rok. Dołączyła do niego wędrowniczka Angela Maxwell. Zdobyli wsparcie — łodzie asekuracyjne oraz dwóch pływaków z reprezentacji Azerbejdżanu. W sierpniu 2024 roku rozpoczęli przeprawę. Przez 31 dni pływali na zmianę — trzy godziny rano i trzy wieczorem — nocując na łodziach wsparcia. Wysokie fale. Silne wiatry. Skrajne zmęczenie psychiczne. 17 września 2024 roku dotarli do Azerbejdżanu. Stamtąd Bushby ruszył pieszo przez Gruzję do Turcji, pokonując 2 204 kilometry w pięć miesięcy. Na początku maja 2025 roku przeszedł przez most Bosforski w Stambule, po raz pierwszy od 1998 roku przechodząc z Azji do Europy. 27 lat. Cztery kontynenty. Dziesiątki tysięcy kilometrów. W listopadzie 2025 roku Bushby idzie przez Węgry. Przed nim około 1 500 kilometrów do Hull. Pozostała ostatnia przeszkoda: Kanał La Manche. Aby zachować ciągłość trasy, musi go pokonać bez transportu z napędem. Pływanie jest możliwe, ale niebezpieczne. Jego nadzieją jest przejście tunelem serwisowym Eurotunelu — obszarem technicznym, który nie jest legalnie dostępny dla pieszych. Do tej pory nie uzyskał zgody. Po 27 latach i ponad 47 000 kilometrach liczy na specjalne pozwolenie na ostatnie 21 mil. Liczby są bezlitosne: 27 lat. Ponad 47 000 kilometrów pieszo. 25 krajów. 4 kontynenty. Około 13 lat faktycznego marszu i 14 lat pochłoniętych przez wizy, kryzysy finansowe, pandemie i biurokrację. Co pcha człowieka do czegoś takiego? „To wyczyn oparty na wyzwaniu” — mówi Bushby. Nie dla charytatywności. Nie dla sławy. Dlatego, że to trudne. Dlatego, że nikt wcześniej tego nie zrobił. Dlatego, że wyzwanie istniało. Ale jego największe odkrycie nie dotyczyło dystansu ani wytrzymałości. „99,99% ludzi, których spotkałem, to najlepsze, co ma ludzkość” — mówi. „Świat jest znacznie milszy i lepszy, niż często się wydaje”. Gdzieś w Europie, właśnie teraz, 56-letni Brytyjczyk idzie na zachód. Tak samo jak robi to od 1998 roku. Za nim — nieprzerwana linia śladów ciągnąca się przez ponad 47 000 kilometrów aż do Chile. Przed nim — około 1 500 kilometrów do domu. Bez samolotów. Bez samochodów. Bez skrótów. Jeśli dotrze do Hull do września 2026 roku, Karl Bushby spędzi niemal trzy dekady, udowadniając jedną głęboką prawdę: - czasem najwolniejsza droga jest jedyną, która naprawdę ma znaczenie. Jest prawie gotowy. Prawie w domu. Po 27 latach niepoddawania się. |
Zabić Drozda
Zanim, noworoczne wpierdol.
Tymczasem stoję przed wyborem formy i kusi mnie nawiązanie do tragedii antycznej lub komediodramatu w nowszym wydaniu. A może poraz kolejny złamać formę i pioniersko... Połączyć moje przeogromne JA z nową rzeczywistością? Szeregowy Kowalski, powiedzcie własnymi słowami, co to jest ojczyzna? - Ojczyzna obywatelu poruczniku, to jak moja matka! Brawo Kowalski! A wy Nowak? Wy powiedzcie to własnymi słowami! - Ojczyzna obywatelu poruczniku... to tak jakby... matka Kowalskiego. Zatem naj sam przód wprowadzę innowację i moją pionierskość zastąpię... Pionierszczyzną. Tak... Pionierszczyzna obywatelu poruczniku, to ja! Jak wybiorę formę, to się zamelduję tymczasem czekam na pilne meldunki, z pustynnego Maroko. Edycja. W rajdzie moja ekipa ciągnie ogon. Lublin służy do dawania cienia tym, którzy doznają awarii. |
https://siejemywiedze.pl/?fbclid=Iwd...t5SzhIV5nXJtCQ
Kusi mnie. Nikt nie pyta o moje czereśnie? Edycja. Możecie mnie mówić: Czereśniak. Nowy Rok, więc dzieje się. Dzieje się w temacie głównym. Na urodziny wyprosiłem sobie zestaw japońskich pił do precyzyjnego cięcia i kompletu dłuteł. Kto mniej tiktowo podchodził do literatury podwórka ten zauważył, że mam już przygotowany komplet ćwiczebny. Deseczki 2x2cm i 2x3cm. Oraz większe profile na których będę wycinał (znaczy ćwiczył się) wycinając te zamki, które fizycznie użyję w procesie renowacji domu i stodoły. Na jakim drewnie? Decyzja podjęta również. Będzie cięte w grudniu/styczniu, suszone komorowo, strugane i impregnowane. Te ostatnie nie wiem czy nie wykonam samemu. Jest jeszcze wariant alternatywnie uzupełniający, to wysezonowane naturalnie zdrowe drewno, pozyskane z rozbiórki starej, drewnianej chaty. Dlaczego tak? W swoim czasie uzasadnię. Poniżej autor kanału ("mój student") porusza istotny wątek, na który nie wszyscy zwracają uwagę. Ten temat jest już za mną ale warto posłuchać po świeży odcinek a i mnie przyjemnie odświeżyć podstawy. Pisałem wcześniej na jakiej literaturze się opieram i jest to kawał materiału, do którego ciągle wracam, bo mózg odmawia posłuszeństwa ale coraz sprawniej pracuje. Ponieważ drewno, to primadonna mama mija nie będę się bawił w naturalne suszenie, bo pomijamy w ten sposób jeden istotny proces. Drugi, to (moim zdaniem) mit - czyli dosychanie drewna na domu w trakcie budowy. Mit, że doschnie do swoistej równowagi a odpowiednio "łapane" nie skurczy się czy nie wypaczy itd. Widzę zastosowanie dla mokrego drewna ale to nie mój przypadek. "Film ten wiele wam podpowie" - tak skończę. Jak nie podpowie, to ... Każdy sobie uzupełni kropki jak uważa. |
Zmiana koncepcji.
Rościgniew kopie się w piaskach Sahelu jak ja z koniem. Że mną jest gorzej. 28 + 22 ile się równa? Do rana muszę poznać prawidłowy wynik. Od wyniku muszę odjąć 40. 3:04 a mózg już wyspany. |
Poranne klepanie w klawiaturę. PKwK.
Czyli poranne ćwiczenie mózgu automatem. Małe usprawiedliwienie, co do "mordowania" drozda. Otóż decyzja by nie kontynuić bardzo ciekawego wątku zapadła wczoraj, podczas wesołego obgadywania Rościmira w ramach noworocznych wymian życzeń i informacji w szerokim wąskim gronie starych, podróżniczych wyjadaczy. Rościmir (podobnie jak ja) jest wdzięcznym tematem do obgadywnia. Zasadniczo jest uparty jak osioł Dariusz, czyli ja. Dodałem go z tego tytułu do wąskiego, szerokiego grona geniuszy, którym osioł Dariusz przypadkowo się otoczył. Owi geniusze dzielą się na dwie grupy. Pierwsza tworzy wokoło siebie twórczy nieład (zwany przez Strażnika Domowego bałaganem), druga zaś konkretnie poukładana fizycznie jest na fest. W pierwszej grupie druga grupa nie znajdzie żadnego, aktualnie potrzebnego jej narzędzia. Nie ważne, czego szuka. Nie znajdzie. Pierwsza drugiej zrobi zaś taki burdel w ich poukładanych elegancko narzędziach, że ... (tu sobie wstawcie coś z puli zalet przypisywanych mnie przez nienawistników). Rościmir to geniusz z grupy pierwszej. Uwielbiam (w przeciwieństwie do konkretnego Strażnika), kiedy Rościmir do mnie dzwoni w celach "konsultacyjnych". Np. - Słuchaj El ... Ja słucham. -------------------------------------------------- 15 minut później. - Słuchaj El, bo ... Tak, tak, no, no, tak tak, no no... ten nieskończony ciąg ma swoją nazwę). -------------------------------------------------- Po kolejnym kwadransie: - Słuchaj El, muszę kończyć. Ja wiem, że wszystkim moim licznym (z wąskiego grona) przyjaciół to się w pale nie mieści, że ja słucham Rościmira Kwiczoła. Też nie mają racji. Nie słucham ale... ... nie przerywam. Mało mówię. I tu jest clou naszej szorstkiej przyjaźni z Rościmirem. Jako jedyny z naszej paczki słucham Rościmira z dużym zainteresowaniem. Jako jedyny zawsze znam finał. I teraz nagle... Rościmir nic nie mówi. Znaczy nie dzwoni i nie mówi. Miał zdawać relację w oparciu o/bez którą/ej, ja miałem pisać... swoją. To już było ćwiczone. Wspominałem o zorzy Pastora, czy o Afryce i Mongolii Lupiego. Mój opis po prostu gwarantuje sukces. Ba... Bohater Aktuanej Akcji był ZAWSZE zachwycony, że przeżywał przygody, o których do tej pory marzył. A tu się nagle coś zesrało... Wczoraj Strażnik Domowy dowiedziała się, ze to nie rajd samotnego Kwiczoła (ptak mylony z drozdem) tylko jakaś wycieczka terenówek... - Cały rok grzebania w aucie, by w końcu pojechać nieprzygotowanym do niczego Lublinem? Ja rozumiem tłuc się samotnie po pustyni czy innej Afryce... To jest coś ale w takiej grupie...? I kontynui: - Przez ten czas, co przegadałeś "bez sensu" (Straznik nie zna sensu właściwego) przez telefon z kwiczołem, ty byś... wyremontował dom na wsi. Wzruszyłem się... Ktoś jednak we mnie wierzy. Nie inżynier budowlany, nie twórca zespołu: "osioł Dariusz", czy inny ktoś z szerokiego, wąskiego grona mego... No więc, obudziłem się dzisiaj 2026-01-02 o 2:59 i dokonałem korekty. Rościgniew sam opisze (lub nie), co go tam spotkało itd. Najważniejsze, żeby wrócił "zabity". Takie jest moje zdanie. W trakcie tych nocnych rozważań najszła mnie myśl złota. Chyba wiem, co gromadzi wokoło mnie geniuszy... Bo ja jestem Bohaterem... Ostatniej Akcji. Taki Arnold Szwarzeneger, co pięścią rozwala szybę auta w wyidealizowanym świecie. Kiedy w realu mu się to nie udaje, nie załamuje rąk. Przed państwem wasz Bohater! El Slater!! W wypożyczalni kaset odkrycie - Naga Prawda. Mnie jest dwóch! Tyle razy to podkreślałem. W końcu dowód. |
Cel, to obietnica dana przyszłemu sobie.
Richard Feynman. Wspomnę sobie Lily Asfhar... |
PKwK
Statystyka.
Na globusie PL deklarujących wiarę katolicką jest 90%, praktykujących grubo już poniżej połowy. Piszę o topniejącym jak śnieg na wiosnę Kolwalskim i pani Nowakowej czy bardziej Nowakównie. Przeprowadził bym badanie, by pozyskać info: ilu jest świadomych obywatli globusa naszego, że karmią nas (bo karmią) śmieciowym żarciem i ilu z karmionych "chętnie" by go nie jadła? Takie mnie naszły dywagacyje poranne. Jak ważne, niech świadczy fakt, że już dwie kupy za mną! Niestety... Wczoraj wpierdoliłem na kolację całe opakowanie ptasiego mleczka. Na szczęście po daniu głównym. Podobno polska młodzież się "radykalizuje". Wierzących w tej grupie przybywa a nie ubywa. To cieszy. Ja jestem niezdecydowany. Zjadłem ptasie mleczko i mam wyrzuty. napisałem, że zjadłem i wyrzutów nie mam. To jest właśnie siła spowiedzi. Nie napiszę, że za tydzień nie zjem (dzisiaj nie) kolejnego opakowania. Nie napiszę, bo wpadnie do mnie jakiś kumpel z ptasim mleczkiem na urodziny i dorzuci 100zł na dłuta ale... jak wpierdolę cale opakowanie ptasiego. Na szczęście to się nie wydarzy. Dwa razy użyłem brzydkiego wyrazu. Użyłem świadomie bo... Dość już tego wpierdolu! Podgardle gotowane. Wywar z niego na zupę. Żadnych ziemniaków czy ryżu w zupie. To tak, co dalej... Golonka! Sadzone na podsmażanym podgardlu...! Popijam to wszystko sokiem z kiszonych buraków. Bajka! Kiszone buraki? Z nich placki... ziemniaczane. Oczywista na modłę, Długo zastanawialiśmy się co z nich robić poza surówką i Strażnik Domowy wpadła na placki ziemniaczane. Kiszona kapusta. Tu znowu jestem liderem. Moja kiszona kapusta... nie mogę pisać, bo śliną zalewam klawiaturę. Te robię częściowo kopiując wzorzec "oddaj fartucha". Bardzo lubię jego programy kulinarne. Żadnych tam skomplikowanych w wymowie i niewiadomym smaku treli tylko schabowy z kapustą albo kapuśniak na świńskim ryju jak w Tytusach. Aaaa... kiszenie buraków, to oczywista także moja domena. Dodatek marchwi zagęszcza sok i nadaje jeszcze bardziej słodkiego posmaku, co tworzy znakomitą: słodko - kwaśną parę z delikatną nutą kardamonu. I napiszę wam, że wcale nie musi być tam klasycznego kopru aczkolwiek zalecam. Koper wzmacnia nutę kwaśną. I najważniejsze... Ile to wszystko kosztuje? Na dzisiejsze złote, dawne grosze. Na wywarach z mięs doskonale wychodzą : gulasz, solianka, fasolka po bretońsku. Część zjadasz, resztę zamrażasz. W ogóle super pora teraz na gotowanie bigosu na zapas. Aż zaciągnę wierszem: "lekkie mrozy nocą, przyjdą nam z pomocą". Kilkukrotnie zamrażana i rozmnażana kapusta z mięsem kruszeje na maksa. Oczywista gar z bigosem na noc wystawiamy na balkon, parapet od biedy na mój korytarz (Przystanek Oliwa). Ogólnie to moja maniera. Darmowa lodówka w końcu, taki parapet w sensie. A ponieważ niedziela za pasem, polecam darmowego terapeutę. Konfesjonał ze znaną zawartością. Porządnego księdza to ze świecą szukać ale... Zatem bierz świecę i w drogę. Mój ulubieniec. Raz na kwartał wracam do tych wywiadów (trzy). Misjonarz, obecnie bytuje na parafii w Sochaczewie. Odkąd go usłyszałem, obiecuję sobie, że zaliczę niedzielne kazanie księdza w realu. Kurde molek... a może by tak rowerowy sezon otworzyć i dojechać kręcąc pedałami do Sochaczewa jakimiś lasami? Naturalnie uważając na wilki. Tak się umówić z kilkoma niedowiarkami i bęc, do kościoła! Aaaa... przepraszam. Skierniewice. https://diecezja.lowicz.pl/parafia/s...kierniewicach/ https://radiolodz.pl/50156-mieszkale...onarza,144365/ Dla większych niedowiarków niech zachętą będą jego misjonarskie opowieści. Coś pięknego. Jak sam mowi: ksiądz jest od święceń a nie od tacy. Ja się trochę boję chodzić do spowiedzi... boję o kolana. Mam swojego spowiednika. To ksiądz Bartnik z Górzanki. Do niego na spowiedź, na rowerze... Najwyższa pora przemasować pośladki, docisnąć pedałom. |
Ptasie mleczko nie jest czymś złym. W świecie zawodowych alpinistów robiących formę na ten rok, ptasie mleczko jest w top 3 głównej diety. Dodaje skrzydeł przy stromych podejściach.
Ptasie mleczko robi z ciała elegancka kulę, a wiem że kule ciężko zdmuchnąć i daje to dodatkowe bezpieczenstwo, dla kuli przyczepionej hakami do lodowca. Daj przepis na te buraki, bo jade zaraz do sklepu, a coś dobrego bym zjadł. Przepis tak podaj , aby inżynier zrozumiał. |
Mojemu ME ptasie mleczko nie służy.
Na sklepowe buraki mój przepis nie działa. Caracas w ogniu, Teheran w ogniu. W NRD cisza i spokój. Tak trza żyć! |
Biorę udział w strajku konsumenckim i daje jak najmniej zarobić sklepowym korporacjom. Warzywa kupuje tylko u rolnika i jem to co ma. W tym roku pomarańczy nie zjadłem ani jednej. Żadnych kupionych słodyczy nie zjadłem przez swieta, tylko własnoręcznie robione. Wróciły mi wspomnienia z dzieciństwa.
Jadę po termostat do golfa podjadę do rolnika po drodze. Wezmę jeszcze cebuli, bo dziś na obiad kręcę cebularze. NRD też w ogniu, ale sami go zrobiliśmy i zgasiliśmy :D |
Powinieneś wiedzieć jak wygląda burak "domowy. Ten od rolnika niczym nie różni się od przemysłowej hodowli. Jedynie mniejszą skalą.
Tym niemniej im dłużej kopcowany tym dla naszego zdrowia lepiej. Obornika masz fciul, pola pod ogródek warzywny dostatek i kupujesz warzywa? Ja buraki mam od kolegi. Na razie. W tym roku będę miał własne. Buraki, marchew, cebulę, kapustę, koper i czosnek. Czosnek dostałem od Krysi. Skurwiel oczy wypala na odległość. Na przełomie września/października zorganizowałbym Lublinem wyprawę po prawdziwą, czerwoną paprykę na Bałkany. Oczywista jak mi się zechce i czy kto ze mną zechce? Cha cha. Mam to zasadniczo...:) Jeżeli już, to wrócimy z morzem słoików ajwaru no i babci podrzuciłbym ze dwa kartony na zalewy. Za dwa lata, to ze Strażnikiem Domowym pohasamy na jej emeryturze a może i wnuki z nami? Moje marzenie i... strach rodziców! Wiem jedno. Po takiej wyrypie z dziadkami Marysia i Kacper poznają w końcu mój równoległy świat. Świat usłany spełniającymi się marzeniami. P.S. Moje czereśnie padają jak muchy zimą ale nie poddaję się. Zostały niedobitki. W tym roku przechowam pestki w glebie do wiosny 2027. Tak trzeba walczyć o życie! Trzy siódemki w postach! Co robić?! |
Na wiosnę będę zakładać ogródek, bo nie chce jeść żarcia z Mercosur, które jest już wszędzie. W zeszłym roku był jeden cel, ocieplić Dach i odpalić kocioł. Na ogródek nie było czasu . Rolnik i którego kupuje warzywa, ma 50 letni traktor i hektar warzyw za domem i robi tylko okopowe + kapusta. Tam żadna szpryca nie wjeżdża . W tej wsi wielu takich jest, i ta wies jakąś nagrodę za to dostała, że tylu grzebie jeszcze w ziemii kopaczka.
Tam gdzie będzie ogródek stoją palety z cegła dla garażu. Jak tylko śniegi zejdą, murujemy go. Do ramienia koparki przyczepie pług do orki i wszystko przekopie, włącznie z trocinami i obornikiem z własnego chowu. Pod paletami mam cywilizacje nornic. Już mi zezarly jabłoń zasadzona rok temu. Albo ogródek, albo one. Ktoś wie jak to najhumanitarniej wykurzyć stamtąd? Dookoła warzywniaka muszę na pół metra siatkę metalowa zakopać , bo nornice chętnie wrócą. Jeśli sąsiad będzie likwidować swoją szklarnie, to biorę ja i wrzucam jej ogrzewanie z kotła. Wtedy będę mieć coś zielonego cały rok. |
To ja rozumiem.
Ale nie wierz, że nie szprycuje. Nie ma opcji, by tego nie robił. Ba... Ci wielkoobszarowi, co sprzedają swoje produkty sieciom stosują się do norm. Taki hektarowy rolnik nie musi i... z reguły tego nie robi. Może twój robi? Wątpię ale... Jak potrzeba, to w sezonie sprzeda ci ziemniaki prosto z pola. Na to sobie wielkoobszarowy pozwolić nie może. Skąd to wiem?* Ano robiłem posadzkę ziemniaczanemu potentatowi i tak mnie zindoktrynował. Zdrowy ziemniak czy inne warzywo, to tylko te, które sobie sam wyhodujesz w ogródku walcząc z wrogami w swoim ogródku w naturalny sposób. P.S. Patrząc na Twoją aktywność w necie i marnowanie energii na pierdoły. mógłbyś dzisiaj zaopatrywać FAT w buraki! Cha cha! Twardy jestem. Trzymam 777. *taka asekuracja procesowo. |
Chętnie się dowiem jak przeciwdziałać naturalnie i bez oprysku temu
https://pl.wikipedia.org/wiki/Phytophthora_infestans Stare odmiany kartofli odporne na to wyginęły i mamy to co mamy na rynku. Do wyhodowanego ferrari nie wljesz frytury. Tu trzeba starego golfa. To samo się tyczy innych warzyw. Wyhodowaliśmy odmiany jak pokolenie płatków śniegu. Trochę więcej deszczu i wszystko gnije. Balkanom życzę dobrze, ale polegną. Mercosur już pcha całe statki do Grecji z towarami za grosze. W Brazyli nie maja zimy i żniwa są non stop! My siedzimy całą zimę na dupie i za tą zimę musimy płacić, więc ceny Mercosur są nie do pobicia. W grecji wojują na ulicach od października . Jedyne wyjście to strajk konsumencki w spozywczakach i jak najwięcej własnego żarcia. Cinz miast niech jadą na zakuoa na wieś do rolnika i kupią pełne auto i wrzuca do piwnicy. Tylko że mało kto ma dziś chłodna piwnice i Mercosur się zamyka. Dobicie wlasn go rolnictwa to kwestia kilku lat. https://www.facebook.com/story.php?s...00003204666164 |
Nie jedz ziemniaków.
Wyjdzie Ci to na zdrowie. Jesteś mistrzem mnożenia problemów na rozwiązania których nie masz... czasu. Ja z kolei nie chcę marnować czasu na taki dialog z Tobą. Ułatwisz mi życie, jak się stąd "wyniesiesz". Tak się uczę oszczędzać swój czas. Idzie mi to z oporem. Wiem, że zrozumiesz. Powitam Ciebie chętnie z opisem jakiejś wycieczki na afrze albo czarnym szatanie. Od biedy ze zdjęciem opakowania ptasiego mleczka na jakiejś górze. Np. kulminacji Wzgórz Seelow. A ziemniaki se posadź, jak ja czereśnie. |
| Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 10:09. |
Powered by vBulletin® Version 3.8.4
Copyright ©2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.